LISTA SCHINDLERA - II Wojna Światowa wg KMF | FILM.ORG.PL

LISTA SCHINDLERA – II Wojna Światowa wg KMF








Jakub Piwoński
05.10.2014


b„Kto ratuje jedno życie, jakby cały świat ratował”

Holocaust. Brzmienie tego słowa wciąż budzi w nas głęboką trwogę. Przywodzi bowiem na myśl jeden z najczarniejszych rozdziałów historii ludzkości, spisany krwią milionów niewinnych istnień. Choć od końca II Wojny Światowej minęło już ponad 70 lat, problematyka Zagłady nadal wymyka się racjonalnemu pojmowaniu, kieruje do refleksji nad naturą człowieka i genezą zła. To jedna z tych ran, która na zawsze pozostanie otwarta; jedna z tych, której upływający czas nie pomaga w procesie gojenia.

Na początku lat 90. XX wieku, w głowie Stevena Spielberga zaczął rodzić się pomysł nakręcenia rozliczeniowego filmu o Holocauście. Dla reżysera pochodzenia żydowskiego, który wówczas wciąż utożsamiany był z Kinem Nowej Przygody, miała to być produkcja o bardzo osobistym charakterze, jednoznacznie udowadniająca istnienie u tego twórcy szerszego wachlarza umiejętności. Choć Spielberg w ambitniejsze tony zagrał już przy okazji „Koloru purpury”, dopiero teraz miały one obrać odpowiedni majestat ze względu na wagę kolejnego przedsięwzięcia. Jako podstawę dla scenariusza miała posłużyć powieść Thomasa Keneallya pt. „Lista Schindlera”. Opowiadała historię Oskara Schindlera, niemieckiego przedsiębiorcy, który w czasie II Wojny Światowej, w prowadzonej przez siebie fabryce zatrudniał osoby pochodzenia żydowskiego. Traktując je jako tanią siłę roboczą, uratował od niechybnej śmierci ponad tysiąc istnień. Za swe czyny został pośmiertnie odznaczony medalem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata – niezwykle cennym odznaczeniem, przyznawanym osobom, które w czasie wojny nie bały się pomagać Żydom. Był zatem postacią ze wszech miar godną, do przybliżenia szerokiej widowni. Pierwotną wersję scenariusza przygotował sam Keneally. Została jednak odrzucona, z uwagi na długość – swą bogatą treścią mogła bowiem zapełnić telewizyjny serial. Ostateczną wersję przygotował Steven Zaillan (nominowany do Oscara za „Przebudzenie”), po uprzednim uwzględnieniu wskazówek Spielberga.

b

Treść filmu jest jednym z jego mocniejszych aspektów. Waga problematyki to jedno, ale istotniejsze jest to, w jaki sposób ten ciężar zostanie uniesiony; jakie metody do tego zostaną obrane. W wypadku „Listy Schindlera” i mierzenia się z tematem Holocaustu twórcy zdecydowali się na obranie wyjątkowo szerokiej perspektywy. Prócz trzymania się fabularnej osi, skupiającej się na osobie głównego bohatera, film ma także rozbudowane tło, dostarcza obrazy typowe dla tamtych przeżyć i tamtych dramatów. Ukazywanie wszelkich przejawów ciemiężenia Żydów, jest jednak w tym wypadku w pełni uzasadnione i poniekąd także potrzebne – grunt, że wprowadza się je umiejętnie.

Ciekawi również metaforyczny wymiar czynu Schindlera. Fabryka, w której główny bohater daje zatrudnienie rzeszom Żydów, jawi się jako biblijna Arka prowadzona prze Noego, powstała po to, by nieść ocalenie wybranym. Otoczenie spowija bezmiar zniszczenia, jednak fabryka zapewnia bezpieczeństwo. Nie bez powodu zatem oryginalny tytuł książki brzmiał po prostu „Arka Schindlera”. Uwagę zwracają także inne detale. Spielberg daje wyraźnie do zrozumienia, że jego film stanowi hołd dla ofiar jednej, konkretnej nacji (co oczywiście nie oznacza, że chciał przez to w jakikolwiek sposób przekłamać historię). Prócz liczb i faktów przemawiających za wyodrębnieniem męczeństwa Żydów, względem reszty, stały za tym z pewnością pobudki osobiste. Ujmuje jednak to, że w „Liście Schindlera” jako widzowie mamy okazję zapoznać się z Żydami nieco lepiej, choćby za sprawą ukazania ich tradycyjnych rytuałów. Pewna bariera anonimowości, tudzież egzotyczności została zatem przełamana, dzięki czemu łatwiej nam przejąć się losem cierpiących.

Akcja kręci się jednak wokół postaci Oskara Schindlera, którego poczynania mają koncentrować uwagę widza. W tym wypadku najważniejsza jest jego metamorfoza. Schindlera poznajemy jako zakochanego w luksusie i kobietach, sprawnego przedsiębiorcę, który daje prace Żydom z powodów czysto ekonomicznych. Zatrudnienie i nauczenie fachu najtańszej siły roboczej było dla niego dalece opłacalne. I portret Schindlera-koniunkturalisty widoczny jest przez większą część filmu. Jednakże, coś w nim pęka podczas jednej z konnych przejażdżek. W jednej z najsłynniejszych scen filmy, Schindler spogląda ze wzgórza na likwidację getta, a jego uwagę przykuwa mała dziewczynka w czerwonym płaszczyku. Dzięki zabiegowi wyróżnienia koloru symbolizującego życie na tle ponurych, czarno-białych scen śmierci, dziecko przykuwa uwagę także widza i pozwala sprowadzić tragedię ogółu do poziomu jednostki. Gdy po jakimś czasie, w jednej z kolejnych scen, Schindler widzi sponiewierane ciało dziewczynki wiezione na wózku, postępująca przemiana nabiera finalnego kształtu. Od tego momentu bohater zrobi wszystko, by uratować jak najwięcej istnień, choćby za cenę nadszarpnięcia własnej reputacji, czy też przeznaczenia sporych sum pieniędzy na łapówki. Trzeba przyznać, iż przemiana ta wypada wielce wiarygodnie.

b

Bardzo ciekawie zarysowują się także relacje Schindlera z Amonem Goethem, komendantem obozu w Płaszowie, czarnym charakterem filmu. Skonfrontowanie tej dwójki miało na celu ukazanie dobrego i złego Niemca. Podczas gdy działalność Schindlera kojarzy się z miłosierdziem, poczynania Goethego wyrażają najwyższy wymiar zła. Najciekawiej wypada jednak to, co zachodzi pomiędzy nimi. Tworzy się trudna do zdefiniowania nić porozumienia, darzą się szacunkiem, Schindler potrafi nawet wywierać na komendanta wpływ. Ich profile są zatem opozycyjne, jednak w rozmowach istniejące między nimi różnice się zacierają. Myślę, że to nieprzypadkowy zabieg. Spielberg nie chciał ani gloryfikować jednego, ani potępiać drugiego, gdyż zdawał sobie sprawę, że to co determinowało ich poczynania, wiązało się z okolicznościami, w jakich się znaleźli.

Najlepiej tłumaczy to Branko Lustig, jeden z producentów filmu, a ponadto Żyd, który sam ocalał z zagłady: „Po wojnie spotkałem wielu dobrych Niemców. Wielokrotnie zastanawiałem się, dlaczego ci są szlachetni, dobrzy, a ich rodacy sprzed kilkudziesięciu lat (…) byli ludźmi, na których ciążą zbrodnie. (…) Sądzę, że nie wynika to z faktu, iż ktoś jest dobry, czy zły, ale że traci kontrolę nad swoimi reakcjami. Okoliczności, w których ludzie się znajdują, powodują, że ich reakcje bywają wobec otocznia okrutne, nawet zbrodnicze. A bywa też odwrotnie: oto ktoś w otoczeniu pełnym zła zaczyna się temu złu przeciwstawiać.” Po czym dodaje jeszcze: „Mamy w tym filmie do czynienia z dwoma osobami o podobnym pochodzeniu i losach. Obaj byli zafascynowani Hitlerem. Tylko że Amonowi Goethowi dano możliwość zabijania. Gdyby takiej możliwości nie miał, może zostałby poczciwym stolarzem lub szewcem.”  Ten głos zdaje się uwypuklać jedno z przesłań filmu, ukazującym wojnę jako czas nobilitujący drzemiące w nas pokłady zła.

Ta dwójka postaci została także brawurowo zinterpretowana przez aktorów. Rola Oskara Schindlera przypadła Liamowi Nessonowi, choć nie był on jedynym kandydatem do jej odtworzenia. O rolę zabiegał podobno Kevin Costner, ale pod uwagę brany był także Mel Gibson i… Andrzej Seweryn (któremu w ostateczności przypadła mniejsza rola, niemieckiego oficera). O tym, co zadecydowało o zakontraktowaniu irlandzkiego aktora, opowiada pewna anegdota. Swego czasu Spielberg wybrał się wraz z żoną i teściową do teatru na sztukę „Anna Christie”, w której występował Nesson. Sztuka wywarła tak silne wrażenie na teściowej Spielberga, że nie potrafiła ukryć swego wzruszenia podczas zakulisowego spotkania z aktorem. Ten w ramach wdzięczności objął ją i ucałował. Podobno gest ten przechylił szalę na korzyść aktora, ponieważ właśnie wtedy Spielberg dojrzał w nim Schindlera. Nesson za obdarzone zaufanie odpłacił się należycie, tworząc niezwykle charyzmatyczną i przekonującą postać. Co ciekawe, w ramach przygotowania do roli, pilnie uczył się z nagrań głosu Schindlera, by uczynić postać pełniejszą.

b

Jeszcze lepiej wypada kreacja Ralpha Fiennesa, który wcielił się w Amona Goethego. To bardzo charakterystyczna i zapadająca w pamięć kreacja. W obsadzeniu Fiennesa również kryje się zasadność. Goeth we wspomnieniach osób mających z nim styczność jawi się jako pozbawiona sumienia bestia. Reżyserowi jednak zależało na tym, by „nie rysować go czarno-białą kreską”. Przyjemna aparycja Fiennesa była kluczowa, ponieważ kontrastowała z mrokiem postaci, jaką miał stworzyć. Istotne było także spojrzenie, które w wypadku tego aktora miało wyjątkowo zimny i przeszywający charakter. Fiennes potrafił także wykazać niemałym poświeceniem dla roli ponieważ przytył do roli ok. 13 kg (pomagając sobie piwem Guinness). To wszystko dało osobliwy rezultat oraz stworzyło jeden z bardziej pamiętnych wizerunków nazisty w kinie. Myślę, że wielu zgodzi się ze mną, iż rola ta, swą siłą i magnetyzmem potrafiła przyćmić resztę kreacji.

Zdjęcia do filmu kręcone były w Polsce i trwały trzy miesiące. Co ciekawe, gdy Spielberg już przyjechał do Polski, musiał jeszcze na miejscu kończyć montaż „Parku Jurajskiego”, który miał mieć premierę w tym samym roku. Reżyser spotkał się z Andrzejem Wajdą i wymienił się z nim doświadczeniami. Bezpośrednio przed rozpoczęciem zdjęć, polski reżyser wystosował jeszcze list do Spielberga, w którym życzył mu powodzenia podczas realizacji filmu. Da się zauważyć, iż przez sam kontekst i wagę filmu oraz dużą liczbę polskich nazwisk w liście płac, realizacja „Listy Schindlera” była ważnym przedsięwzięciem również dla polskiej kinematografii.

b

Odpowiedzialnego za zdjęcia Spielberg uczynił polskiego operatora, Janusza Kamińskiego. Dało to początek ich trwającej do dziś, wieloletniej współpracy. Co istotne, najbardziej charakterystyczny element estetyki filmu, czyli czarno-białe zdjęcia, nie był pomysłem Kamińskiego, a Spielberga. Reżyser tak oto tłumaczył swoją decyzję: „Czas Holocaustu był życiem pozbawionym światła. Dla mnie symbolem życia jest kolor. Dlatego film o Holocauście musiałem nakręcić tylko w czerni i bieli.” Pomysł ten okazał się strzałem w dziesiątkę, budującym posępny klimat filmu, a jego prezentacja została nagrodzona Oscarem. Przy okazji realizacji filmu, zabłysły także inne osobowości polskiej kinematografii, jak Allan Starski i Ewa Braun, czyli para scenografów, dla których praca przy filmie Spielberga okazała się być momentem przełomowym w karierze (Oscar także powędrował do ich rąk).

Pozwolę sobie skończyć ten wywód krótkim podsumowaniem. „Listę Schindlera” osobiście postrzegam jako najlepszy film o Holocauście i jednocześnie jeden z bardziej dojrzałych obrazów w filmografii Stevena Spielberga. Jest to film kompletny zarówno na poziomie filmowego języka, jak i mierzenia się z koronną tematyką. Sprawdza się jako przejmująca lekcja historii, ale także intrygujący i wciągający dramat o dylematach jednostki umieszczonej w wojennej warunkach. Nie boję się tego określenia: to jedno z dzieł wiekopomnych.

  • Cytaty, anegdoty i ciekawostki z zaplecza realizacji pochodzą z książki Franciszka Pałowskiego pt. „Spielberg. W poszukiwaniu Arki”, a także zasobów internetu.
Jakub Piwoński

Jakub Piwoński

Film fascynuje mnie odkąd sięgam pamięcią. Każdy seans jest jak nowa przygoda, nowa podróż, która pozwala przenieść się do miejsc jeszcze nie odwiedzonych, poznać ludzi jeszcze nie poznanych, zmierzyć się z problemami jeszcze nie doświadczonymi. Każdy seans pozwala lepiej zrozumieć otaczający mnie świat, lub utwierdzić w tym co już zdążyłem zrozumieć. Szukam przesłań, tych oczywistych, bądź ukrytych w drugim dnie dzieła.
Jakub Piwoński






  • Maciej Niedźwiedzki

    Jedynie pod koniec „Lista Schindlera” jest zbyt ckliwa. Poza nią ten film zwala z nóg. Tyle odcieni zła, a realizacyjnie i reżysersko to dzieło wybitne. Jeszcze Ralph Fiennes jako Amon Goeth – czyli jedna z trzech, moim zdaniem, najlepszych kreacji w historii amerykańskiego kina.

    • Mefisto

      A te dwie pozostałe? :)

      • Maciej Niedźwiedzki

        Al Pacino w „Ojcu Chrzestnym II”. Dziwne w sumie jest to, że poza tym filmem Ala Pacino nie trawię (jeszcze w Glengarry Glen Ross jest świetny, a tak, to serio unikam z nim filmów). Jednak ta scena https://www.youtube.com/watch?v=WZMKOrwGk9g , chyba najmocniejsza w całej trylogii, to coś nieprawdopodobnego. W jej trakcie boję się czegokolwiek dotknąć, bo wszystko w okół wydaje się naelektryzowane, a sam jestem bardziej zdezorientowany i złamany niż Fredo. Drugą jest DeNiro we „Wściekłym Byku”. To rola totalna. Mam wrażenie, że jego La Motta chce wyskoczyć z ekranu i również mi, grzecznie siedzącemu widzowi, spuścić wpier***.
        No i przerażający Ralph Fiennes.

        A Twoje Mefisto? Masz swoje ulubione trzy? Jestem równie ciekaw :)

        • Mefisto

          Nie mam trzech, sorry :) W ogóle musiałbym mocno pomyśleć nad takim zestawieniem.

  • poldek

    Uwielbiam pracę kamery w tym filmie; oraz odszukiwanie miejsc w Krakowie, gdzie były kręcone poszczególne sceny

    • rer

      krecili też w Skarżysku, głównie sceny „pociągowe”

  • Zangaro

    Ten myk z czerwonym płaszczykiem to jednak kicz na miarę kolorowej różyczki na czarno-białym zdjęciu – czy podobnych pretensjonalnych wypocin wypuszczanych przez pseudo grafików.

  • Madź

    Uwielbiam ten film i w pełni zgadzam się z powyższą recenzją.

  • Pingback: MOST SZPIEGÓW - recenzja | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Zaginiona dziewczyna

Następny tekst

W jego oczach



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE