Kino w złym guście – odcinek 3 | FILM.ORG.PL

Kino w złym guście – odcinek 3








Paweł Mączewski
04.12.2013


Jeżeli lubisz ambitne kino, wysublimowaną i wciągającą fabułę, dobrą grę znanych aktorów… to źle trafiłeś. Tutaj nie znajdziesz nic z tych rzeczy. Do widzenia i życzę miłego dalszego zwiedzania internetu. W tym miejscu jest tylko naprawę złe kino. Zadbam też o to, by towarzyszyły im także te produkcje nieznane szerszej publiczności, zapomniane i pokryte kurzem na celuloidowych kliszach. Dla każdego coś niemiłego.

Jeżeli więc nadal czytasz te słowa, to znaczy, że potrafisz czerpać przyjemność z takiego kina, gdzie pomimo włożonego trudu twórców zasługuje jedynie na B klasę… w najlepszym razie.

Cykl prowadzimy we współpracy z ruchome-obrazki.blogspot.com

 

octamanRozterki Człowieka Ośmiornicy

Dla jednych już sam tytuł filmu „Octoman” wyda się kompletną bzdurą, dla innych będzie dość… intrygujący. Po jego obejrzeniu, wszyscy jednak chyba się zgodzicie, że to perełka kina klasy B. Idę o zakład. Film pojawił się na ekranach kin w 1971 roku. Warto jednak dodać, że mowa tu o kinach samochodowych, które raczej nie słynęły z posiadania ambitniejszych produkcji w swoim repertuarze. Nie oszukujmy się, były to miejsca, cieszące się zainteresowaniem głównie nastolatków, które w cenie biletów mogły trochę poświntuszyć w furach swoich rodziców. „Octoman” w reżyserii Harry Essexa przetrwał jednak próbę czasu, a obecnie w Stanach można kupić go nawet na DVD.

Jest to historia ekspedycji naukowej, która zapuszcza się w dzikie tereny, by znaleźć ostatniego przedstawiciela tajemniczego gatunku, znanego jedynie z legend przodków. Brzmi znajomo? „King Kong”, a może „Potwór z Czarnej Laguny”? Film „Octoman” czerpie garściami z obu tych produkcji, a zwłaszcza z tej drugiej, gdyż scenarzysta i reżyser obrazu, Harry Essex wymyślił wcześniej historię „Ryboczłowieka” do kultowego horroru wytwórni Universal. Równie dobrze można powiedzieć, że że jego film z 1971 roku to kalka jego pomysłu sprzed 20 lat… tyle, ze bez budżetu, prawdziwych aktorów i utalentowanego reżysera. Idealnie.

Widza czekają więc następujące atrakcje: dorosły człowiek w stroju ośmiornicy, który wygląda wręcz niewiarygodnie sztucznie (5/5 w skali braku realizmu). Stwór w zależności od ujęć traci i zyskuje swoje macki: raz ma ich trzy, a następnie dwie, a tak w ogóle to 6… jak z resztą przystało na słodkowodną ośmiornice z Meksyku. Bo tak w ogóle to potwór ma meksykański rodowód, a jego naturalnym środowiskiem są pustynne jeziora… W trakcie filmu mamy kilka twistów jak np. kiedy jeden z członków grupy postanawia porwać młode „Octomana” do cyrku, by zbić na nich fortunę (aha, nagle przestaje to już być ostatni przedstawiciel gatunku i znikąd pojawiają się jego młode, które „naukowcy” trzymają w kubłach z wodą. Science Bitch!). Bestia w końcu zakochuje się w kobiecie, należącej do ekipy i tym samym staje przed dylematem: zabić wszystkich ludzi, czy poświęcić się uczuciu do samicy z gatunku homo sapiens? Jest tu kilka naprawdę zaskakujących scen jak np. kiedy mądre głowy ekspedycji wpadają na pomysł, że jednym z lepszych sposobów na „Octomana”, jest złapanie go w ognistym kręgu, gdyż płomienie odetną mu dopływ powietrza i ten zemdleje… Człowiek Ośmiornica zemdleje, z braku tlenu na lądzie… jak dobrze jest być naukowcę.

Jako ciekawostkę dodam, że ten film był debiutem charakteryzatora Ricka Bakera, który później zasłynął w serii Star Wars. Paradoksalnie to właśnie „Octoman” pozwolił mu się wybić na szersze wody, gdyż jego późniejsi pracodawcy byli pod wrażeniem stroju, który stworzył… nie mając praktycznie żadnych środków.

Octo-Atak!

VQP8r1I

I’ve Seen Enough Hentai To Know Where This Is Going

octaman-2

Przygotowania do kolejnych scen

Octoman

enter_ninja_poster_01

Wejście Ninja z wąsem

Ok, muszę się przyznać, że będąc małym chłopcem chciałem zostać Ninja. Była to jedna z wielu nieprzemyślanych decyzji, jakie podjąłem względem mojej przyszłości, będąc jeszcze dzieckiem (wcześniej miał być kowboj, pirat i kosmonauta). Moja fascynacja zamaskowanymi wojownikami z Dalekiego Wschodu wzięła się oczywiście z filmów akcji, którymi przesiąkłem za młodu. W latach 80. motyw „Ninja” był tak często wykorzystywany, że wymachiwanie łapami i walka na miecze stała się dla mnie wręcz naturalnym sposobem pojedynkowania przez najtwardszych z twardzieli. Kopniak z półobrotu i ciosy karate były dla mnie jednym z pierwszych archetypów męskości. Tak, byłem dzieckiem ery VHS. Tym samym, drugim symbolizującym atrybutem prawdziwego faceta, musiały stać się wąsy. W końcu nosili je sami najlepsi etatowi pogromcy bandziorów lat 80. Wystarczy, że wymienię takie nazwiska jak: Chuck Norris, Charles Bronson i Franco Nero… Żaden łobuz nie mógł skryć się przed karzącą pięścią sprawiedliwości i gęstym wąsem, skrywającym ich tajemnicze usta.

Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałem jednak, że przyjdzie mi kiedyś oglądać przygody wąsatego wojownika Ninja. Przecież tak duża dawka testosteronu mogłaby bez problemu wysadzić nie jeden telewizyjny odbiornik. Może właśnie dlatego nakręcono tylko jeden taki film w historii. Mowa o „Enter the Ninja” z 1981 roku, gdzie główną role zagrał legendarny Franco Nero (jedyny prawdziwy Django z niemym ”D”). Reżyserem obrazu został Menahem Golan, o którego zdolnościach może świadczyć fakt, że Charles Bronson kategorycznie zaprotestował, by ten nakręcił „Życzenie Śmierci 2” (dopiero późniejsze produkcje Golana, jak „Delta Force” i „Over the Top” pokazały jego większy talent). Mimo to „Enter the Ninja” uważany jest za film, który zapoczątkował kinową modę na zamaskowanych wojowników (W latach 50. królowało Judo, w latach 60. Karate, a w 70. Kung-fu). Ponadto obraz był prekursorem późniejszych wszystkich amerykańskich Ninja.

Akcja filmu dzieje się na Filipinach. Franco Nero gra tu byłego żołnierza, który po latach spędzonych w szkole Ninja zostaje zmuszony do walki z chciwym plantatorem, zabójcą jego przyjaciela. Charyzmatyczny aktor pierwszorzędnie wciela się w rolę twardziela z tajemniczą przeszłością. Nic w tym też dziwnego, to ulubiona bajka Włocha. Mało mówi, dużo kopie i tylko piękne kobiety mają pozwolenie by się do niego zbliżyć. Ktoś kiedyś powiedział o granym tu bohaterze: „To Malboro-Man z Czarnym Pasem” i trudno się z tym nie zgodzić. Jednak to właśnie ta wyrazistość Nero sprawia, że pozostałe kreacje przy nim bledną, a niekiedy nawet śmieszą. Film uderza dosłownością, gdzie źli Ninja ubrani są w czerń lub czerwień, a pozytywny bohater w biel (najlepszy kamuflaż na polowanie w dżungli). Podobno na planie filmowym posługiwano się aż trzema językami: angielskim, japońskim i włoskim. To może tłumaczyć, dlaczego przez pierwsze 10 minut filmu nikt nic nie mówi… właściwie to by wyjaśniało dużo więcej późniejszych scen. Wśród nich warto wymienić tę, którą Youtube ochrzcił nieskromnie mianem „Best Death Scene Ever”.

Uwaga: Patrząc na to zdjęcie przez 30 minut, możesz nauczyć się władania Nunchakiem

ENTER-THE-NINJA-2

Znak jakości Franco Nero

Enter-the-ninja

basket_case_poster_01Koszyk pełen dziwów

Rodzeństwo – albo się je kocha, albo przez całe życie doprowadza do szału. Chociaż podobno w przypadku bliźniąt syjamskich układ jest trochę prostszy, bo łączy ich tak ogromna więź, że przerwać ją może tylko śmierć jednego z nich. W przypadku „Basket Case” to jednak wszyscy, którzy wejdą pomiędzy dwóch braci, przypłacą za to życiem. Film z 1982 roku jest kolejnym dowodem na to, że produkcja klasy B też może doczekać się miana kultowego.

Początkowo wypuszczono go na rynek jako czarną komedię, później jednak przywrócono wszystkie wycięte wcześniej sceny gore, które rzeczywiście na długo zapadają w pamięci widza. Mając ciekawy pomysł twórcom nie przeszkadzał mały budżet, którym dysponowali (35 tys. dolarów, które w jednej scenie zostają pokazane jako plik banknotów, czynsz za mieszkanie) i przedstawili historie chorej miłości dwóch braci. Jeden z nich, Duane Bradley (Kevin Van Hentenryck) jest młodym i nieśmiałym chłopakiem, skrywającym mroczną tajemnice – swojego brata, który mieszka w wiklinowym koszu. Duane nawet, gdyby chciał, nie może się z nim rozstać i zawsze trzyma go przy sobie. Wszystko dlatego, że jego brat jest tak naprawdę krwiożerczą zdeformowaną poczwarą, oderwaną przed laty ludzką naroślą, która wpada w szał ilekroć zostaje sama. Ich relacje jednak zaczynają się drastycznie pogarszać, gdy Duane poznaje pewną dziewczynę, która skrada jego serce…

Trzeba przyznać, że twórcy rzeczywiście przyłożyli się do wizerunku, który może nie tyle straszyć, co wzbudzać odrazę. Oczywiście pewne techniczne niedociągnięcia widać na pierwszy rzut oka, ale tracą one na znaczeniu względem postępującej fabuły. Filmowi udaje się bowiem przenieść widza w dziwny świat, gdzie dorosły mężczyzna trzyma swojego brata w wiklinowym koszyku i stara się tuszować wszystkie jego morderstwa. Pomysłodawcą i reżyserem obrazu jest Frank Henenlotter, którego postaci powróciły na ekran jeszcze w dwóch kontynuacjach… w każdej przekraczano kolejne granice dobrego smaku. Zaufajcie mi.

BC01

Zdjęcie rodzinne z albumu

BC01 (1)







  • Macc

    Frank Henenlotter – król obrzydliwości, nieustraszony pogromca tabu, fanatyczny krzewiciel kina wymiotnego. Basket Case jest tylko wierzchołkiem góry lodowej jego niezwykłej ( chorej ? ) wyobraźni. On mógłby wybić się na normalne kino ( nawet typowe kino klasy B), gdyby chciał. Ale nie zrobił tego dając, światu nastolatka -domorosłego Frankensteina ( który zostaje zmieniony w kobietę), mózgowego pasożyta czy ( co jest wisienką na jego zgniłym torcie) Człowieka-Członka. Żadnego z jego filmów nie polecam, chyba że na własną odpowiedzialność. Pewnych granic nie powinno się przekraczać, a jak się to zrobi to potem strasznie trudno wrócić…

  • Sergiusz Pe

    Najlepszy z dotychczasowych odcinków. Dobrze że opisy dłuższe a nie jak w poprzednich. Tak trzymać!

  • Andriej

    Kiedy seria w końcu dotrze do współczesności, chciałbym tu zobaczyć opis „Resident Evil’ów” Andersona i „Dark Knight Rises” Nolana

  • Mefisto

    Fajny odcinek. Aczkolwiek nie wiem skąd przekonanie o wątpliwej jakości repertuarze kin samochodowych – puszczano tam taki sam wachlarz tytułów, co w zwykłych kinach.

  • Nergal

    Jak ja uwielbiam to stare dziwne vhs i samochodowe filmy .






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Rękopis znaleziony w Saragossie

Następny tekst

ZAKAZANE IMPERIUM - magia gangsterskiego świata



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE