KINO PRZEDMIEŚĆ - imigranci w kinie francuskim | FILM.ORG.PL

KINO PRZEDMIEŚĆ – imigranci w kinie francuskim








Maciej Niedźwiedzki
27.09.2013


Czy na pewno niewidoczni? O przyczynach konfliktów między mniejszościami etnicznymi a Francuzami

Od dawna wiadomo, że Francja ma olbrzymie problemy z obcokrajowcami. Stanowią oni aż 10% wszystkich zamieszkujących to państwo. Ciągle słyszymy o demonstracjach, protestach i starciach z policją w dużych francuskich miastach. U podłoża tych wydarzeń leży sprzeciw wobec fatalnej sytuacji obcokrajowców, którzy zmuszeni są żyć w najbiedniejszych dzielnicach i na co dzień spotykają się z dyskryminacją i nietolerancją.

Na dodatek w ostatnich latach, gdy prezydentem był Nicolas Sarkozy, polityka wobec nieeuropejskich imigrantów znacznie się zaostrzyła. On sam podczas ostatnich wyborów zapewniał, że w razie wygranej znacznie zmniejszy liczbę obcokrajowców i wprowadzi rygorystyczne prawa uniemożliwiające swobodny wjazd do Francji. Nic dziwnego zatem, że w takich okolicznościach we Francji zaczęły powstawać filmy dotyczące skomplikowanych relacji między obcokrajowcami a władzą państwową (szkoła w Klasie, więzienia w Proroku). Oczywiście obrazy, które będę analizował, koncentrują się nie tylko na polityce wobec imigrantów. Poruszają również problematykę odnajdywania tożsamości narodowej, kultywowania i chronienia własnej tradycji czy choćby konfliktu pokoleń. W tym tekście chciałbym jednak głównie spojrzeć z perspektywy politycznej i zastanowić się nad relacjami między administracją państwa a imigrantami. Filmy, o których będę pisał, wywodzą się z podgatunku nazwanego cinema banlieue, co można tłumaczyć jako kino przedmieść. W tej nazwie nie chodzi tylko o lokalizację terytorialną rozgrywającej się w filmie akcji. Hasło to ma znacznie szerszy, społeczny wymiar – odnosi się do podejmowanej tematyki, sugeruje głównych bohaterów, bardzo często od razu sytuuje ich społecznie czy rasowo.

Z góry zaznaczę, że tylko raz opuścimy obszar filmowej Francji, by przedstawić rozgrywający się w Londynie film Niewidoczni Stephena Frearsa. Jest to istotne ze względu na jego podobieństwo do filmu Wina Woltera Abdellatiffa Kechiche’a. Porównanie tych dwóch obrazów ma na celu zaznaczenie, że problem z imigrantami dotyczy również innych bogatych krajów europejskich i że tematyka ta jest powszechnie spotykana. Za niezwykle ważne uważam również to, że angielscy i francuscy twórcy mają bardzo zbliżony, krytyczny stosunek do polityki imigracyjnej prowadzonej przez swoje kraje. Analizę zacznę jednak od filmu Klasa. Przekrojowe podejście do tej problematyki, jaką przyjęli jej twórcy, sugeruje rozpoczęcie analizy tematu od tego właśnie obrazu, by potem przejść do filmów koncentrujących się bardziej szczegółowo na różnych aspektach życia imigrantów.

Klasa

Nagrodzony Złotą Palmą w Cannes w 2008 roku  film Lauranta Canteta jest komentarzem do obecnej sytuacji mniejszości narodowych we Francji. Akcja filmu rozgrywa się tylko i wyłącznie w murach szkoły (stąd francuski tytuł Entre les murs). Największa jej część ma miejsce w sali lekcyjnej, okazjonalnie reżyser przenosi akcję na szkolne korytarze, boisko bądź do pokoju nauczycielskiego. Na pierwszy rzut oka główną postacią wydaje się być François – nauczyciel języka francuskiego, lecz tak nie jest, ponieważ tę rolę pełni cała klasa, którą poznajemy podczas roku szkolnego. Składa się ona z wielu osobowości, reprezentujących praktycznie każdą narodowość spotykaną w dużych francuskich miastach: pospolici, stereotypowi paryżanie (les parisiens), dzieci emigrantów z Turcji, Tunezji, Mali, Japonii i państw Czarnej Afryki. Tytułowa klasa nie jest wielonarodowościową, anonimową masą znaną z paryskich ulic. U Canteta każdy uczeń jest inny, obdarzony innym temperamentem, zainteresowaniami i problemami. Nie ma wśród nich osób, które nie mają nic do powiedzenia, każda manifestuje nie tyle swoją odmienność, ile potrzebę bycia zauważonym i zaakceptowanym.

Reżyser i scenarzysta przyjęli konwencję paradokumentalną, by uwiarygodnić prezentowaną problematykę. Dzięki temu zabiegowi widz ma okazję usłyszeć wielokulturowy, wieloetniczny, wielowyznaniowy i wielojęzykowy krzyk Francji, z którym na co dzień konfrontuje się i nad którym próbuje zapanować nie tylko francuskie szkolnictwo. Film Canteta stara się w pigułce przedstawić główne problemy, z którymi boryka się społeczeństwo francuskie: brak porozumienia językowego między rdzennymi obywatelami Francji a mniejszościami narodowymi, wewnętrzne konflikty między imigrantami, uleganie stereotypom, dysfunkcyjny system kar, brak odczuwania francuskiej tożsamości i konsekwencje nielegalnego pobytu we Francji. Oczywiście konflikty prezentowane w filmie nie dotyczą tylko tak ważnych, egzystencjalnych kwestii, lecz dochodzi do nich również na mniej istotnym poziomie wspierania klubów i reprezentacji piłkarskich.

Przy tak obszernej tematyce filmu na pierwszy plan wysuwa się relacja między nauczycielem a Suleimanem – Malijczykiem. Staje się też ona osią dramatyczną filmu. Suleiman jest najgorszym uczniem w klasie, wywodzi się z biednej rodziny z przedmieść, jest też bardzo agresywny i manifestuje swoją niechęć dla darzącego go sympatią Francois. Brak umiejętności porozumienia między dwoma bohaterami staje coraz bardziej widoczny i w końcu dochodzi do słownej i fizycznej konfrontacji między dwiema stronami. Konsekwencją tego zdarzenia jest decyzja komisji dyscyplinarnej o wydaleniu Suleimana ze szkoły. Dyrekcja woli usunąć niewygodnego ucznia, aniżeli go wychowywać, a brak chęci rozmowy i znalezienia porozumienia wzmacnia brak obecności tłumacza i tym samym odebranie prawa głosu nie umiejącej mówić po francusku matce ucznia. Wydaje mi się, że jest to bardzo celna diagnoza tego, jak Francja traktuje osiedlających się obcokrajowców. Ona również stosuje agresywną, bezkompromisową i pozbawioną dyplomatycznego podejścia politykę.

Film nie sugeruje jednoznacznych wniosków, dlatego też postać nauczyciela wymyka się łatwej ocenie. François wykazuje się dużo ilością empatii w stosunku do uczniów. Jednak mimo swojej wyrozumiałości nie potrafi zapanować nad własnymi emocjami, posuwając się do kłamstwa celem ratowania własnej reputacji i wizerunku. Na jednej z pierwszych lekcji roku szkolnego uczniowie zachęceni przez François pytają go o wytłumaczenie trudnych słów. Jednym z nich jest condescendance, które w języku polskim oznacza pobłażliwość, protekcjonalność lub wyższość. Słowo to nie zostaje wytłumaczone przez nauczyciela, ale w kontekście całego filmu problem protekcjonalności wydaje się ważny, o ile nawet nie kluczowy. Paradoksalnie jednak o definicję i znaczenie tego słowa powinna tak naprawdę zapytać komisja usuwająca pod koniec filmu Suleimana z paryskiego gimnazjum.

Niewidoczni, Wina Woltera

Kolejnymi tytułami, na które warto zwrócić uwagę, są Niewidoczni (Dirty Pretty Things) Stephena Frearsa i Wina Woltera (La Faute à Voltaire) Abdellatiffa Kechiche’a. W obu tych filmach można odnaleźć wiele podobieństw, zarówno pod względem kreacji świata, charakterów głównych bohaterów, jak i drugoplanowych postaci. Obaj reżyserzy dochodzą też do podobnych wniosków. Bohaterem Niewidocznych jest Okwe – przebywający nielegalnie w Anglii imigrant z Nigerii. Jest to postać obdarzona samymi pozytywnymi cechami. Łączy pracę taksówkarza i portiera na nocnej zmianie w hotelu. Znajduje również czas, by opiekować się nieodpowiedzialną Senay – imigrantką z Turcji. Wśród swoich znajomych cieszy się dużym autorytetem, ponieważ jako wolontariusz leczy obcokrajowców (w trakcie filmu dowiadujemy się, że Okwe był lekarzem w Nigerii), którzy bez ubezpieczenia oraz wiz pobytowych unikają szpitala, bojąc się przymusowej deportacji. Życie Okwe oraz całego środowiska, w którym się obraca, jest naznaczone ciągłym strachem przed policją, bohaterowie filmu muszą przebywać ciągle w ukryciu.

U Frearsa policja imigracyjna reprezentuje i symbolizuje Wielką Brytanię. Zostaje ona przedstawiona w skrajnie negatywny sposób. Jej interwencje są agresywne, funkcjonariusze wykorzystują swoją pozycję do ingerowania w życie Senay, z góry zakładając, że musi prowadzić nielegalną działalność. Oceniając Turczynkę ulegają najprostszym, najbardziej konwencjonalnym stereotypom i uprzedzeniom. Nie akceptują żadnego tłumaczenia, ponieważ przyzwyczajeni są do wizerunku imigrantów biorących udział w zamieszkach na przedmieściach i widzą w nich jedynie zagrożenie. Polski tytuł filmu, mimo że zupełnie inny niż oryginał Dirty Pretty Things, wydaje się bardzo trafiony i w kontekście podjętej tematyki wart zinterpretowania. Z jednej strony bohaterowie filmu starają się być niezauważalni – pracując na czarno, nie mając oficjalnego zameldowania. Starają się ukryć, by uniknąć deportacji bądź pobytu w więzieniu. Tytuł Niewidoczni można też zrozumieć w inny sposób. To właśnie państwo, policja i angielscy pracodawcy starają się uniewidocznić imigrantów odcinając się od przedmieść, zatrudniając ich jedynie w miejscach i na stanowiskach, gdzie będą niezauważalni dla turystów i nich samych.

Stephen Frears w swoim w filmie pokazuje obcokrajowców od dobrej strony. Są pracowici i uczciwi. Wykonują pracę, której zwyczajni Francuzi unikają bądź której się wstydzą. Zatrudniani są do sprzątania szpitali, hoteli, pracują (jak przez chwilę Senay) w zakładach tkackich za bardzo niską pensję. Prowadzi to do paradoksalnego wniosku, że z jednej strony Wielka Brytania chce wypędzić z kraju przybyszów, a z drugiej wyzyskuje ich, by utrzymać państwo w porządku, bo pracują oni na ważnych, chociaż z pozoru nieistotnych stanowiskach. Głównym bohaterem Winy Woltera jest Jallel – Tunezyjczyk, który przybywa do Francji i otrzymuje trzymiesięczną wizę uchodźcy politycznego. By się utrzymać, musi pracować nielegalnie. Najpierw sprzedaje owoce, a potem kwiaty w paryskim metrze. Cały czas jednak musi się ukrywać przed policją, ponieważ za nielegalny handel grozi mu przymusowy powrót do Tunezji. Podobnie jak Okwe z Niewidocznych, Jallel jest uczciwą, sympatyczną i charyzmatyczną postacią, która bezinteresownie pomaga osobom ze swojego otoczenia. W filmie Kechiche’a ośrodek dla uchodźców i szpital, mimo chłodnego, nieschludnego entourage’u, przedstawione są jako przyjazne miejsca, w których główny bohater nie spotyka się w żadnym wymiarze z nietolerancją.

Wymiar symboliczny ma na pewno rozdawanie kwiatów, czym trudni się Jallel, ale również jego relacja z Lucie. To dzięki niemu poznana w szpitalu chora psychicznie Francuzka staje na nogi. Czy reżyser tym samym stara się zasugerować, że to właśnie imigranci sprawiają, iż Francja funkcjonuje właściwie? Kara, jaką na końcu ponosi Jallel, wydaje się być niesprawiedliwa oraz niewspółmiernie duża w stosunku do przestępstwa. Aparat państwowy jest w tym przypadku bezwzględny i konsekwentny. W kontekście analizy psychologicznej postaci Jallela i Okwe ciekawe wydaje się, że oboje nie są mocno związani z krajami, z których pochodzą. Nie manifestują swojej odmienności kulturowej, nie wyróżniają się ani specyficznym akcentem, ani ubiorem czy kultywowaniem tradycji. Są praktycznie całkowicie zasymilowani w Anglii i Francji. Jest to też oczywiście związane z koniecznością ukrywania się i bycia nierozpoznawalnym. Jednak również w przestrzeni prywatnej, nie znając ich pochodzenia, nie potrafilibyśmy skojarzyć ich z jakimś konkretnym kręgiem kulturowym.

W Niewidocznych oraz Winie Woltera reżyserzy w identyczny sposób zaprezentowali ważne stolice europejskie. Londyn u Frearsa i Paryż Kechiche’a nie są miastami kojarzonymi ze zdjęć na pocztówkach,  Amelii bądź filmów Woody’ego Allena z ostatnich lat. Nie pojawiają się w nich charakterystyczne budowle. Są to raczej anonimowe, wielkie aglomeracje, w których panuje ponura pogoda, a każda ulica wygląda tak samo. Bohaterowie filmów mieszkają w zapuszczonych kamienicach, zajmują małe mieszkania. Ludzie przemieszczają się pod ziemią, korzystając z metra, w którym panuje chłód, a każdy wygląda na osamotnionego i zagubionego. Takie otoczenie sprawia, że bohaterowie jak Okwe czy Jellal stają się jeszcze bardziej wyjątkowi, a ich chęć poprawienia własnego statusu – bardziej heroiczna.

Nienawiść

Kolejnym filmem, któremu warto się bliżej przyjrzeć, jest Nienawiść (La Haine) Mathieu Kassovitza. Reżyser opowiada rozgrywającą się w ciągu dwudziestu godzin historię trzech przyjaciół: Vinza, który jest Żydem, Huberta – syna imigrantów z Czarnej Afryki oraz Saida – Araba. Wszyscy oni mieszkają w nieprzyjemnych, ponurych blokach na biednych przedmieściach Paryża. Akcja filmu rozgrywa się w trakcie trwania zamieszek, które zostały zapoczątkowane brutalnym pobiciem przez policjantów w trakcie przesłuchania znajomego wymienionej trójki – Abdela Ichaha. Czarno-białe zdjęcia, kompozycja scen, gra światłem i cieniem oraz częste stosowanie zmiany ostrości kadrów sprawiają, że przedstawiany świat wydaje się niespodziewanie atrakcyjny. W ujęciu Kassavitza zniszczone bloki zapisane wulgarnym graffiti, z brudnymi podwórkami, bardziej widza przyciągają niż odpychają. Jednak oglądając ten film ciągle zdajemy sobie jednak sprawę, w jakim otoczeniu akcja rozgrywa się naprawdę. Znamy przecież obrazy prawdziwych paryskich przedmieść z serwisów informacyjnych. W trakcie napisów początkowych towarzyszą nam dokumentalne zdjęcia z zamieszek w stolicy Francji. Tego typu stylizacja świata przedstawionego zastosowana przez Kassovitza i jego operatora Pierre’a Aima sprawia, że ekstremalna przemoc i nienawiść wybrzmiewa jeszcze mocniej. Krytycy często oskarżali reżysera o estetyzację przemocy. Wydaje mi się, że niesłusznie. Ona sama dalej pozostaje czymś strasznym i nieludzkim. To jedynie otoczenie, w którym do niej dochodzi, wygląda atrakcyjnie.

W Nienawiści Mathieu Kassovitz  dochodzi do skrajnie pesymistycznych wniosków. Tylko na początku pobicie Abdela Ichaha przez policjantów jest wiarygodnym argumentem dla usprawiedliwienia wybuchu agresji mieszkańców przedmieść. Z czasem dostrzegamy, że był to tylko pretekst dla manifestacji siły. Jesteśmy świadkami kilku sprzeczek policji z Vinzem, Saidem bądź ich znajomymi, ale w głównej mierze dominują konflikty wewnętrzne między samymi głównymi bohaterami.. Jednocześnie poza jedną sceną, gdy funkcjonariusze policji znęcają się nad Hubertem i Saidem, są zdecydowanie częściej pokazywani jako ludzie pilnujący porządku niż prowokujący konflikty. W tym kontekście zemsta za okrutne potraktowanie Abdela nie jest dobrym wytłumaczeniem. Mathieu Kassovitz doszukuje się przyczyny gdzie indziej. Jest nią mianowicie kultura popularna, która fetyszyzuje przemoc, prezentując ją w sposób atrakcyjny i efektowny. Do takiego wniosku doprowadza nas nie tylko zachowanie Vinza przed lustrem, gdy naśladuje Travisa Bickle’a z filmu Taksówkarz, ale również scena, gdy ten sam bohater, ukrywając się w kinie, ogląda Teksańską masakrę piłę mechaniczną. Tak samo Asterix strzelając sobie nienaładowanym pistoletem w głowę podświadomie cytuje znaną sekwencję z  Łowcy jeleni. Wyżej wymienione zapożyczenia nie pełnią tylko roli elokwentnego wprowadzenia przez reżysera znanych scen z historii amerykańskiej kinematografii, które obyty widz wychwyci. Przede wszystkim mają naprowadzać na właściwą interpretację.

Do podobnych wniosków dojdziemy, gdy prześledzimy historię Huberta, najspokojniejszego z całej trójki. Zawsze wybiera rozwiązanie najbardziej pokojowe albo przynajmniej powodujące najmniejsze cierpienie drugiej strony. Podczas rozmowy z matką deklaruje, że chce wyjechać i zerwać ze światem, w którym obecnie żyje. Wydaje się osobą o najsilniejszym kręgosłupie moralnym. Jednak pod koniec filmu, gdy nadarza się okazja, by zemścić się na wcześniej spotkanym skinheadzie, namawia Vinzenta, by pociągnął za spust. Jest to jednoznaczna wskazówka Kassovitza. Chęć dokonanie zemsty w imieniu Abdela jest okazją do wyrównania własnych porachunków. Tak nagły atak gniewu i nienawiści do policji, która reprezentuje Francję szczycącą się hasłami: równość, wolność, braterstwo, dałby się logicznie wytłumaczyć, gdyby był to bunt ideologicznie spójny.

W Nienawiści reżyser pokazuje Francję jako złe i niebezpieczne miejsce. Policja nie ma żadnej kontroli nad mieszkańcami przedmieść. Dobrzy ludzie, tacy jak jak Hubert, poddają się panującym brutalnym zasadom. Elementem, na który trzeba też zwrócić uwagę, jest fakt, że w filmie zaprezentowana jest przyjaźń między Żydem, Arabem i czarnoskórym. Oznacza to, że dla młodego pokolenia rasowość, wyznawana religia czy pochodzenie nie mają zbyt dużego znaczenia. W Nienawiści poznajemy również przyjazne rodziny Vinza oraz Huberta.. Nie zauważamy żadnych patologii bądź przemocy. Tak naprawdę najbardziej dostrzegalna w domach bohaterów filmu jest bieda. I to ona jest głównie odpowiedzialna za nieprawidłowy charakterologiczny i emocjonalny rozwój Huberta, Vinzenta oraz Saida. Myślę, że jest to kolejna z diagnoz proponowanych przez Mathieu Kassovitza. Francja powinna bardziej socjalnie wspierać najbiedniejszych mieszkańców przedmieść i tworzyć dla nich miejsca pracy. Interwencja policji stłumi i wyhamuje nienawiść, która tkwi w duszach biednych imigrantów i mniejszości etnicznych. Zrobi to jednak tymczasowo i prowizorycznie. Interwencja merytoryczna, socjalna i edukacyjna całkowicie zmieni postrzeganie świata. Bez takiej refleksji śmierć Vincent i Abdela pójdzie na marne, pozostając jedynie danymi w statystykach. Poniżej umieszczam link do zarejestrowanych zamieszek z Paryża w 2010 roku.

Prorok

Na pewno jednym z najważniejszych filmów ostatnich lat poruszających tematykę mniejszości narodowych jest Prorok (Un Prophete) Jacquesa Audiarda. Jest to dzieło wielowymiarowe, które można interpretować na wiele sposobów. Z jednej strony to historia więzienna, która daje możliwość analizy gatunkowej, jest to również przypowieść o dużym potencjale filozoficznym czy nawet biblijnej alegorii. Z kolejnej perspektywy można na Proroka spojrzeć jako na historię o władzy, z jeszcze innej – będzie to ponowne podejście do nietzscheańskiej koncepcji nadczłowieka oraz historia o zbrodni bez kary. Nieprzypadkowo jednak ten tytuł znajduje się obok wcześniej analizowanych filmów, bo jest to też obraz dotykający problematyki relacji między organami państwa a imigrantami i stosunków między samymi reprezentantami mniejszości narodowych. W analizie filmu Audiarda ograniczę się tylko do ostatniego wymienionego przeze mnie aspektu tego dzieła, ponieważ jest on najważniejszy w kontekście tematu całego tekstu. Nie będzie to oczywiście jedyna właściwa interpretacja Proroka. Jest to tylko jedna z możliwych ścieżek, którymi może podążyć widz. Dla potrzeb tej analizy stanowi ona najważniejszy aspekt tego obrazu. Wychodzenie poza tę problematykę (niestety kosztem zignorowania całej obszernej treści filmu) byłoby niepotrzebną dygresją wobec głównego tematu.

W filmie Audiarda zastosowany został podobny zabieg, jak we wcześniej omawianej Klasie. Praktycznie cały film rozgrywa się wewnątrz murów jednej instytucji – w tym przypadku więzienia. Analogicznie jak film Canteta, można Proroka interpretować jako alegorię współczesnej Francji, szczególnie opierającej się na jej relacji z obcokrajowcami. Przedstawione w filmie więzienie podzielone jest między dwie rywalizujące między sobą stronnictwa: Kostarykanów Korsykanów i Arabów. Głównym bohaterem Proroka jest dziewiętnastoletni Arab – Malik El Djebena, który zostaje skazany na sześć lat więzienia. Trafia tam z powodu ataku na policjanta. Nie umie czytać ani pisać. Pomimo swojego pochodzenia dołącza do obozu Kostarykanów Korsykanów. Wychował się na takich samych przedmieściach jak Vincent czy Said z Nienawiści. Tak jak oni nie jest też w żaden sposób uformowany ideologicznie. Nie reprezentuje żadnego kręgu kulturowego bądź wyznaniowego. Jego charakter, motywacje i świadomość własnych potrzeb ukształtują się dopiero podczas sześcioletniego pobytu w więzieniu. Film pokazuje karierę i wspinanie się po szczeblach przestępczej hierarchii. Od statusu bezbronnego i całkowicie anonimowego więźnia Malik dochodzi do pozycji przywódcy o ogromnych wpływach i licznych znajomościach.

Prorok  pozbawiony jest pozytywnych postaci, z którymi widz mógłby się utożsamiać. W ten sam negatywny sposób zaprezentowany jest personel więzienia i osoby przychodzące tam z zewnątrz. W jego skład wchodzą skorumpowani strażnicy, uległy dyrektor więzienia, przekupni lekarze, źli adwokaci czy prostytutki. Z takiej perspektywy Francja jawi się jako państwo przestraszone i zniewolone, nie tylko ulegające szantażom przestępców, ale wręcz ułatwiające im nielegalną działalność. Więzienia pełnią tylko rolę prowizoryczną, a resocjalizacja jest pustym hasłem, sloganem nie mającym żadnego znaczenia. Brak możliwości fizycznej ucieczki nie jest dla przetrzymywanych poważną karą. Świat przedstawiony w filmie Audiarda da się łatwo metaforycznie przenieść na grunt obecnej sytuacji w dużych francuskich miastach. Przedmieścia są wyraźnie odseparowane od centrum, kwitnie w nich przestępczość, dochodzi do walk między gangami, edukacja jest na bardzo niskim poziomie, mało kto jest w stanie utrzymać rodzinę legalnie pracując.

Tym bardziej warto zwrócić uwagę na jeden fragment filmu, podczas którego widz może szczerze sympatyzować z głównym bohaterem Proroka. Są to momenty, gdy Malik uczestniczy w lekcjach czytania i pisania. Tego rodzaju inicjatywa ze strony administracji więzienia wydaje się słuszna, ale niestety spóźniona. Nie zmieni ona sposobu postrzegania świata. Izolowanie się szeregami policjantów, murami więzień, ignorancja, protekcjonalność Francuzów wobec emigrantów sprawiają, że Malik (osoba posiadająca niezwykły dar i zdolności) wychodząc z więzienia czuje się swobodnie, niestety – jedynie poza granicami prawa. Prorok między innymi pokazuje, do jakiego stopnia  izolacjonizm  Francuzów wobec imigrantów jest błędny, dysfunkcyjny i w konsekwencji groźny dla całego społeczeństwa.

Nietykalni

Na zakończenie chciałbym przedstawić film, który jest pewnego rodzaju “światełkiem w tunelu”. Do tej tej samej problematyki podchodzi w znacznie bardziej pogodny, optymistyczny sposób. Tym obrazem są Nietykalni Oliviera Nakache i Erica Toledano. Film opowiada o przyjaźni Phillipe’a z Drissem. Pierwszy jest sparaliżowanym, zamożnym Francuzem, miłośnikiem wysokiej kultury.  Drugi czarnoskórym chłopakiem z przedmieść, który zostaje zatrudniony do opieki nad Phillipem. Jest on kimś, na kogo mógłby wyrosnąć Suleiman z omawianej na początku Klasy. Ze zderzenia tych dwóch przeciwieństw reżyserzy wydobywają nie tylko komediowy potencjał, ale również wskazują drogę, którą powinna podążyć Francja. Pierwszą barierą jest obalenie stereotypów, które są przyczyną bezpodstawnych podejrzeń i uprzedzeń. Bohaterom Nietykalnych trochę czasu zajmuje, zanim zaczną się akceptować i traktować jako osoby równe sobie. Różnice intelektualne, fizyczne, majątkowe przestają mieć znaczenie, gdy Driss i Phillipe dostrzegają, że nawzajem się uzupełniają. Z czasem ich relacja przeradza się w zainteresowanie i fascynację. Phillipe dzięki znajomości z Drissem nabiera dużo pokory i dystansu do siebie. Postać grana przez Omar Syego kształtuje swój kręgosłup moralny i właściwą hierarchię wartości.

Twórcy filmu zdają się sugerować, że unikanie siebie jest najgorszym rozwiązaniem. Driss i Phillipe reprezentują światy na pozór w ogóle do siebie nie pasujące, jednak wewnątrz ci ludzie mają takie same potrzeby. Agresywna polityka imigracyjna sprawia, że jesteśmy świadkami nie zahamowania i wytłumienia zamieszek, ale ich wzmożenia. Nietykalni natomiast proponują dyplomatyczne podejście, politykę poznawania się i akceptacji. W powyższym tekście oczywiście ograniczyłem się jedynie do filmów w moim odczuciu najciekawszych. Francuska kinematografia ostatnich dwudziestu lat ma znacznie więcej do zaoferowania w obrębie tej tematyki, jednak zdecydowałem się raczej pochylić nad kilkoma tytułami, aniżeli w sposób cząstkowy i lapidarny omówić kilkanaście pozycji. Klasa, Wina Wolter, Nienawiść, Prorok oraz Nietykalni w sposób kompleksowy i złożony odnoszą się do sytuacji obcokrajowców we Francji. Razem tworzą panoramiczny, wyczerpujący obraz, który w sposób wiarygodny, momentami wręcz dokumentalny oddaje nastrój i atmosferę panującą w dużych francuskich miastach. Diagnozują również przyczyny, dla których dochodzi do tak licznych konfliktów, i sugeruje, w jaki sposób można je zakończyć.

*

Czy w europejskim kinie powiedziano już wszystko o imigrantach? Jestem przekonany, że nie. Reżyserzy ciągle wracają do tego tematu.W ostatnim czasie zrobił to Asghar Fahradi w Przeszłości, Ruban Östlund w Grze. Jest to też ciągle obecny motyw w twórczości braci Dardenne. Sytuacja, w jakiej znalazły się najbogatsze kraje Starego Kontynentu, determinuje powstawanie scenariuszy podejmujących tę problematykę.  Tego rodzaju społecznie zaangażowane kino udowadnia, jak blisko polityka sąsiaduje ze sztuką filmową.

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • Maciek

    Drogi Autorze, bardzo ciekawy artykuł, podsunął mi kilka ciekawych filmów do obejrzenia (bo widziałem tylko 3 ostatnie z wymienionych), ale trochę to napisane po łebkach. Jasne, literówki takie jak „na prawdę” zamiast „naprawdę” zdarzają się najlepszym, ale pisanie w kontekście „Proroka” o Kostarykanach zamiast o Korsykanach jest nie tylko błędem, ale wypacza Pańską późniejszą interpretację tego filmu.

    Otóż Korsykanie nie są imigrantami takimi jak Marokańczycy czy czarni Afrykanie, tylko rdzenną ludnością wyspy, której kultura jest dosyć bliska włoskiej, a do Francji Korsyka została przyłączona stosunkowo niedawno. Tamtejsze struktury mafijne od lat mają silne ciągoty separatystyczne i uchodzą za jedne z bardziej bezwzględnych.
    Dlatego przebywający w więzieniu Korsykanie w „Proroku” stanowią zupełnie odrębną grupę – wciąż mają wpływy, swój kodeks honorowy i gardzą pozostałymi więźniami (jeśli ci im się do niczego nie mogą przydać – Malik akurat mógł). Korsykanom nigdy też nie przyszłoby do głowy przyjąć „gest pojednania” ze strony rządu francuskiego lub jakieś świadczenia socjalne i integrację z resztą społeczeństwa. O nich zresztą można jeszcze długo pisać.

    Co do pozostałych grup społecznych – nie wrzucałbym ich do jednego worka. Bo z innych powodów na przedmieścia Paryża trafia rodzina żydowska, a z zupełnie innych arabska czy senegalska. A część ze wspomnianych przez Pana bohaterów filmów równie dobrze mogłaby być po prostu biedniejszymi Francuazmi, ale twórcy zdają sobie sprawę, że osadzenie murzyna w roli Drissa w Nietykalnych robi po prostu większe wrażenie niż gdyby to był zwykły biały chłopak (zresztą pierwowzór tego bohatera był właśnie Arabem).

    • koala

      Nie zgodzę się, że ten błąd o „Korsykanach” wypaczył późniejszą interpretację, która skupia się na jednym z kilku aspektów izolacjonizmu, czyli takim który generuje coraz większą przestępczość, szczególnie w grupach obcokrajowców-imigrantów i podobnych grup, powiedzmy, odtrąconych (Korsykanie, Cyganie itp).
      „Przedmieścia są wyraźnie odseparowane od centrum, kwitnie w nich przestępczość, dochodzi do walk między gangami, edukacja jest na bardzo niskim poziomie, mało kto jest w stanie utrzymać rodzinę legalnie pracując.” – to jest zdaje się główny cel autora – czyli ogólny opis efektów izolacjonizmu, skutków takiej a nie innej polityki wobec obcych – i ma tutaj 100-procentową rację.

    • Maciej Niedżwiedzki

      Po pierwsze bardzo dziękuję za zwrócenie uwagi na mój błąd z „Kostarykańczykami”.Są to wyrazy wybitnie do siebie podobne i przy tak długim tekście nie wychwyciłem, że przez pomyłkę nadałem ważnym bohaterom Proroka inną narodowość.
      Co do drugiej Pańskiej wątpliwości już trudniej mi się zgodzić. Arabowie i imigranci z Afryki są podobnie stereotypowo traktowani. I oczywiście, na przedmieścia może trafić rodzina żydowska czy amerykańska jednak jest to raczej rzadko spotykane. I niechęć Francuzów do analizowanych przeze mnie ras pozwala na „wrzucenie ich do jednego worka”. Rodzina Senegalska czy Arabska przybywa w podobnym celu do Paryża: by znaleźć pracę (to się rzadko udaje w legalny sposób), więc są jakby zmuszeni do uprawiania prowizorycznego handlu a jak to się nie udaje wchodzą na drogę przestępczą by tą rodzinę utrzymać. Tak samo jest choćby też z Rumunami, Cyganami których podczas ostatniej kadencji Sarkozy starał się wypędzić z Francji.
      Tematem mojego tekstu była głównie relacja: instytucje państwowe-imigranci. I w tym kontekście widzę wiele podobieństw. Muszę też się zgodzić z Panem, że oczywiście bohaterami mojego tekstu mogliby być biedni Francuzi lecz niestety mało znam o nich filmów, a konflikt na linii imigranci- Francja jest nadal aktualny i możliwy do przedstawienia w miarę kompletny sposób. Natomiast problematyka: „biedni-bogaci” jest studnią bez dna.
      Tak czy siak dziękuję za ten polemiczny ton, otwarty na merytoryczną dyskusję.

  • vera

    świetny pomysł z tym tekstem:-)

  • Bogusz

    Dla emigrantów z krajów arabskich i afrykańskich przybywających do Europy priorytetem jest oczywiście poprawa własnego bytu. Niekoniecznie odbywa się to jednak poprzez ciężką pracę, ale wykorzystywanie systemu socjalnych dopłat. Nie zawsze oczywiście, ale postawa roszczeniowa to palący problem.

    Można pomstować na Francję, politykę Sarkozy’ego, ale w innych bogatych krajach starego kontynentu problem imigrantów wcale nie wygląda o wiele lepiej. Angela Merkel wprost przyznała, że polityka „multi-kulti”, okazała się nie tylko porażką, ale przede wszystkim błędem.

    Nawet w krajach skandynawskich, stawianych na wzór, koegzystencja pomiędzy rdzennymi mieszkańcami, a imigrantami daleka jest od ideału. Asymilacja przybyszów z odmiennych kulturowo krajów jest tam często zwykłym mitem. Wystarczy wspomnieć o niedawnych – największych od lat – zamieszkach na przedmieściach Sztokholmu.

    Końcowa teza sugerująca, że wystarczy się lepiej poznać, zaakceptować swoją odmienność – a wtedy można się wiele od siebie nauczyć jest piękna i urocza, ale trąci daleko idącym uproszczeniem i infantylizmem.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

#71 G.I. Joe Odwet

Następny tekst

Vincent chce nad morze



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE