WIEDŹMIN - artykuł o filmie | FILM.ORG.PL

GRUDZIEŃ Z FANTASY – WIEDŹMIN








Miłosz Drewniak
21.12.2013


wiedzmin01

Stanąłem przed trudnym zadaniem, bo opowiedzenia Wam o filmie, o którym chyba nigdy nie napisano jednego, ciepłego słowa. Mowa oczywiście o naszym oficjalnym, narodowym gniocie – Wiedźminie w reżyserii Marka Brodzkiego, które to dziełko zostało już w swoim czasie oplute, zdeptane, obsobaczone i zeszmacone na wszystkie możliwe sposoby i pod każdym możliwym kątem, a dzisiaj – po dwunastu latach od premiery, chyba stanowi już tylko nieprzyjemne wspomnienie, choć ciągle bolesne dla fanów Geralta z Rivii.

Dlaczego zatem rozdrapuję rany i w ramach „Grudnia z fantasy” przypominam właśnie ten film, który uosabia wszystko, co w naszej kinematografii nieudolne? Chyba z sentymentu i szacunku dla Andrzeja Sapkowskiego, którego proza zasługuje na staranne przeniesienie na duży ekran, a została bezlitośnie zmasakrowana i wyzuta z wszystkiego, za co prozę AS-a można pokochać – z ciętego, rubasznego humoru, klimatu jak z powieści Chandlera, postmoderny i niejednoznacznej psychologii postaci. Niech to będzie okazja do wytknięcia błędów, ale i odpuszczenia dawnych grzechów – przeproszenia się z twórcami filmu i zadania sobie pytania: „Czy jesteśmy zdolni nakręcić dobre fantasy? Jeśli tak, to kiedy?”.

Perły przed wieprze

Kiedyś natknąłem się na jednym z poważnych portali filmowych na gorącego newsa, jakoby w Hollywood zaczęły się rozmowy na temat filmowej adaptacji Wiedźmina. Był 1 kwietnia. Wstyd się przyznać, ale łyknąłem jak pelikan. Przez jakieś 5 minut byłem najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Ale to było dawno, a dzisiaj mam tę świadomość, że porządną ekranizację przygód Geralta mogą zrobić tylko Polacy. Żadne Hollywood, żaden Zachód.

W 2001 r. spartoliliśmy Wiedźmina. Pociesza mnie tylko ta jedna myśl – Hollywood spartoliłoby go jeszcze bardziej. Fabryka snów nie wyprodukuje dobrego Wiedźmina z tego samego powodu, dla którego my nie mamy prawa brać się na przykład za Sherlocka Holmesa. Oni po prostu tego nie czują. I nie ma się co dziwić. Biały wilk jest nasz – słowiański.

Na pewno wygenerowaliby lepszego smoka, a potwory nie przypominałyby gumowych zabawek dla dzieci. Kostiumy nie wyglądałyby jak wykradzione ze szkolnego teatrzyku, a plenery i zamki nie sprawiałyby wrażenia, że oglądamy film historyczny, którego akcja dzieje się w średniowieczu. Ale wciąż – brakowałoby filmowi tego czegoś.

35410_6

Smutna prawda jest taka, że jesteśmy jedynym narodem, zdolnym do nie spartolenia Wiedźmina, a jednocześnie nie możemy się za niego zabrać i go nie spartolić. Powód jest oczywisty – jesteśmy biednym krajem. Dla porównania – budżet każdej z części Władcy Pierścieni wyniósł około 90 mln. $. Budżet Wiedźmina wyniósł 18 mln. zł, czyli jakieś 5 mln. $, a to i tak dużo (taka Bitwa Warszawska pochłonęła 9 mln. $). Czyli, krótko mówiąc – nie jesteśmy gotowi na ten film i nie będziemy jeszcze bardzo, bardzo długo. A jeśli nie jesteśmy gotowi, to lepiej nie ruszać, ale i nie sprzedawać na zachód, żeby uchronić narodowe dobro przed kolejnym okaleczeniem (szkoda, że to zależy od Sapkowskiego, który sprzeda prawa przy pierwszej okazji…).

Książki AS-a zasługują na najlepsze środki – na całą serię epickich superprodukcji, bo można je z dumą postawić na półce obok dorobku Tolkiena, wobec którego – oczywiście – Sapkowski jest dłużny, tak jak miażdżąca większość pisarzy fantasy, ale to wcale nie znaczy, że to niższy poziom. Sapkowski nie jest gorszy. Jest po prostu inny. Osobiście wolę czytać właśnie AS-a. Może ze względu na słowiański klimat, albo dlatego, że jego świat nie jest czarno-biały i jednoznaczny jak u mistrza. To kwestia gustu.

Co zatem zrobić z tą ironią losu? Mamy znakomity materiał fantasy (być może jeden z lepszych w historii gatunku), a nie jesteśmy w stanie przekuć go w godną formę. Nie mamy narzędzi. Możemy chyba tylko czekać, aż nastaną przychylniejsze czasy – może technologia się zmieni i będziemy w stanie nakręcić ten film, wykorzystując szczuplejszy budżet, a może jakimś cudem pojawi się dofinansowanie…

g-32

Złe strony filmu…

Co poszło źle? Właściwie prawie wszystko. Smok Villentretenmerth wygląda jak wycięty z gry komputerowej; srebrny miecz Geralta z Rivii sprawia wrażenie, jakby wyszedł spod ręki nawet nie podrzędnego kowala, ale raczej jego pijanego czeladnika; scenografia jest obleśna; księżniczka Pavetta zamienia się w czajnik; Eycka z Denesle gra Stępień z 13 posterunku; a krasnoluda Yarpena Zigrina posterunkowy z Rodziny zastępczej.

Największą zbrodnią tego filmu jest scenariusz. Dialogi niczym nie przypominają sapkowszczyzny, a nawet stanowią jej smutne przeciwieństwo – są suche i beznamiętne, pozbawione tej ikry i jaj, których moglibyśmy się spodziewać po lekturze książek. Chyba tylko w jednej scenie poczułem, że oglądam coś, co powinno się kojarzyć z Sapkowskim. Setnik, grany przez Mariana Paździocha, nie chce przepuścić Geralta na przełęcz: „Pies ci mordę lizał. To jest wolna kraina – Hołopole. Nie wiesz o tym, chmyzie?” – odpowiada rozdrażniony wiedźmin.

Nic dziwnego, że scenarzysta – Michał Szczerbic – zakazał umieszczania swojego nazwiska w napisach. Podobno dlatego, że jego scenariusz został znacznie okrojony i nie przypominał za bardzo historii, którą zobaczyliśmy na ekranie. Właściwie nie wiadomo, czy Szczerbic jest pozytywnym, czy negatywnym bohaterem tej sytuacji. Być może napisał świetny scenariusz, który z jakiegoś powodu wylądował w śmietniku, a może zwyczajnie było mu wstyd.

35254_c

Tak czy inaczej – film jest zlepkiem, a właściwie papką, urobioną z kilku opowiadań z tomów Miecz przeznaczenia i Ostatnie życzenie. Twórcy starają się stworzyć główny rdzeń fabularny z wątku Ciri – księżniczki Cintry, odgrywającej kluczową rolę w pięcioksięgu, którego akcja rozgrywa się po wydarzeniach opisanych w tychże opowiadaniach.

Zamiar był szlachetny, zwłaszcza jeśli twórcy planowali później zabrać się za pierwszą część pięcioksięgu – Krew elfów. Jednak poszczególne opowiadania posklejane są niechlujnie i chaotycznie, a dla odbiorcy, który z Sapkowskim nie ma nic wspólnego, fabuła jest nieczytelnym bełkotem (może dlatego, że film jest zmontowaną na kolanie wersją telewizyjnego serialu).

Charakteryzacja leży i kwiczy. Trudno nie powstrzymać się od śmiechu, kiedy widzimy pomalowane na zielono driady z Brokilonu, albo biedne krasnoludy i ich biedne topory.

Błędy i absurdy można wyliczać w nieskończoność.

uid_00ef9e540b978b30479360b1c5eb6cd11341911916318_width_700_play_0_pos_3_gs_0

… i te trochę lepsze

Ale krytykować ten film, to trochę tak, jakby napaść na pięciolatka i skopać go do nieprzytomności. Dlatego bardziej zależy mi na zaznaczeniu mocnych stron filmu, chociaż „mocnych” to może mało adekwatne słowo. Może po prostu takich, które zdradzają potencjał.

Niestety, można je policzyć na palcach jednej ręki.

Po pierwsze – Michał Żebrowski. Nie rozumiem narzekań krytyki na odtwórcę roli Geralta z Rivii. Żebrowski jako wiedźmin jest więcej niż przekonujący, a zwinność i lekkość, z jaką porusza się podczas walki budzi podziw (przygotowując się do roli, Żebrowski przez siedem miesięcy, po sześć godzin dziennie trenował sztuki walki pod okiem Jacka Wysockiego – mistrza aikido).

Wiedźmin jest też jedyną postacią, która jest dobrze ucharakteryzowana i ubrana. Nie nosi szmat, ma kolczugę, która nie wygląda śmiesznie, a jeden z mieczy (ten żelazny) nawet dobrze się prezentuje, mimo że odbiega wyglądem od miecza z powieści (oręż z filmu jest stylizowany na japońską katanę).

Michal_Zebrowski_5802191

Po drugie – Zbigniew Zamachowski. W roli Jaskra nawet mógłby się obronić, gdyby nie to, że podczas seansu przez cały czas towarzyszy nam myśl, że Jaskier mógłby być lepszy. Chodzi o to, że filmowy trubadur i poeta jest zwykłym kmiotem i prostakiem. Niczym nie przypomina erudyty z książki, który – oczywiście – klął soczyście i pił jak żołdak na przepustce, ale jeśli tylko chciał, to znalazł przekleństwo na „ą”, na „ę” i na „y” i jeszcze ułożył z nich balladę. Jednak, gdyby pominąć sentyment do książkowego Jaskra, Zbigniew Zamachowski kreuje całkiem przyzwoitą postać.

Po trzecie – choreografia walki, której autorem jest wspomniany już Jacek Wysocki. Gdyby popracować nad efektami specjalnymi, typu bryzgająca krew, efekty dźwiękowe etc., sceny walki prezentowałyby się wyśmienicie. Wystarczy dokładnie prześledzić scenę masakry na rynku w Blaviken, żeby zauważyć ich potencjał, mimo że scena może chwilami budzić śmiech.

Po czwarte – muzyka. Nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że muzyka do Wiedźmina jest dobra, ale z pewnością obiera dobry kierunek i jestem przekonany o tym, że świetnie oddałaby słowiański klimat opowieści, gdyby jeszcze ją dopracować.

Na pochwałę zasługuje wykonanie ballad Jaskra, a w szczególności najpiękniejszej z nich – Wiecznego ognia. Zarówno słowa, jak i muzyka są bardzo proste, ale całość oddaje ducha wędrownej poezji średniowiecznych bardów i tworzy niepowtarzalny klimat.

zamachowski3

Idźcie i nie grzeszcie więcej

Żałuję, że nie potrafię wymienić więcej zalet filmu Brodzkiego. Chyba że uznać za zaletę fakt, że dzięki Wiedźminowi wiemy już, jak nie robić filmów fantasy. Teraz może być już tylko lepiej.

W Polsce – oczywiście – film okazał się klapą. Może jednak warto spojrzeć na tę farsę z innego punktu widzenia, na przykład… Japończyków. Otóż warto wspomnieć, że na dalekim wschodzie, w kraju kwitnącej wiśni, Wiedźmin Brodzkiego był blockbusterem. Jak to wytłumaczyć? Złośliwi powiedzieliby, że można to wytłumaczyć matematycznie za pomocą japońskiego wzoru na udany seans:

Smok (może być byle jaki, byleby był smokiem) + rzeźnik z kataną, który zabija różne potwory i różnych ludzi + nieistotna fabuła = udany seans

Może chodzi o bezwględną miłość Japończyków do smoków i samurajów, a może po prostu w tym filmie coś jest? Może coś, co widać tylko z odpowiedniego dystansu? I może właśnie widzi to japoński widz, który nie zna książek Sapkowskiego i nie szuka w filmie ich śladu. Pierwszy raz widzi na oczy Paździocha, którego wcale nie kojarzy z naszą narodową „łysą mendą”, a po prostu widzi w nim setnika.

A może po prostu chodzi o smoki…

Mam nadzieję, że jeszcze za mojego życia znajdzie się polski reżyser z wizją i wyczuciem tego gatunku, a potem planety ustawią się w korzystnej konfiguracji i powstanie Wiedźmin z prawdziwego zdarzenia. Wtedy usiądę przed monitorem, na nos włożę swoje 40 dioptrii i sztywnymi ze starości palcami napiszę laurkową recenzję, rozpływając się nad aktorstwem, efektami specjalnymi, błyskotliwo-rubasznymi dialogami i zapierającą dech fabułą nowego Wiedźmina.

Napiszę, że czekałem całe życie. I że było warto.

35410_c

Miłosz Drewniak

Miłosz Drewniak

Rocznik ’91, czyli wychował się na filmach z Indianą Jonesem i chyba dlatego nie lubi w kinie smętnego bergmanowania. Skończył polonistykę we Wrocławiu, broniąc pracy na temat słowa w filmach Quentina Tarantino. Na stałe związany jest z film.org.pl, ale publikował też na łamach portalu Noir Café i rocznika naukowego „Studia Filmoznawcze”. Top (bez szczególnego porządku): "Zezowate szczęście", "Popiół i diament", "Słodkie życie", "Osiem i pół", "Do utraty tchu", "Fargo", "Big Lebowski", "Pulp Fiction", "Złap mnie, jeśli potrafisz", "Dogville".
Miłosz Drewniak






  • Dobry polski „Wiedźmin” byłby oczywiście lepszy od dobrego amerykańskiego „Wiedźmina”, ale rodzima ekranizacja na poziomie jest marzeniem ściętej głowy. Zresztą, nigdy nie nakręcono u nas porządnego kina przygodowego, więc niech lepiej nie wprawiają się na Sapkowskim. Liczę raczej na wysokobudżetowy serial fantasy na motywach „Wiedźmina” zrealizowany przez HBO albo inną amerykańską stację. Kiedyś marzyła mi się co prawda hollywoodzka trylogia na miarę „Władcy Pierścieni” (część pierwsza: opowiadania i „Krew elfów”, część druga: „Czas pogardy” i „Chrzest ognia”, część trzecia: „Wieża Jaskółki i Pani Jeziora”), ale to niestety zupełnie nieprawdopodobna wizja.

    • Miłosz Drewniak

      „Najważniejsze to bujać w obłokach!”

      – Roman Polański ;-)

  • Mefisto

    Hehe, ze wszystkim zgoda, oprócz tego, że nie mamy środków. Ten film i za te 5 baniek szło by zrobić w miarę porządnie – fachowców nam wszak nie brakuje, plenerów i innych rzeczy również. Zawsze też można by się było zbratać z Ruskimi, którzy większych budżetów się nie boją, a Wiedźmin również jest im w jakiś sposób bliski.

  • Andriej

    Za znalezienie w tym filmie aż tylu zalet – chylę czoła. Poza charakteryzacją Żebrowskiego ja nie widziałem w tym filmie nic dobrego

  • Łukasz Grzesik

    Ludzi zdolnych do zrealizowania porządnej ekranizacji Wiedźmina mamy. Problem leży w trzech rzeczach. Pieniądzach, pieniądzach i jeszcze raz pieniądzach.

  • luka

    Ja uważam że ten film powinien znaleźć chętnych na nakręcenie w kraju z potencjałem (niestety na myśl przychodzą mi usa) a słowiańska nuta nie jest u sapkowskiego wymagan, to jest świat fantasy i raczej nie wyczółem w nim wydźwięku patriotycznego.

  • Marek Brodzki

    Bardzo dobry film, polecam.

  • rob

    to że się ten film w japonii spodobał mnie osobiście nie dziwi bo był na poziomie który można uznać za japońską rozrywkową średnią ;D zobaczcie sobie Ultramana czy rozmaite kamen rider czy choć nakręcany u nas Avalon ;)

  • Radzimir

    Problemem tego filmu jest fakt, że wziął się za niego niedoświadczony
    reżyser (Brodzki debiutował tym filmem i serialem, ponosząc sromotną
    porażkę). Mefisto ma racje – można byłoby pójść na dil z Ruskimi i zrobić go razem. To przynajmniej technicznie by wyglądało by naprawdę dobrze. Może znajdzie się jakiś szalony reżyser, któremu uda się zmierzyć z Sapkowskim i wygrać, ale to mało prawdopodobne.

  • Patryk Głażewski

    Pozostają gry.

  • Marek

    Uważam że jesteśmy w stanie zrobić genialnego Wiedźmina – tylko powinien być animowany, tak animowany! Warto zobaczyć jak świetnie opowieść kreują w grach. Animacja z ręki Tomka Bagińskiego vel intro do pierwszego Wiedźmina i mamy coś na co chętnie do kina się wybiorę…

    • q

      Nie wiesz co mówisz. Sprawdź ile kosztowała animacja „Zaplątani”. Wskaż jeden pełny metraż firmy Płacisz i masz.

  • Kazik

    Pisanie o tym, że polski „Wiedźmin” nie udał się głównie z powodu rzekomo zbyt niskiego budżetu jest po prostu brednią.

    Czy wy macie jakiekolwiek pojęcie, jaka to jest suma 18 milionów zł?! Jaka to zajebana kupa forsy?! Stawiam orzechy przeciwko każdej ilości dolarów, że gdyby zwrócić się do najlepszych, polskich grafików i poprosić ich o przygotowanie efektów specjalnych do polskiego filmu fantasy i zaoferować im za to 2 mln złotych, to co? Nie zrobili by tego? Powiedzieli by, że za mało? Odstawili by taką masę potworów i to na takim poziomie, że zawstydzili by Jacksona razem z całą obsługą Szarej Przystani.

    Prawda jest zupełnie inna. Polski „Wiedźmin” nie udał się dlatego, że miał za mało pieniędzy. Powtarzam raz jeszcze. Za 18 mln złotych można zrobić doskonały film fantasy. „Wiedźmin” nie udał się dlatego, bo wszyscy mieli go głęboko w dupie. Może warto by się zastanowić ile z tej milionowej puli trafiło do kieszeni panów od ekipy? Ktoś z was myślał o tym? Ile z tego np wziął pan Brodzki? A ile pozostali aktorzy tego przedsięwzięcia?

    „Wiedźmin” nie udał się także dlatego, bo wziął się za to facet, który niczego nie potrafi. Nie ma talentu, po prostu i nawet gdyby tych milionów było 500, też gówno by z tego wyszło. Idę o zakład, że ktoś kto naprawdę jest fanem prozy Sapkowskiego i przede wszystkim posiada filmowy talent, zrobi świetny film nie za 18 mln, ale za jeden milion i jeszcze mu zostanie na wystawny obiad dla całej ekipy w najdroższej, warszawskiej restauracji.

    • gammaro

      Zgadzam się w 100%. Pamiętam, że była w tamtym czasie jakaś konferencja z producentami i reżyserem. Ktoś zapytał, czemu zmienili kolor kapelusika Jaskra ze śliwkowego na zielony. Któryś z nich odpowiedział, że to przecież wszystko jedno. Niby bzdura, ale dobrze podsumowuje podejście całej ekipy. Ile by studio nie wysrało kasy, nigdy nie dostalibyśmy tak bogatego świata we Władcy Pierścieni, gdyby cała ekipa nie znała Tolkiena od podszewki i nie kochała go nieskalaną miłością. Ciekawe, czy Brodzki przeczytał chociaż opowiadania… Inna sprawa, że robienie z tego samego materiału i filmu, i serialu to jakiś horror…

    • q

      Może i zmarnowali wiele kasy ale porównywanie przemysłu filmowego z kinematografią polski nie wielkiego sensu. Do władcy pierścieni stworzyli specjalnie firmę do efektów specjalnych. Skala przedsięwzięcia była ogromna. Doświadczenie też. To jest kwestia środków. Biedny kraj raczej nie robi drogich filmów. Porywanie się konstruowania mercedesa w u kowala jest co prawda możliwe jednak mało prawdopodobne. Kulejemy z prostymi rzeczami gdzie tu rzucać się na taką epopeję.

  • Qba_23

    1. Jeżeli za ekranizację tej książki miałby się brać Zachód to jak najbardziej tak. Warunki: 1. Reżyser i scenarzyści musieli by być fanami pierwowzoru. 2: dobrze by było żeby obsada była „słowiańska”. Przykład? Oczywiście Peter Jackson: zakochany w Tolkienowskiej wizji obywatel Nowej Zelandii, który w obsadzie znalazł szereg miejsca dla brytyjskich aktorów.

    2. Stawianie Sapkowskiego na równi z Tolkienem uważam za wielce kontrowersyjne. Nie było by Sapka i wielu innych (m.in. Martina, Paoliniego) bez Tolkiena. Czytając Wiedźmina mam świadomość , że czytam „polską kopię” arcydzieła literatury. A rzucając argument „Bo historia u Sapkowskiego nie jest taka czarno-biała, więcej tu sexu wulgaryzmów i złożonych postaci” ludzie zapominają, że Tolkien pisał swoje dzieło w innych czasach, w których po prostu o pewnych kwestiach pisać nie uchodziło.

  • veers

    Z tego co słyszałem ostatniego miliona za ten film i serial nikt nie widział poza Lwem Rywinem i być może jego księgowym. Prawda jest taka, że ten serial robiono wedle metody z „Superprodukcji” Machulskiego. Tu się zaoszczędzi, tam się zaoszczędzi. A oszczędności do podziału między producentów.

    • szczygliś

      I tutaj tkwi sedno. Budżet wcale nie był mały jak na ten film, ale ryba zepsuła się od..lwa, od góry.
      W Polsce jest pierdylion utalentowanych ludzi, którzy nawet w „czynie społecznym” zrobili by to lepiej, będąc fanami Sapka. Ja sam jestem grafikiem 3D i robiłem wiele modeli, przy których te z Wiedźmina wyglądają, tak, że nawet za milion bym się nie przyznał, że to moje, bo byłoby mi wstyd na cały świat. Pomógłbym z chęcią i to za o wiele mniej, niż milion. Ale prosił ktoś? Nie. I tu nie chodzi o samą grafikę, bo i charakteryzatorkę znam cudowną, która tworzy arcygenialne rzeczy, tak samo jak i kilku doskonałych muzyków, którzy amatorsko tworzą przepiękne rzeczy.

      • szczygliś

        I tak jeszcze dopiszę – to wyglądało tak – mamy w dupie ten film, bierzemy do niego byle kogo, nieważne skąd, byleby tylko na fakturach się zgadzało i można było podzielić kapustę.

        • Kazik

          Podobne szambo rozlało się chociażby w przypadku „Quo Vadis”. Podejrzewam, że Kawalerowicz w ogóle nie reżyserował tego filmu, nie wiem, myślę, że głównie z uwagi na swój podeszły wiek. Ktoś tam leciwemu dziadkowi, ledwo kontemplującemu już rzeczywistość nagadał jakiś bzdur a chodziło pewnie tylko o to aby nazwisko reżysera „Faraona”, czy „Matki Joanny od Aniołów” napędziło ludzi do kin i wszystko. Forsa została wzięta, powstało gówno a nie film a Kawalerowicz wkrótce potem zmarł.

          Pozostaje po prostu cholerny żal, że faceta który kręcił wspaniałe rzeczy, wciągnięto, wmanewrowano w produkcję gniota. Czegoś co miało być gniotem od samego początku, to nie był żaden wypadek przy pracy.

          To nie jest tak, że w Polsce nie kręci się superprodukcji dlatego, bo to jest biedna kinematografia. Nieprawda! W Polsce nie powstają superprodukcje ponieważ gro forsy przeznaczanych na produkcję idzie to kieszeni różnych chujów, których ktoś w tą produkcję zaangażował i efekt jest taki jaki jest.

          Za PRL-u, kiedy cała kinematografia była zwyczajnie państwowa, można było z powodzeniem nakręcić taki film jak chociażby „Krzyżacy” za państwowe pieniądze.
          Film, który gdyby nie powstał za żelazną kurtyną, czyli w gomułkowskiej Polsce, wyznaczyłby światowy standard na tego typu produkcje. Tak jak Ford nakręcił „Krzyżaków”, nie robił tego wówczas nikt! Mam na myśli chociażby serię zbliżeń, realizm podczas pojedynków. Pamiętacie motyw, „wsadzenia kamery” do środka hełmu Zbyszka podczas jego walki z Rodgierem? Albo pot na twarzy tego drugiego? Albo chociażby moment kiedy Hlawa wbija sztylet w pierś krzyżackiego giermka a temu z ust wytryskuje struga krwi. Pokażcie mi chociażby jeden zachodni film z z lat 50-tych XX wieku, który dorównywałby pod tym względem naszym „Krzyżakom”. Wówczas na zachodzie kręcono wyłącznie teatralne kolubryny pełne szerokich ujęć. No, wyjątkiem niech będzie „Ben Hur”, chociaż ten broni się w sumie jedynie sceną wyścigu rydwanów. Swoją drogą, spróbujcie się dowiedzieć, ile koni zginęło podczas kręcenia tej sceny a ile koni padło podczas realizacji Bitwy pod Grunwaldem? Żaden? To też mówi o ówczesnym profesjonalizmie polskich filmowców w czasach w których rzekomo na półkach sklepowych królował jedynie ocet a wredna parszywa komuna chciała wszystkim dopierdolić.

          Teraz jest inaczej. Kinematografia przestała być finansowana przez państwo i z związku z czym trwa pełna samowolka. Każda większa polska produkcja filmowa od razu uruchamia lawinę korupcji. Jest super, bo ktoś się obłowi jak jasna cholera a potem i tak napiszą „A co to jest te 16 mln, ludzie! Toż to Jackson miał 10 razy tyle, ludzie! I co? I panowie aferzyści się cieszą bo pozostają bezkarni. „Wiedźmin” jest złym filmem. Dlaczego? Bo miał za mały budżet. I tylko pan X, albo pan Y z wypchanymi kieszeniami sobie siądzie i będzie pierdolić. „No tak, gdybyśmy mieli więcej kasy, to na pewno efekt byłby lepszy”.

    • rebelmale

      Jak zapewne skwitowałby powyższe zarzuty niezapomniany Prezes Ochódzki: – To jest „Wiedźmin” na miarę naszych możliwości” ;)

  • wujo444

    „Nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że muzyka do Wiedźmina jest dobra” – a ja zaryzykuję – jest genialna! Jedyna klimatyczna rzecz w filmie, może nawet bardziej broni się poza nim, bo synchronizacja z filmem trzyma poziom reszty.
    I zgodzę się z komentarzami, że nie ma co sarkać na budżet. Ten by wystarczył, jakby mniej poszło na wódkę dla scenarzysty i montarzysty, bo największym grzechem filmowego Wiedźmina jest czysty bełkot.

  • Artur Gralla

    tytul powinnien byc „wiedzmin polskie dno fantasy” ;).

    • Kazik

      A teraz pytanie za 120 punktów, tyle mniej więcej w przeliczeniu na złotówki kosztuje najtańszy szampan na rynku. Co robi obecnie pan Marek Brodzki? Odpowiedź: Pan Marek Brodzki uczy w Warszawskiej Szkole Filmowej! Ergo, studenci tej uczelni za własne, naprawdę duże pieniądze uczą się jak tworzyć filmowo podobny chłam.

      Wyobraźcie sobie, że na jakiekolwiek europejskiej filmowej uczelni jednym z wykładowców jest… pan Uwe Boll. Niemożliwe. Ale w Polsce pewnie by się dało. Tyle, że najprawdopodobniej sam Boll tego nie chce. Inaczej pewnie był już uczył kolejne pokolenia polskich filmowców.

  • Krzysztof

    Artykuł spoko, ale nieporozumieniem jest krytyka obsady pod postacią dobrych przecież aktorów w osobach Marka Walczewskiego, Jarosława Boberka czy Ryszarda Kotysa. Nie ich wina, że film był do bani. Trochę jakby narzekać, że Wałęsę grał cieć z „Samego Życia”.

    • Kazik

      To prawda. Pisanie, że rolę grał Stępień z „13 posterunku” jest po prostu żenujące.

      O jednej z wczesnych ról Gajosa też byś napisał, że gra ją Turecki z kabaretu Olgi Lipińskiej?

  • GROSZ-ek

    W ramach ciekawostki: oprócz powyższego filmu – powstały także inne. Są to produkcje stworzone i zmontowane przez fanów na podstawie gier CD Projekt – „The Witcher” i „The Witcher 2”. Nie są to „let’s play’e” – czyli zarejestrowana czyjaś rozgrywka, ale pełne filmy bazujące na animowanych „przerywnikach” z gier + momenty rozgrywki dla zachowania logiki i podniesienia dynamiki filmu. Filmy są dostępne na YT, niestety po angielsku:

    The Witcher – Movie Version [3 Hours] – http://www.youtube.com/watch?v=ZHwa-7LBfV4
    The Witcher 2 – [Iorveth Path] Assassins of Kings Movie Part 1 – http://www.youtube.com/watch?v=UiejupbcF5A
    The Witcher 2 – [Iorveth Path] Assassins of Kings Movie Part 2 – http://www.youtube.com/watch?v=jQsYQ4XN7Mc
    The Witcher 2 – [Roche Path] Assassins of Kings Movie Part 1 – http://www.youtube.com/watch?v=hp99aS0-foo
    The Witcher 2 – [Roche Path] Assassins of Kings Movie Part 2 – http://www.youtube.com/watch?v=bD_PGKA935o

    Jak się podobają?
    PS: Swoją drogą, to jest bardzo ciekawe zjawisko – filmy powstałe na podstawie filmików i przerywników zmontowane przez fanów. Sam popełniłem coś takiego: na podstawie 2 i 3 części serii Matrix, animacji „Ostatni lot Ozyrysa” oraz dodatków do gry „Enter the Matrix” zmontowałem prawie 5 godzinny film. Ktoś jest chętny zobaczyć?

  • Podchodziłam do tego filmu kilka razy, ale niestety nic z tego. Po kilku minutach wiedziałam, że nie chcę tego dalej oglądać. Trzymam jednak kciuki za Wiedźmina w wersji Hollywood, albo chociaż za serial produkcji HBO :) Fantasy to fantasy, więc może kiedyś… :))) A czytając artykuł śmiałam się na głos :))))))))) Jest super! :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Wysocki

Następny tekst

20 najważniejszych premier filmowych 2014 roku (lista bardzo subiektywna)



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE