Aktorzy vs. japońskie reklamy - For relaxing times, make it Suntory time | FILM.ORG.PL

For relaxing times, make it Suntory time – czyli aktorzy vs. japońskie reklamy








Radosław Buczkowski
12.09.2013


Nie jest lekko być topowym jankeskim aktorem.  Prywatności brak, menadżer ciągle truje co można, a co trzeba, do tego dochodzi  pozowanie na wciągniętym brzuchu i dieta na listku sałaty – prawdziwe dramaty dnia codziennego. Są też nieliczne plusy, jak chociażby pół tony dolarów, które taki topowy aktor może sobie zażyczyć za rolę. Wiadomo, nic wielkiego, bo przecież rachunki trzeba opłacić, nowego Bentley’a kupić, jacht wyremontować, do tego koks znów drożeje (zima w L.A. to coś strasznego), a inflacja rośnie – mówiąc krótko, no luksus nie jest. Na szczęście zawsze można parę groszy dorobić na reklamach.

Muzycy mają ciut lepiej, bo poza reklamami mogą złapać chałturę na weselu jakiegoś saudyjskiego księcia, tudzież rosyjskiego oligarchy – aktorzy natomiast, cóż…”reklama to forma sztuki przecież, ja tu nie odwalam pańszczyzny, ja tworzę kreacje!” No tak, trzeba sobie jakoś radzić, więc praktycznie od zawsze, aktorzy sprzedają swoje wizerunki wielkim koncernom za kosmicznie wysokie wynagrodzenia. Nie ma dnia, gdy to czytając gazetę, oglądając telewizję, czy nawet jadąc po mieście nie atakuje nas wizerunek znanej aktorskiej osobistości.

W Polsce druga Ameryka, więc i rodzime gwiazdy wbijają się na billboardy –  z tą różnicą, że jeśli wystarczająco dużo się im zapłaci, to spokojnie zgodzą się na reklamę środka na przeczyszczenie, zakładów pogrzebowych, ewentualnie maści na grzybicę stóp. Jankeskie gwiazdy się jednak szanują i dbają o swój wizerunek, więc w byle czym nie wystąpią. Szykowne garnitury, szwajcarskie zegarki, ekskluzywne samochody, to są produkty dla których warto się sprzedać – wierni amerykańscy widzowie, są przecież przyzwyczajeni do traktowania gwiazd jak monarchów i niewyobrażalnym byłoby dla nich zobaczyć bogów ekranu robiących z siebie nieraz kompletnych idiotów podczas reklam jakichś dziwacznych produktów. Niewiedza jest błogosławieństwem, bo gdy przez lata gwiazdy uprawiały pozerkę pełnej elegancji specjalnie dla zachodnich widzów, w tym samym czasie często odstawiały jednoosobowy cyrk na potrzeby japońskich reklam. Kraj kwitnącej wiśni – wspaniała kraina rozkrzyczanych, nadekspresyjnych aktorów, absolutnie odjechanego poczucia humoru, oraz reklam tworzonych przez Davida Lyncha na gazie rozweselającym.

Aktorzy zgadzający się na udział w japońskich reklamach myśleli pewnie jedno:
„Jeżeli dobrze zapłacą, to zagram w czymkolwiek – zresztą, kto to w ogóle zobaczy, kto do jasnej anielki ogląda japońską telewizję…internet, a co to takiego? Oh shit!!!”

Przed wami zestaw reklam, o udziale w których,  amerykańskie gwiazdy chciałby prawdopodobnie szybko zapomnieć – lista nie jest oczywiście wielce odkrywcza (zapewne powstało już sporo podobnych zestawień w światowym internecie), oraz nie wyczerpuje tematu, ale przecież nie ma nic lepszego podczas ciężkiego, zabieganego dnia, niż chwila przerwy…na reklamę ma się rozumieć.

 

Brad Pitt

Kilka lat temu, Brad Pitt wziął udział w wyreżyserowanej przez Wesa Andersona reklamie japońskiego SoftBanku, która pięknie nawiązywała do klasycznej francuskiej komedii „Wakacje pana Hulot” Jacquesa Tati, a która miała trafić do tego zestawienia…wtedy trafiłem na to cudo, reklamę spodni Edwin – dupka jak orzeszek, very nice!

 

Nicolas Cage

Nie ma lepszej reklamy w naszej galaktyce, niż ta maszyn do pinballa z  Nicolasem Cagem w najwyższej aktorskiej formie (ten styl, te ruchy, ten niewymuszony teksański akcent), który na pustynnej drodze spotyka kosmitów, strzela z nimi rundkę redneckiego tańca, a całość kończy przyjaznym ciosem z baśki – Pachinko!

 

Edward Furlong

Po olbrzymim sukcesie drugiej części Terminatora, Furlong zaczął podbijać kraj kwitnącej wiśni. Młody John Connor pojawił się u japońskiego Kuby Wojewódzkiego, przemówił w programie „Co z tą Japonią”, wydał przebojową płytę muzyczną, oraz wziął udział w niezliczonej liczbie reklam. Jedna z nich przed wami, Furlong  jako czajnik zalewający kubek zupki krabowej – aż sobie apetyt na klasycznego Vifona narobiłem.

 

Harrison Ford

Drugi najpopularniejszy cieśla na świecie też musiał sobie dorobić u japońskiego pracodawcy. Sprawa jest prosta, Indiana Jones we własnoręcznie wybudowanej saunie sączy niewidzialnego browara (aż się ten średnio śmieszny dowcip o halucynacjach w saunie przypomniał), po czym wyrusza na kolejkę prawdziwego, schłodzonego Kirina. Ford podobno zawsze wyskakuje na bromka z przypadkowo poznanymi, półnagimi Azjatkami, bo nie chcę być chamem, co pije solo… wiem, wiem – żart niegodzien schłodzonego kufelka.

 

Arnold Schwarzenegger

Dzień, w którym zobaczyłem Schwarza robiącego z siebie idiotę na potrzeby japońskich reklam, to dzień w którym skończyło się moje dzieciństwo. Czego to ludzie nie zrobią dla kasy – tragedia… ale jaka zabawna!  Długo się zastanawiałem którą reklamę z Arniem wrzucić, ale nie jestem w stanie wybrać tej jednej, ulubionej (czyt. najbardziej absurdalno-odjechanej), więc wrzucam kilkuminutowy miks geniuszu promocji. Jeżeli piekło istnieje, to w telewizji lecą tylko reklamy z Arnoldem, który próbuje nam sprzedać  napój energetycznego Vfuyy. Ostrzegam, przed wami niepohamowane tornado śmiechu, więc trzymajcie się klawiatury – Chi Chin, Pui Pui! Aahahahahha!

 

Jodie Foster

Zazwyczaj unikająca medialnego rozgłosu Jodie Foster, nie miała nic przeciwko zarobieniu kilku milionów jenów w reklamach tworzonych pod japoński rynek. Tutaj nie mam pewności, czy reklamuje samochody, czy odczytuje na głos swoje ogłoszenie matrymonialne – cokolwiek by to nie było, jestem kupiony.

 

Charlie Sheen

Ostateczny dowód na to, że reklamy kłamią. Odziany w gustowną pidżamkę Charlie Sheen idący grzecznie spać u boku żony? Jasne, a gdzie dziwki i koks?

 

Sylvester Stallone

Sly i jego przygoda z azjatyckimi reklamami jest dłuższa niż mur chiński – Stallone miał w zwyczaju zachwalać głównie habaninę (polecam), ale nie pogardził też reklamami piwa. Bo nie ma nic lepszego niż wciągnąć parę browarów jako przygotowanie do ciężkiej walki. Siła, skupienie, masa tanich nawiązań do wiadomych klasyków, oraz ta cholerna piosenka! To oficjalne, Kirin ma najlepsze reklamy, ever!

 

John Travolta

Jeszcze na fali popularności „Grease” i „Saturday Night Fever”, roztańczony John Travolta próbuje nam wcisnąć cud w puszcze, co się zwie Tokyo Drink – zapewne niejeden Japończyk truł się tym specyfikiem, żeby tylko ruszać się jak Danny Zuko – te kocie ruchy!

 

Jean-Claude Van Damme

Żan, dlaczego ty mi to robisz, nie dosyć, że męczę się z tobą w dziale VHS, to jeszcze wyskakujesz mi gdzieś w okolicach Okinawy i częstujesz pobudzającą gumą do żucia – nie da się przed tobą ukryć, zwyczajnie nie da. Nie zrozum mnie źle , doceniam twoje starania, poraża mnie poziom techniczny twojej gry (motyw przecierania oczu jest prawdziwie rozczulający), ale jako posiadacz czarnego pasa w ciąganiu kokainy na kilogramy, nie wciśniesz mi, że jako energetyka używasz gumy Black-Black.

 

Bruce Willis

Geniusz odwiertów roponośnych Harry Stamper przeżył wybuch atomicy w „Armageddon” i wrócił na Ziemię dostarczyć najwyższej jakości paliwa. Jak widać, po drodze mu lekko odwaliło, ale hej (głosem Bruce’a Willisa), nikt nie jest idealny.

 

Ben Stiller

Znów browar Kirin, tym razem od Stillera – co tu dużo mówić, kolorowe szaleństwo końca lat 90.

 

Dennis Hopper

Przepraszam za jakość, ale ta reklama musi trafić do tego zestawienia –  musi!. Dennis Hopper – kultowiec lat 70.; Dennis Hopper – Frank „baby wants to fuck!” Booth; w końcu Dennis Hopper – Easy Rider…bawi się gumową kaczuszką. Brakuje tylko japońskiej wersji „mydło lubi zabawę” i można się pluskać do woli. Koszmar!

 

Tommy Lee Jones

Mówiąc szczerze, to sam już nie wiem co jest prawdą, a co fikcją i na moje oko, Tommy Lee Jones jest kosmitą (tak jak Christopher Walken i prawdopodobnie Nic Cage), a ta reklama to wakacyjny filmik z jego wyprawy do Japonii. Beznamiętne spojrzenie i pełna powaga Jonesa, to nic innego jak naturalna reakcja na jakże odmienną od zachodniej, kulturę krainy wschodzącego słońca.

Dla spragnionych, wakacyjny album faceta w czerni do zobaczenia tutaj

 

Sean Connery

Teraz coś bardziej na serio. W swoim „Lost in Translation” Sofia Coppola nie bez przyczyny zamieściła scenę reklamy legendarnej japońskiej whisky Suntory – było to nic innego, jak nawiązanie do dziewięciu reklam, które wraz z Akirą Kurosawą stworzył jej ojciec, Francis Ford Coppola. Więcej, obaj panowie występowali w tych reklamach, ponieważ zawierały one materiał z planu „Kagemushy”, filmu nad którym obydwaj pracowali – ot ciekawostka. W samym „Lost in Translation”, mamy natomiast moment, w którym fotograf prosi postać graną przez Billa Murraya, aby ten zapozował niczym agent 007/Roger Moore, co jest niczym innym niż nawiązaniem do prawdziwych reklam z Jamesem Bondem, tym oryginalnym i najlepszym, czyli Seanem Connerym. Klasa!

 

Na koniec, legendarny twórca japońskich reklam – aktor i reżyser w jednej osobie, prawdziwy mistrz, uchwycony podczas  pracy nad kolejnym dziełem:

 







  • Tomasz Kocot

    jako bonus bym dodał:

    • Radosław Buczkowski

      Nie widzialem wczesniej tego odcinka – swietne!

  • Jakub Piwoński

    Travolta mnie rozwalił :)

  • bla

    Bucho co z tobą ? od prawie 2 miesięcy żadnej recenzji nie dodałeś :/






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

SILENT LAKE, czyli polski horror (Gdynia 2013)

Następny tekst

Kevin Smith, Superman i gigantyczne pająki



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE