Artykuł

DLACZEGO AVENGERSI ZBIERAJĄ PLONY X-MENÓW? Smutna rozprawa o jakości, promocji i jakości promocji

Autor: Szymon Skowroński
opublikowano

Jest taka grupa, która pomogła ukształtować kinowy wizerunek superbohaterów i zmienić ich postrzeganie przez odbiorców ambitniejszych gatunków filmowych. Zaczęło się dość niewinnie – od jednego filmu z ciekawą obsadą, niezłym scenariuszem i świeżym podejściem do tematu. Mamy rok 2018, a ta drużyna jest z nami od kilkunastu lat. Złożona z wyrazistych postaci podzielonych barykadą różnic w postrzeganiu własnej roli we współczesnym świecie, zasilana wieloma pomocnikami i bohaterami drugoplanowymi, zakorzeniona w tradycji kina przygodowego z elementami fantastyki, stanowi obecnie jedną z najbardziej rozpoznawalnych kinowych marek. Mowa oczywiście o X-Menach…

Byliśmy drużyną superbohaterów, zanim to było modne!

… ale jak to, nie Avengersi? No właśnie, Avengersi (jako grupa postaci, a nie jeden, konkretny film o tym tytule) zgarniają cały splendor. Niebotyczne wyniki w boxoffisie, wysokie noty u krytyków, jeszcze wyższe u milionów widzów na całym świecie i status zjawiska kultowego, którego uwielbienie graniczy miejscami z fanatyzmem. X-Meni natomiast siedzą sobie grzecznie na drugim miejscu, do rekordu kolegów po fachu mając długi, prawie niemożliwy do przekroczenia dystans. Dlaczego tak jest?

Mam kupę forsy, potężne ego i kontrakt na piętnaście filmów. I nie zawaham się ich użyć.

Do napisania niniejszego wywodu natchnęła mnie rozmowa z kolegą z pracy. W przerwach od korporacyjnych raportów i mitingów ucięliśmy sobie pogawędkę o przewadze Mutantów nad Mścicielami w wielu aspektach, a po powrocie do służbowych obowiązków pozostała w nas jednoznaczna konstatacja, że to ci pierwsi mieli wszelkie predyspozycje do bycia, nomen omen, tymi pierwszymi. Jednak gdzieś po drodze ich moc się wyczerpała, a z niedyspozycji skorzystała konkurencja, w zawrotnym tempie budując swoją siłę. Graniczny moment przypada na okolice roku 2007. Wtedy to widzowie czuli jeszcze świeży niesmak ostatniej produkcji ze świata X-Menów: Ostatniego bastionu w reżyserii Bretta Ratnera, który okazał się trywialnym i uwstecznionym (po prostu głupim) sequelem dwóch znakomitych filmów Bryana Singera. Zawiodło tam niemal wszystko: od spłycenia postaci, przez rozdrobnienie konwencji ze sprawnego heist movie do przeładowanego efektami akcyjniaka, po koślawe interpretacje komiksowych pierwowzorów postaci, które z ludzi, to jest mutantów, przerobiono na manekiny do zilustrowania bijatyk. Prawdopodobnie już wtedy w zaawansowanej fazie produkcji był Iron Man. Film pomyślany jako luźny początek serii, który stanowił jakość samą w sobie i oferował zupełnie inne spojrzenie na postać superbohatera niż wydany w tym samym – 2008 – roku Mroczny Rycerz. Reżyserem tego pierwszego był Jon Favreau, który sprawnie połączył wszystkie elementy potrzebne do dobrej zabawy: charyzmatycznego bohatera, akcję na najwyższym poziomie oraz ironiczny humor, i zamknął to wszystko w zgrabnej formule origin movie. Reszta jest historią – kolejne odsłony serii X-Men rozczarowywały, a nowe przygody Avengersów (w sensie zbiorczym – chodzi o wszystkie filmy z poszczególnymi członkami tej drużyny) – zachwycały.

Od zera do zgorzkniałego antybohatera

Kolejne odsłony X-Menów są przesuwane na coraz dalszą przyszłość, a MCU to gigant, który rośnie wykładniczo – i żeby było przewrotnie: X-Meni są ciekawsi w zamyśle.

Sytuacja Mutantów poprawiła się na chwilę w 2011, a potem – w 2014, kiedy to do kin weszły dwa znakomite filmy: X-Men: Pierwsza klasa (w reżyserii Matthew Vaughna) i X-Men: Przeszłość, która nadejdzie (spod ręki pierwotnego reżysera serii, Bryana Singera). Oba przyjęto bardzo ciepło, czego nie można powiedzieć o kolejnej części: X-Men: Apocalypse, która – tradycją trzecich części tej serii – stanowiła krok do tyłu. Co ciekawe, to właśnie trzecia część samodzielnego spin-offu X-Menów w postaci serii o Wolverinie: Logan, stanowi obecnie najlepszy przykład ambitnego podejścia do tematu i filmu mogącego się równać z najlepszymi dramatami. Wystarczy napomknąć, że jest to pierwszy film superbohaterski nominowany do Oscara w kategorii scenariuszowej. Jak wyglądała sytuacja na froncie Avengersów w tym czasie? W 2011 dostaliśmy pierwszego Kapitana Amerykę i pierwszego Thora (relaksujące produkcje bez polotu, ale przygotowane według odpowiednich wzorców), a w 2014 – drugiego Kapitana Amerykę i Strażników Galaktyki (produkcje z polotem, bardzo zróżnicowane tematycznie, uznawane za jedne z najlepszych odsłon całego uniwersum). Wynik pozornie jest wyrównany, lecz to Avengersi nadal mają przewagę liczebną. Dzisiaj sytuacja zdaje się przesądzona. Kolejne odsłony X-Menów są przesuwane na coraz dalszą przyszłość, a MCU to gigant, który rośnie wykładniczo.

Ostatnio dodane