publicystyka filmowa

Arnold w „Terminatorze 5”

Autor: Rafał Donica
opublikowano

Schwarzenegger potwierdził oficjalnie swój udział w piątej części „Terminatora”!

Gdy wszyscy myśleli już, że gorzej być nie może…

Sześćdziesięciosześcioletni dziś Arnold dekadę temu skończył karierę aktorską, po czym rozpoczął karierę polityczną, pogrążył stan Kalifornia w długach, następnie skończył karierę polityczną oraz swoje małżeństwo, i od ubiegłego roku rozkręca od nowa karierę filmową. Po miernym, wypranym z charyzmy występie w „Expandebles 2” oraz całkiem przyzwoitym w „The Last Stand”, powraca na dobre do tego, co potrafi robić najlepiej, czyli do roli Terminatora. Czym kończą się wielkie powroty przebojowych bohaterów kina akcji mogliśmy zobaczyć choćby w piątej „Szklanej pułapce” i czwartej odsłonie Indiany Jonesa, która jeszcze przed realizacją otrzymała łatkę „Indiana Jones i poszukiwacze domu starców”. Co zatem mogło zachęcić Arnolda, z którego mięśni dawno uszło powietrze, do porwania się w wieku emerytalnym na rolę T800? Może to, że jego odwieczny konkurent Sylvester Stallone będący w podobnym wieku, szaleje w „Niezniszczalnych”, a wcześniej powrócił z sukcesem jako „Rocky” i „Rambo”. Ale Stallone wciąż pakował, trzymał formę, pompował bice i trice, katował grzbiet i nogi, a koksu brał podobno tyle, że zatrzymywali go na przejściach granicznych pytając co przemyca w beczkach trzymanych pod pachami. Arnold w tym czasie flaczał w fotelu Guberminatora, tracąc resztki energii na ukrywanie przed żoną i światem nieślubnego dziecka. Panie Arnoldzie, zanim podpisze pan kontrakt na „Terminatora Pięć” niech pan popatrzy na takich bokserów – Muhammad Ali nie wiedział kiedy zejść z ringu i ostatnie walki, kiedy okres świetności miał daaawno za sobą (a choroba Parkinsona robiła juz swoje), przegrywał brzydko i z kretesem, podobnie jak Roy Jones Jr., który kolekcję zwycięstw uzupełnia dziś kolekcją walk przegranych upokarzająco przez nokaut. Trzeba wiedzieć kiedy z ringu zejść niepokonanym. Z planu filmowego także.

 Nestorminator?

Nie mogę pojąć po co Schwarzenegger pcha się w Terminatora. Dla kasy? Przecież na kasie to on chyba wciąż śpi. Dla kariery? Przecież już zapisał się złotymi literami w historii X muzy. No to może chce udowodnić widzom, sobie i Sylvestrowi Stallone, że on też wciąż może? Może i tak, może i może, ale czy widzowie na pewno chcą oglądać Terminatora-Nestora? Jeżeli Arnold na poważnie myśli o „Terminator Returns” będzie musiał wrócić na siłownię i brać więcej koksu niż Stallone, a nawet ukraść Stallone’emu jego koks i jeszcze trochę dokupić. Patrząc na obecny wygląd Schwarzenneggera (chyba, że w tajemnicy przed wszystkimi robił pompę i zrobi nam wielką niespodziankę!), by przygotować jego ciało do pokazania nago w prologu, wszak każda część serii z jego udziałem tak się zaczynała, kreatynę i inne odżywki budujące masę mięśniową będą mu dowozić wywrotkami, a na siłowni będzie zmuszony podnosić ciężary dźwigane przez Pudziana włącznie z Pudzianem. Ewentualnie przybycie nagiego Terminatora zostanie nagrane tak, jak ujęcia z grubym Marlonem Brando w „Czasie apokalipsy”, którego Coppola zdecydował się pokazywać tylko w półmroku.

Ale jeśli nawet Arnold wróci do dawnego siebie, lub chociaż do cienia dawnego siebie, którym od dawna nie jest, wciąż pozostanie 66-latkiem, który w roli cyborga-zabójcy będzie wyglądać nieco kuriozalnie. Chyba, że twórcy zastosują na szeroką skalę zabieg z „Terminator: Salvation”, biorąc tylko głowę Arnolda (oczywiście odmłodzoną) i przymocowując ją do ciała młodego atlety Rolanda Kickingera, który już raz zagrał swoją muskulaturą nowiutkiego T-800 o twarzy Arniego. Ale w takim przypadku po co Arnold potwierdza SWÓJ udział w projekcie?

Terminator na nasze czasy?

Moim skromnym zdaniem, jedynym logicznym rozwiązaniem, które może zapewnić Austriackiemu Dębowi wyjście z „Terminatora5” z tarczą, jest rozwinięcie postaci… sierżanta Candy’ego z „Terminatora3”. Jakiego sierżanta? – spytacie. Kto oglądał tzw. materiały dodatkowe na DVD „Buntu maszyn”, z pewnością natknął się na sceny, które wyleciały w montażu i nie trafiły do gotowego filmu. Jedną z takich scen jest motyw z sierżantem Candym, granym przez Schwarzeneggera. Ów sierżant oprowadzał nas w filmie promującym SkyNet po fabryce i pokazywał przygotowany do produkcji projekt głowy Terminatora, któremu ów sierżant Candy użyczył rysów twarzy. Rozwinięcie tego wątku w „Terminatorze 5” dałoby Arnoldowi możliwość występu autoironicznego, nostalgicznego, dającego nadzieję na wyjście z roli w „Piątce” obronną ręką. Można by pokusić się np. o takie rozwiązanie, że sierżant Candy pomaga powstańcom w walce z maszynami i wespół z nimi ucieka przez Terminatorem o jego rysach twarzy! Mógłby też sierżant Candy, w młodszej wersji granej przez kogoś innego, okazać się… ojcem Johna Connora z normalnej wersji życia Sarah Connor (a co, niby czemu niemożliwe?), przed przybyciem Kyle’a Reesa. Wiem, że to byłoby naciągane na maksa, ale cała opowieść spod znaku Terminatora zatoczyłaby wówczas piękne koło i zamknęła się najbardziej szokującym zakończeniem w historii kina, bo oto ojcem Connora okazałby się człowiek o twarzy Terminatora, po latach polującego na Connora. John uciekałby przed Terminatorem mając podstarzałego Candy’ego za obrońcę, więc byłby jednocześnie broniony i atakowany przez istotę o tej samej twarzy. Obok „Luke, I Am Your Father” byłby to drugi tak mroczny duet w dziejach kina!

Twórcy nie będą raczej kombinować w tę stronę i zaprzęgną po prostu komputery, charakteryzatorów i kaskaderów, by zagrali większość materiału za Arnolda. Odmłodzą go, usprawnią i udowodnią, że Arnold potrafi wciąż jak za dawnych lat rzucać drugim Terminatorem po ścianach lub wisieć na dźwigu. Dobra, olać dywagacje, i tak pójdę do kina, bo jestem ciekaw jaki pomysł na „Terminatora 5” ma Hollywood, a Arnold to ulubiony aktor mojego dzieciństwa, więc chętnie zobaczę go znów na ekranie, choćby jego nowy (czy raczej stary) Terminator miał poruszać się przy balkoniku.

A Wam jak się widzi Terminator na emeryturze?
Macie jakieś pomysły na Arnolda w „Terminatorze 5”?

Ostatnio dodane