Anioł już nie taki mocny. Dokąd zmierza Wojtek Smarzowski? | FILM.ORG.PL

Anioł już nie taki mocny. Dokąd zmierza Wojciech Smarzowski?








Maciej Niedźwiedzki
21.01.2014


Od zawsze w filmach Smarzowskiego flaszka była kluczowym rekwizytem.

Zaczęło się od Małżowiny. Reżyser-debiutant zawarł w swoim pierwszym pełnometrażowym filmie większość motywów, które będzie rozwijał w następnych latach. Wtedy on sam jeszcze uczył się języka filmu; języka, w jakim będzie opowiadał. Z perspektywy kilkunastu lat doskonale widać, że Małżowina jest jedynie wprawką, próbą dla reżysera chcącego się dowiedzieć, co na ekranie może pokazać.

Mieszanka, którą zamknął w pokoju młodego pisarza, eksplodowała kilka lat później. Głośnym Weselem Smarzowski wszedł do pierwszej ligi. Zaatakował polską wieś – pijącą wódkę bez umiaru, ale tak naprawdę przy okazji. Na stole stała flaszek masa, ale ponad nimi ludzie rozmawiali. Skażenie alkoholem nie było ich wadą fundamentalną – człowiek nie był zły bo pije, ale był zły i pił. Słabość do wódki nie stała się nigdy tematem filmu. Bohaterowie wódce ulegali łatwo, tracili kontrolę nad sobą, pokazywali prawdziwą, ukrywaną dotąd twarz. Wesele to był przełom, bezkompromisowy atak świadomego twórcy na nieświadome środowisko. Nad wszystkim unosił się Wyspiański – mentor, Wyspiański – wieszcz, Wyspiański – autorytet. Smarzowski zaktualizował szkolną lekturę przenosząc ją na polską prowincję XXI wieku. Jest to film fascynujący, zachwyca wnikliwością obserwacji i celnością wniosków. Ucieczka dwójki prawdziwie zakochanych nie przynosiła satysfakcji: wypłynęli przecież z szamba bez dna. Pozostałych nie da się już uratować. Reżyser tym samym sprowokował do dyskusji – była niebanalna  treść, była intrygująca historia, była ciekawa forma.

anioł

Potem weszliśmy do Domu złego, akurat w wódkę niezwykle zamożnego. Ale zanim Smarzowski na stole ją postawił, pojawiła się intryga kryminalna, pojawił się bohater, drugi plan, a w tle okrutny, skorumpowany PRL. Wydawać by się mogło, że goście weselni do ostatniej kropli wyczerpali temat picia. Jednak byliśmy w błędzie – gospodarstwo Dziobasów na brak wódki nie narzekało. Smarzowski zatem podopisywał na marginesie trochę uwag, uzupełnił temat, dopisał brakujące rozdziały. Portret Polaków, Polski pijącej, zdawał się być kompletny. Najważniejsze było jednak to, że Dziobas ze Środoniem pili przy okazji, wobec czegoś, w jakimś celu. Dla filmu, dla fabuły, według scenariusza i bez przypadkowości. Wtedy sam Smarzowski jeszcze o tym wiedział i miał wszystko pod kontrolą.

Następnie świetna Róża. To był dobry moment, by zacząć opowiadać o czymś innym i udało się doskonale. Niezwykle poważny temat potraktowany bez przymrużenia oka, bez ironii.  Wojtek Smarzowski stał się Wojciechem Smarzowskim – wszyscy na tą przemianę czekaliśmy. Według wielu to jego najlepszy, najdojrzalszy film – idealnie wyważony pod względem formy i treści. „Róża” bolała, uwierała, bo pokazywała wojenne blizny, a tych nasz naród ma wiele.  Miałem wtedy wrażenie, że jest to reżyser bezbłędny, nieomylny.

Trzy strzały, trzy w dziesiątkę. Za każdym razem szok, oklaski i potężny materiał do refleksji.

Rose_01

Nieznośnie efekciarska Drogówka zasiała wątpliwość. Warszawscy policjanci alkoholu nie unikają – piją bez zastanowienia wszędzie i zawsze, zdradzają na potęgę, zdegenerowani są do szpiku kości. Gdzieś w tle przemyka wyjęty spod prawa Bartłomiej Topa topornie prowadzący śledztwo na własną rękę. Mimo mojej ogromnej niechęci do tego filmu wiem, że on gdzieś zmierza. Przymyka oko na to, że montażysta robi wszystko, bym zrozumiał tak mało, jak się da, stara się przeszkodzić w oglądaniu, jak może. Fabuła nie jest przy tym wymagająca a wyłożona koszmarnie niezręcznie. Jednak wiem, że przechodzi ona od punktu A do punktu B – każdy potrafi ją opowiedzieć, streścić. Drogówka ma podobny ton co wcześniejsze Wesele i Dom zły, ale merytorycznie nie oferuje specjalnie wiele. Zbiorowy bohater, zbiorowe picie, zbiorowe patologie. Można już odczuć znużenie i zmęczenie materiału, ale też na szczęście wykrzesać jakąś opowieść, co tutaj przybrało formę kryminału.

anioł

Mamy teraz Pod Mocnym Aniołem. Tak długi wstęp chyba jest motywowany tym, że tak mało można powiedzieć o najnowszym filmie Wojciecha Smarzowskiego. Powrót do spokojniejszego tempa narracji, dobre role aktorskie i wystylizowane zdjęcia nie ratują tego filmu w żadnym stopniu. Reżyser zdecydował się bowiem zekranizować książkę nie do zekranizowania. Wiem, że to slogan, który często pojawia przy ocenie tego filmu, ale może wydawać się całkiem trafny. Innymi słowy, literatura i kino posługują się innym językiem. Obraz nie zawsze przyjmie i zaakceptuje książkowy pierwowzór. Nie chodzi tutaj nawet o afabularność, achronologiczność, ale o różnice oczekiwań i przyzwyczajeń odbiorców. Łamiąc te zasady Smarzowski strzelił sobie w kolano. Trzymał się Pilcha zbyt blisko i bezrefleksyjnie. Fabuła filmu nie może stać w miejscu, nie pozwala sobie na nieprzerwaną obserwację niezmienności. Pisarz może bez końca opisywać jeden stan człowieka, jedno jego uczucie. Język kina nie jest tak przenikliwy, nie ma tak precyzyjnych narzędzi do przeprowadzania analizy jak literatura. Istotą kina  jest ruch.

Niestety nie tylko na monotonność cierpi Anioł. Nowy film twórcy Domu złego jest całkowicie przypadkowy, niestreszczalny, nieopowiadalny. Nie wiem jaka logika rządzi narracyjną ciągłością tego filmu, ale zdecydowanie najbezpieczniej przyjąć, że w ogóle jej tam nie ma. Podobnie jak akcji opierającej się na prostej zależności przyczyny i skutku. Nie jest to na pewno motywowane modernistycznym i wywrotowym podejściem Smarzowskiego wobec struktury filmowej, ani potrzebą odwzorowania percepcji człowieka zmęczonego alkoholem. Zdecydowanie bardziej jest to wina braku odpowiednich składników i kluczowych elementów, które konstruują film.  Pod Mocnym Aniołem jest bowiem pozbawionym sensu zlepkiem scen życia pijaka. Film nie ma jakiejkolwiek osi dramatycznej, składa się z permanentnej nudy wypełnionej bełkotem moczymordy. Jestem przekonany, że wszystkie sekwencje oraz sceny tego obrazu, można dowolnie wymieszać i w żadnym stopniu nie zmienić ani jego przesłania (swoją drogą wątpliwego), ani nastroju, ponieważ w Pod Mocnym Aniołem panuje chaos, bezcelowość i bezsens. Nie wiem do kogo Wojciech Smarzowski ten film adresował. Jeśli do uzależnionych – to oni nie przestaną pić, bo nie przynosi on żadnej recepty, nie wskazuje żadnych dróg wyjścia; jeśli do niepijących – to film nie wprowadza nowego wymiaru chlania, którego nie znalibyśmy z wcześniejszej twórczości tego reżysera.

POD-MOCNYM-ANIOLEM-3-1024x682

Sam Jerzy jest również postacią enigmatyczną i anonimową. Nie wiadomo dlaczego zaczął pić, dlaczego dalej pije, nie wiadomo czy skończy, a jeśli już, to z jakiego teoretycznie powodu. Nie dostajemy żadnych odpowiedzi, nie dostajemy również żadnej diagnozy. Jurek jest postacią pozbawioną jakichkolwiek motywacji czy lęków. Niczym się nie przyjmuje więc ja, jako widz, też nie. Nie wiem dlaczego mam oglądać taką postać, dlaczego mam z nią być przez dziewięćdziesiąt minut. Nie dostaję żadnej szansy na poznanie tego faceta, a w konsekwencji trudno mi kibicować jego pijaństwu, jakkolwiek z nim się utożsamić, a nawet współczuć.

Od kina Smarzowskiego nie oczekuję oczywiście przeżycia katharsis. Jego kino przynosi zazwyczaj zwątpienie i gorycz, jest często siarczyście wymierzonym policzkiem, który ma zwrócić uwagę na mnie: Polaka, z konkretną historią, tradycją, z irytującymi słabościami, przyzwyczajeniami. Pod Mocnym Aniołem jest natomiast filmem całkowicie obojętnym i nużąco wtórnym. Tym razem reżyser usunął już całą treść, pozostawiając wyłącznie setki metod i sposobów picia, żłopania, rzygania i urywana filmu. 

Wojciech Smarzowski doszedł do momentu, w którym za butelką z wódką nie stoi już nic: ani dyskusja, ani idea, ani pomysł. Jakby gwarancja po brzegi wypełnionego kieliszka i jego autorski podpis były wystarczającą zachętą by pójść do kina (na co nabrało się zresztą ćwierć miliona Polaków w pierwszy weekend wyświetlania filmu). 

Smarzowski chyba zaczął zjadać własny ogon.

Maciej Niedźwiedzki

Maciej Niedźwiedzki

W KMF od 2013 roku. Uwielbiam filmy Martina Scorsese i animacje Pixara. Interesują mnie europejskie filmy festiwalowe, animacje z całego świata i oczywiście wysokobudżetowe filmy amerykańskie (wyłączając produkcje Marvela, których nie lubię i nie rozumiem). Trzy najlepsze filmy w historii kina to "Ojciec Chrzestny II", "Brokeback Mountain" i "Wściekły byk".
Maciej Niedźwiedzki

Latest posts by Maciej Niedźwiedzki (see all)







  • hanys

    Dużo w tym racji. Już Drogówka była jedną wielką przesadą w ukazywaniu Policji, a Mocny Anioł jest już przegięciem całkowitym. Film kompletnie bezsensowny. Może jako ekranizacja pijaństwa, ale po co to komu?

  • bobzielarz

    Paradoksalnie artykuł zachęcił mnie do zobaczenia tego filmu. Chcę sobie porównać w/w film z „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”, który jest moim zdaniem najlepszym filmem o uzależnieniu (nie tylko od alkoholu) osadzonym w naszym małym świecie.

    • e

      to są dwa kompletnie różne filmy, ale najbardziej widoczną różnicą jest historia, o której opowiada Koterski, a jakiej nie poruszył Smarzowski. dzięki temu Chyra i Kondrat są obok mnie, a ja wokół nich, natomiast Więckiewicz to daleki kosmos, o którym słyszałem, oglądałem, i koniec.

  • Jan Kalwin

    Brakuje nam w Polsce jakiegoś filmu, który poruszyłby problem alkoholizmu. Ja rozumiem, że Smarzowski ma szczytne intencje, za przykładem Sienkiewicza tworzy „ku pokrzepieniu serc”, ale nie można patrzeć na świat tylko poprzez pryzmat naszych cech dodatnich. Szczerze mówiąc przejadły mi się już te wszystkie filmy o Kopernikach, Skłodowskich, Pułaskich, Kościuszkach, Łukasiewiczach, o Polakach ratujących Żydów w czasie wojny. Pomimo tego, że Polacy mają największy udział procentowy wśród „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” irytuje mnie, że współcześnie reżyserzy tak uparcie przymykają okno na czarne plamy w naszej historii.

    Panie Smarzowski, jest pan wyśmienitym reżyserem, ale proszę aby Pan w końcu nakręcił coś, co by nas trochę pognębiło, pokazało w najczarniejszych kolorach, obdarło z nadziei i złudzeń! Polacy to zbyt dumny naród, aby wciąż im prawić komplementy i zamydlać oczy wizją sielankowej rzeczywistości.

    • patyczak

      To sarkazm czy trollowanie?

      • Negatywny

        a to pytanie to sarkazm czy trolowanie?

        • patyczak

          Sorry, ale mam w internecie problemy z rozróżnianiem jednego od drugiego, zwłaszcza, że obok ewidentnej zgrywy widzę w powyższej wypowiedzi całkiem sensowne zarzuty.

    • bartek

      Zdecydowanie się zgadzam, ja także mam już dość filmów o wybitnych Polakach i o naszym bohaterskim narodzie, tyle ich ostatnio powstało. Czas najwyższy nakręcić coś naprawdę brutalnego co otworzyłoby nam oczy na nasze wady, których przecież tyle posiadamy.

  • Negatywny

    Nareszcie ktoś to powiedział, bo już myślałem, że będę sam. Nie przepadam za polskim kinem, nie przepadam za nieustannym pokazywaniem tego kraju jako szarej dziury, gdzie tylko bieda i picie, a wszystkie polskie pseudo ambitne filmy właśnie do tego się sprowadzają. Nic w tym ciekawego, nic w tym odkrywczego i mam wrażenie, że temat na aktualności też już dawno stracił, a czuję się jakby mi ciągle próbowano wmówić, że żyjemy w samym środku PRLowskiej beznadziei, a społeczeństwo to wyłącznie różne rodzaje degeneratów i meneli. W ogóle nie rozumiem dla kogo to jest ciekawe, bo margines do kina nie chodzi ani nie potrzebuje analizy swojego stanu przez sztukę. Nie wiem, może jacyś krakowscy hipsterzy dowartościowują się oglądając takie obrazki, ale ja jako powiedzmy przeciętny obywatel jakoś nic ciekawego nie mogę znaleźć w tym kinie.
    Z mocnego anioła o chlaniu nie dowiedziałem sie kompletnie nic. Nie dowiedziałem się też kompletnie nic o niczym innym, a już na pewno się nie rozerwałem w żaden sposób. Ani to zatem rozrywka, ani na pewno nie coś więcej.
    Smarzowski to nie Scorsese więc nie ma co mieć bóg wi jakich oczekiwań, ale tak mi przyszło do głowy po obejrzeniu anioła, że przecież bohaterowie Wilka z Wall Street też są ciągle na gazie, a nawet gożej bo ładują ostre dragi w przemysłowych ilościach, są tam sceny ze „stanu porażenia mózgu” itd, a jednak film opowiada o czymś, ma fabułę, bohaterów się uwielbia, można popuścić ze śmiechu i przejąć się losem postaci w momentach dramatycznych. Tymczasem aniołowi najbliżej do nowego teledysku nataszy urbańskiej, gdzie napruta dupa tacza się po obskurnym kiblu i liże armaturę w rytm bezsensownego bełkotu.
    Do Koterskiego bez startu.

  • Łukasz Drozd

    „(…) gospodarstwo Dziobasów na brak wódki nie narzekało. Smarzowski zatem podopisywał na marginesie trochę uwag, uzupełnił temat, dopisał brakujące rozdziały. Portret Polaków, Polski pijącej, zdawał się być kompletny. Najważniejsze było jednak to, że Dziobas ze Środoniem pili przy okazji (…)”

    Nie żaden Dziobas, tylko Dziabas ;)

  • Piotr

    Recenzja wskazuje na podstawowe mankamenty filmu. Filmu, który jest ZŁY. Grzeszy pychą autora, który chyba uwierzył, że widzowie bezrefleksyjnie łykną wszystko co nakręci. Szkoda czasu – mocno się zastanowię, czy wydać kolejną złotówka na kolejny film reżysera, który z trochę publiczne pieniądze robi dla siebie kurację odwykową

  • Piotr

    Dziabas – Dziobas, co za różnica. Wiadomo o kogo chodzi. Czepianie się :) Problem w tym, że zaaplikowno nam 90 minut filmu o problemie i jego przejawach – o których każdy Polak, Rosjanin, Bułgar, Anglik itd. wie. Żadnej diagnozy, zero przyczyn, brak rady. Prosty bezrefleksyjny obraz pijaka – atrakcyjny dla ćwierćintelgenta z blokowiska na obrzeżach miasta, dla którego wystarczy epatowanie
    obsceną, wulgaryzmem i bylejakością. Biedny Pilch

  • Jokullus

    „afabularność”..? Kłuje po oczach…

    • bobzielarz

      „Kłuje w oczy”, a nie „…po oczach”. Związek frazeologiczny. Kłuje się w coś…:)

      • Jokullus

        Wiem, ale ta „afabularność” tak mnie dotknęła do żywca, że teraz nie umiem inaczej. Muszę tworzyć nowe związki, słowa… ;)

  • Karol

    Bardzo dobry tekst. Warto też chyba odnieść się do dyskusji,
    jaka zazwyczaj ma miejsce w komentarzach pod publikacjami tego autora, aby nie było tak, że słabe teksty są od razu krytykowane, a te dobre pomija się milczeniem.

    Trzeba zgodzić się z tymi, którzy pisali, że recenzje
    Maćka przypominały nieco szkolne rozprawki, a artykuły analityczne – prace
    zaliczeniowe na studiach („W kolejnej części mojej pracy chciałbym zająć
    się kwestią…”). Ten tekst jest jednak dużo lepszy. Nie wiem czy jest to
    wynikiem współpracy z kimś, czy więcej czasu poświęcono na zaplanowanie, pisanie i redagowanie, a może po prostu taka lżejsza i bardziej subiektywna
    forma leży autorowi – w każdym razie warto dalej iść tą drogą :) Artykuł jest przemyślany i prosto (ale ładnie) napisany. Jedyny problem
    z tym tekstem mam taki, że w dużej mierze powiela to, co znalazło się we
    wczorajszej recenzji (bardzo dobrej zresztą) – w takiej sytuacji może trzeba
    było się nieco wstrzymać z publikacją, a artykuł miałby szansę w tym czasie „ewoluować”
    (jeśli pojawiłyby się jakieś nowe przemyślenia/pomysły). Co nie zmienia faktu,
    że czyta się to bardzo dobrze :)

    • Negatywny

      Po żenie jaką gość walnął pisząć o ostatnim smoku jestem również bardzo zaskoczony poziomem tego artykułu :)

    • No Babarowski jest na „Tak”, a autor powyżej zdecydowanie na „Nie”, a sama konstatacja, że Mocny Anioł to ekranizacja pijaństwa, to jeszcze nie powielanie :)

      Cieszę się, że doceniasz robotę Maćka :)

      • Karol

        Nie chodzi o samą ocenę (nie uważam zresztą, żeby recenzja z dnia poprzedniego była do końca „na tak” – wnioski są bardzo podobne jak tutaj, być może wyrażone w mniej bezpośredni sposób), ale o używanie tych samych argumentów prowadzących do wspomnianej przez ciebie konstatacji. Czytając teksty jeden po drugim jest to bardzo widoczne. Nie mam do nikogo pretensji, nie posądzam o plagiat itd. tylko stwierdzam, że tekst Maćka czytany po zapoznaniu się z recenzją traci trochę na wartości. I tyle.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Kiedy umieram

Następny tekst

Powrót do PRESSŁOŚCI #8 - Katarzyna Figura



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE