Wzdłuż torowiska uczuć, czyli analiza i interpretacja filmu "Pociąg" Jerzego Kawalerowicza. | FILM.ORG.PL

Wzdłuż torowiska uczuć








Tekst gościnny
20.06.2013


Autorką tekstu jest Dominika Grochowska.

Film Pociąg w reżyserii Jerzego Kawalerowicza powstał w oparciu o dramat początkującego pisarza, Jerzego Lutowskiego, który był także współautorem scenariusza. Utwór ten nosił tytuł Ostry dyżur i opowiadał o próbie ponownego odnalezienia człowieczeństwa oraz  miejsca w rzeczywistości przez głównego bohatera – chirurga. Jego walka z samym sobą i targające nim emocje zainspirowały reżysera do zrealizowania Pociągu, w którym, jak sam mówi, chciał przedstawić głód uczuć, marzenia człowieka o przygodzie, jego niezadowolenie z uczuć, których doznaje, jakimi obdarowuje, ponieważ zawsze zdaje mu się, że istnieją inne – lepsze1.

Film otwiera ujęcie w planie totalnym, pokazujące rzeszę ludzi mijających się pospiesznie na schodach. Sugerując się tytułem dzieła zaczynamy przypuszczać, iż to właśnie pociąg jest motywacją działań tłumu, to nim właśnie przyjechali czy na niego próbują zdążyć. Kolejne ujęcie, przedstawiające dworzec kolejowy (jak się dowiadujemy później, jest to stacja Łódź Kaliska) utwierdza nas w poprzednim przekonaniu.  Towarzysząca tym obrazom wokaliza Wandy Warskiej jawi się niczym błądzenie i szukanie konkretnej osoby pośród tłumu ludzi, których widzimy na ekranie. Im jednak śpiew cichszy i spokojniejszy, tym bardziej rośnie nasza wiara w to, że musimy być już bardzo blisko postaci, na którą czekamy. W momencie, gdy śpiew zamiera, odnajdujemy go – przystojnego mężczyznę w ciemnych okularach, granego przez Leona Niemczyka – Jerzego.  

Krótko potem poznajemy, a raczej dosłownie i w przenośni ledwie muskamy, drugą ważną postać w tym filmie – mężczyznę, którego Jerzy idąc w stronę drzwi pociągu nieumyślnie potrąca, granego przez Zbigniewa Cybulskiego – Staszka.

Znany już nam śpiew rozlega się kolejny raz w momencie pojawienia się na ekranie kolejnego znaczącego bohatera. Tym razem jest to kobieta – Marta, w której rolę wcieliła się Lucyna Winnicka. Powiązanie Marty i Jerzego tą samą melodią zwiastuje zetknięcie się dwojga bohaterów.

Cała trójka, którą zdążyliśmy już poznać, wsiada do tego samego pociągu i wyrusza w stronę Helu.

Już po chwili między bohaterami tworzy się pierwszy konflikt. Jerzy ze względu na chęć podróżowania w samotności uiszcza opłatę za dwa łóżka w pierwszej klasie (czyli za cały przedział), jednak gdy wreszcie dociera na miejsce, okazuje się, że będzie miał towarzyszkę. Fakt ten oczywiście wzbudza niezadowolenie i zdenerwowanie bohatera, ale w końcu, z powodu braku innych wolnych miejsc w pociągu, zgadza się on na dodatkową pasażerkę, która poza tym posiada bilet na to miejsce, więc przebywa na nim zgodnie z prawem.

W tym czasie w pociągu krąży dziennik, gdzie zamieszczony jest wzbudzający duże zainteresowanie jadących artykuł o mordercy, a dokładniej żonobójcy. Artykuł jest zapowiedzią przyszłych wydarzeń.  Przekazywana z rąk do rąk gazeta pozwala nam także poznać szereg bohaterów epizodycznych, zaludniających korytarze i przedziały pociągu. Wśród nich najczęściej pojawia się żona adwokata o niezwykle nudnym usposobieniu, której podróż z mężem nie przeszkadza we flirtowaniu z każdym mężczyzną, który wpadnie jej w oko, w tym z naszym głównym bohaterem, który jednak całkowicie ją lekceważy. Sposób mówienia i poruszania się tej kobiety również jest bardzo kokieteryjny.

Dalej mamy byłego więźnia, cierpiącego na bezsenność, pochłaniającego ogromne ilości książek, sympatyczną i odpowiedzialną konduktorkę, do której przymila się kierownik pociągu, niezwykle zakochanych i nierozłącznych – marynarza z dziewczyną oraz sympatycznego księdza, opiekuna pielgrzymki, która wraz z figurką Matki Boskiej jedzie ściśnięta w przedziale drugiej klasy.

Naszym głównym bohaterom początkowo czas upływa na milczeniu, omijaniu się i paleniu papierosów, jednak ta cisza i wisząca w powietrzu nieprzyjemna atmosfera wraz z posuwaniem się naprzód pociągu stopniowo zanikają.

Za Martą, w wagonie drugiej klasy, podąża zakochany w niej na zabój Staszek, który za wszelką cenę próbuje przekonać ukochaną do ponownego zejścia się z nim. Podejmuje on wiele prób, aby się z nią skontaktować, a zaczyna od przekazania kobiecie przez konduktorkę miłosnego liściku, w którym grozi, że jeżeli ta zaraz nie wyjdzie, to on wykolei pociąg. Marta jednak lekceważy jego próbę szantażu i drze bezwartościowy dla niej papier na kawałki.

Atmosfera między główną bohaterką a Jerzym ociepla się, gdy ten pomaga jej pozbyć się pyłku, który wpadł jej do oka. Godzą się, paląc, jak określa to mężczyzna, fajkę pokoju.

Po krótkiej rozmowie znów następuje cisza, jednak przerywa ją krzyk Jerzego: Niech pani odkryje nogi!, dla którego wytłumaczenie znajdujemy w późniejszej części filmu – mężczyzna jest chirurgiem i tego dnia na stole operacyjnym zmarła mu dziewczyna, a trupy przykrywa się właśnie tak, jak przed chwilą była przykryta Marta. Widzimy, że psychika wrażliwego mężczyzny jest naznaczona przykrymi doświadczeniami i przerażającymi widokami. Bliskie obcowanie ze śmiercią odciska na zawsze swoje piętno.

Niezręczną sytuację przerywa zatrzymanie się pociągu na stacji, które to wykorzystuje również Staszek i, już lekko zdenerwowany i agresywny, znów próbuje namówić Martę, aby wysiadła i do niego wróciła. Deklaruje także, że będzie przychodził na każdej stacji, aż powie tak i słowa dotrzymuje. Wysiada na każdym peronie i czeka aż do odjazdu pociągu, łudząc się, że ukochana zmieni zdanie. Jednak na próżno.

Podróż trwa dalej, Marta i Jerzy rozmawiają coraz więcej, jednak wciąż są to rozmowy pełne ciągłych, naprzemiennie, napięć bądź niedomówień. Napędzane niepohamowanymi emocjami urywane dialogi o życiu czy miłości przypominały kameralny konflikt, w którym racje moralne splątały się z uczuciami2.

Staszek tymczasem wciąż walczy o serce Marty, ale przypomina to walkę z wiatrakami. Mężczyzna sam siebie skazuje na przegraną, ponieważ daje się ponieść emocjom i gdy Marta po raz kolejny mówi, żeby dał jej spokój, wyzywa ją od szmat i dziwek. Jerzego natomiast coraz bardziej nagabuje żona adwokata, ale na nic jej nieudolne starania, wzbudza tylko śmiech mężczyzny.

Zrobiło się już późno, pani konduktor wszystkich już położyła, w pokojach trwają jeszcze ostatnie rozmowy, wszystko to brzmi jak zapowiedź spokojnej nocy i snu dającego siły na kolejny dzień. Pociąg jednak nagle zatrzymuje się i to w miejscu, gdzie nigdy się nie zatrzymywał, w szczerym polu. Zatrzymuje się, aby mogła wsiąść do niego milicja, ale nie jest to, jak przypuszczała pani konduktor, kontrola, są oni tu w sprawie znacznie poważniejszej – szukają mordercy, o którym było tak głośno po artykule w gazecie.

Pierwszym zatrzymanym i głównym podejrzanym okazuje się być Jerzy. Mając w pamięci wcześniejszą wypowiedź Marty: wygląda pan, jakby chciał mnie zabić, zdanie mężczyzny właściwie powinna się mnie pani bać oraz biorąc pod uwagę fakt, iż zapomniał on dokumentów, to oskarżenie wydaje się być jak najbardziej słuszne. Ponadto nawet nie stawiał oporu i nie próbował się bronić. Ciekawe jest również, jak nagle diametralnie zmieniło się jego postrzeganie przez pasażerów, którzy wcześniej byli do niego przychylnie nastawieni, a niektórzy aż zanadto dobrze (chodzi tu o żonę adwokata). Wszystko nagle wydaje się być dla nich „jasne” – a dlaczego nosił ciemne okulary? a ta scysja o przedział? taki był dziwny i nie patrzył w oczy. Wybawcą niewinnego Jerzego okazała się być Marta, która odnalazła prawdziwego mordercę i naprowadziła milicję na jego trop.

Prawdziwy morderca bardzo szybko orientuje się, że w pociągu jest milicja, która go szuka, więc zaczyna uciekać. Najpierw idzie do ostatniego wagonu, a gdy to nie pomaga, zatrzymuje kolej, wymyka się przez okno i biegnie ile sił w nogach, jednak w pogoni za nim ruszają dzielni i żądni sprawiedliwości pasażerowie pociągu wraz z milicją, a z nimi zbrodniarz nie wygra. Zostaje przewrócony na ziemię i złapany.  Jak pisze Jerzy Toeplitz, Kawalerowicz zdaje się tu czynić gorzką refleksję w stosunku do charakterystycznej w naszym społeczeństwie powojennych lat atmosfery wzajemnej nieufności3.

Przeciągane ostatnie ujęcie na mordercę, intensywnie w coś wpatrzonego, połączone z półzbliżeniem Marty, która chowa twarz za krzyżem, może oznaczać, że mimo wszystko kobieta ma wyrzuty sumienia, że to przez nią został złapany ten człowiek, człowiek, który wcześniej sprzedał jej bilet do pociągu bez kolejki. Reżyser pozostawia nas jednak z tą refleksją, nie dając jednoznacznej odpowiedzi.

Pasażerowie wracają na swoje miejsca i spóźniony pociąg rusza w dalszą drogę.

Rano, po długiej podróży, bohaterowie docierają w końcu na miejsce – na Hel. Jak powiedział sam Kawalerowicz – Dopóki pociąg jedzie, wiele się może zdarzyć, lecz nad wszystkim ciąży fatum końca podróży4. Mimo naszych nadziei na narodzenie się uczucia między dwójką głównych bohaterów nic takiego nie ma miejsca. Na peronie czeka na Jerzego żona. Koniec podróży, podkreślony również przez znaną nam już wokalizę Wandy Warskiej, oznacza koniec ich, jeżeli można to tak w ogóle nazwać, znajomości oraz koniec nieudolnej walki Staszka o Martę.

Film niemalże przez cały czas przestrzega, charakterystycznej dla dramatu, a w szczególności dla tragedii, zasady trzech jedności – czasu (całość dzieje się w ciągu ok. 24 godzin), miejsca (prawie wszystkie sceny rozgrywają się w tytułowym pociągu) oraz akcji (skondensowanej do studium psychologicznego człowieka).

Wydawałoby się, że takie ograniczenie przestrzeni będzie miało swoje negatywne odzwierciedlenie w powtarzających się zdjęciach, jednak nic podobnego. Pociąg to fotogenia dostrzeżona już od zarania kina5, a film Kawalerowicza maksymalnie wykorzystuje jego walory. W tej ciasnej scenerii długich i wąskich korytarzy pullmanowskich wagonów twórcy „Pociągu” demonstrują błyskotliwą pomysłowość w reporterskiej ruchliwości, zmienności kątów widzenia kamery, w licznych rozwiązaniach inscenizacyjnych, wykorzystujących głębię ostrości6. Ciągłe zmiany punktów i perspektywy widzenia, które sprawiają, że możemy nie tylko wręcz spenetrować wnętrze wagonów, ale także podziwiać krajobrazy widoczne z jego okien czy śledzić bieg torów kolejowych. Również to niezwykłe studium psychologiczne całego szeregu postaci zostało osiągnięte dzięki śledzeniu przez kamerę ich ruchów, starannej i uważnej obserwacji postaci, a w szczególności wyrazu ich twarzy, w który zagłębiamy się jeszcze bardziej dzięki najazdom kamery. Autorem tych doskonałych i nadających kształt całemu filmowi zdjęć jest Jan Laskowski, który współpracował także później z Kawalerowiczem przy Grze .

Ważna jest także rytmika obrazu, podkreślona dodatkowo naturalnymi efektami audialnymi, takimi jak stukot kół na szynach czy charakterystyczny szum wiatru przeszywający pędzący pociąg.

Film jawi się jako subtelna obserwacja psychologiczna, nieoczekiwanie prowadząca widza ku zadumie nad szansami i pułapkami, jakie stwarza życie, iluzjami i barierami7. Podróż odsłania dramaty i pragnienia bohaterów, jednak nie daje nam ich poznać. Skupia się na ich emocjach i ciągłym zagubieniu i odnajdywaniu, wybuchaniu i opadaniu, a nie na charakterystyce. Precyzyjną dramaturgię filmu tworzy zagęszczona mozaika drobnych zdarzeń, klimat dyskretnych sugestii zderzony z niepokojącą dynamiką jadącego pociągu i zmiennością tła za jego oknami8. Jednak mimo serii mikronapięć, które budują cały film i subtelnym portretowaniu dramatu, odnajdujemy tu także proste, wręcz pseudofilozoficzne  frazesy o tym, jak to nie powinno się samemu jadać smacznych potraw, ani samemu czuwać, ani odbywać samotnie podróży, ani być sobie samemu jedynym doradcą czy że wszyscy ludzie chcą być kochani, lecz nikt nie chce kochać.

Opinie krytyków na temat filmu Kawalerowicza były różne, ale ja za najbardziej trafną uważam tę wypowiedzianą przez recenzenta Le Monde, Jeana de Baroncelli, który mówi o reżyserze Okazał się subtelnym analitykiem. Ma niezwykłe wyczucie tego, co jest samotnością ludzi, ich domniemaną lub prawdziwą tajemniczością10.

Pociąg odniósł największy sukces na festiwalu w Wenecji w 1959 roku, gdzie przyznano mu nagrodę im. Georges’a Meliésa.

 

1 J. Toeplitz, Historia filmu polskiego, t. 4, s. 146.
2 K. Demidowicz, Pociąg dla dwojga [w:] Film 1999, nr 06.
3 J. Toeplitz, Historia filmu polskiego, t. 4, s. 148.
4 K. Demidowicz, Pociąg dla dwojga [w:] Film 1999, nr 06.
5 J. Toeplitz, Historia filmu polskiego, t. 4, s. 146.
6 J. Toeplitz, Historia filmu polskiego, t. 4, s. 147.
7 K. Demidowicz, Pociąg dla dwojga [w:] Film 1999, nr 06.
8 K. Demidowicz, Pociąg dla dwojga [w:] Film 1999, nr 06.
9 K. Demidowicz, Pociąg dla dwojga [w:] Film 1999, nr 06.

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny

Tekst gościnny - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • woj

    Świetnie, że ukazał się tekst o jednym z najlepszych polskich filmów, szkoda tylko, że więcej tu streszczenia fabuły, niż zapowiedzianej w tytule analizy i interpretacji, tym bardziej, że te nieliczne fragmenty, które są, czyta się z zainteresowaniem.

  • Snooky

    Skoro Niemczyk wykupił dwie miejscówki żeby mieć spokojny przejazd, to skąd wtedy Winnicka miała bilet na jego miejsce?

    • anthony1000

      Radzę obejrzeć film (ew. jeszcze raz), tam jest odpowiedź.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Trans

Następny tekst

#14 Drive



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE