Przestrzeń mityczna w INTERSTELLAR – interpretacja filmu Nolana | FILM.ORG.PL

Przestrzeń mityczna w INTERSTELLAR – interpretacja filmu Nolana








Tekst gościnny
20.11.2014


-98caac85-f5ed-419a-8a2e-672a10473ea3

Autorem artykułu jest Adrian Jaworek. 

Uwaga na spojlery!

Interstellar to film, który podzielił zarówno krytyków, jak i widzów. Jedni widzą w nim interesującą opowieść o miłości, a inni patetyczne dzieło, którego podstawą stały się uproszczone zasady zapożyczone z różnych nauk ścisłych. Zabawne jest to, że nagle wszyscy okazali się być specjalistami w dwóch dziedzinach: astrofizyki oraz fizyki kwantowej. Najwyraźniej jest to charakterystyczne dla polskich odbiorców. Ja postanowiłem, że postąpię inaczej – czyli postaram się zinterpretować Interstellar jako mit założycielski. 

Przede wszystkim muszę zaznaczyć jedną rzecz – uważam, że istnieje coś takiego jak mitologia kultury masowej i popularnej. Dominują tutaj historie oparte na micie bohaterskim. Za przykłady mogą posłużyć filmy o superbohaterach takie jak Avengers czy Iron Man. Oczywiście zdarzają się jego dekonstrukcje i tutaj można wymienić trylogię Nolana z Batmanem w roli głównej. Brakuje ciekawych realizacji mitu założycielskiego, ponieważ znacznie częściej ratuje się świat przed jakąś zagładą (np. wiercąc dziury w asteroidzie lub sabotując statki obcych), niż tworzy nowy. Z pomocą przyszedł Christopher Nolan wraz z filmem Interstellar, który stanowi pewną wariację na temat mitu założycielskiego. Mamy tu grupę ludzi wysłaną na poszukiwanie nowych terenów nadających się do zamieszkania. Ich zadaniem będzie zasiedlenie nowej planety, ale zanim to uczynią muszą tam dotrzeć, znaleźć właściwe miejsce i dokonać aktu kosmogonii. Tak wygląda schematyczna konstrukcja fabularna mitu założycielskiego. 

111114_TimeCircle_Wormhole

Dzieli się on na przynajmniej dwie odmiany – założenie miasta i stworzenie świata. Pozostaje wspólny fundament, czyli kosmogonia. Polega ona na stworzeniu Kosmosu, czyli miejsca uporządkowanego, znanego i wyrwanego z władania Chaosu. Mircea Eliade w swojej książce Sacrum i profanum, o akcie kosmogonii, pisze, że „dla społeczności archaicznej wszystko co nie jest „naszym światem” w ogóle nie jest „światem”” [Eliade, 25]. Jednak funkcja ta pojawia się we wszystkich kulturach. Za przykład mogą posłużyć wszelkiego rodzaju legendy o powstaniu narodu, oraz – podane przez Eliadego – historia podboju ziem przez hiszpańskich i portugalskich konkwistadorów, które polegało na uświęceniu terenu przez wbicie krzyża. Współcześnie, z uwagi na brak terenów nieznanych i wymagających włączenia w obręb danej kultury, elementy kosmogoniczne wydają się być w zaniku, jednak przykład Interstellar wskazuje na to, że mogą one stanowić ciekawy fundament dla dzieła artystycznego. 

Wykorzystanie poetyki mitu, a więc spojrzenie w kierunku wielkiej narracji, powoduje istotne zmiany w świecie przedstawionym. Na uwagę szczególnie zasługują bohaterowie, który podlegają typizacji na podstawie swoich umiejętności. I właśnie takie są postacie występujące w filmie – każda z nich potrafi coś innego, więc ich atrybutem, czyli cechą wyjątkową odróżniającą od innych, jest Wiedza. Dla Coopera (Matthew McConaughey) będzie to umiejętność pilotażu, a dla Brand (Anne Hathaway) znajomość biologii. Podobnie dzieje się z osobami pozostawionymi na Ziemi. Talentem Murph (córki Coopera) jest umiejętność łączenia faktów i perfekcyjne opanowanie fizyki kwantowej. Takie stypizowanie bohaterów może sprawić, że staną się oni jednowymiarowi i przypisani wyłącznie do określonej funkcji. Ale wejście w poetykę mitu założycielskiego tego wymaga i moim zdaniem jest wykorzystaniem konwencji, a więc trudno traktować ten element jako negatywny. Dla mnie Interstellar jest zatem solidnie skonstruowaną opowieścią o kosmogonii. 

Jednak nie chciałbym się zajmować postaciami lub samym aspektem podróży. W Interstellar zainteresował mnie również sposób, w jaki Christopher Nolan korzysta z różnego rodzaju przestrzeni mitycznych. W filmie dostrzegam trzy rodzaje: przestrzeń Ucieczki, przestrzeń Zawieszenia oraz przestrzeń Nowej Kosmogonii.

o-jessica-chastain-interstellar-facebook-christopher-nolan-s-interstellar-aliens-wormholes-or-what

 

Przestrzeń Ucieczki 

Bohaterowie uciekają z Ziemi, z planety, na której rozwinęła się ludzka cywilizacja. Zastosowany został tu element postapokaliptyczny, którego Christopher Nolan świadomie nie rozwija, bo tematem filmu nie jest opuszczenie planety, ale poszukiwanie nowej Ziemi. Jednak to zawieszenie, brak podania jednoznacznych przyczyn wyniszczania się Ziemi, jest bardzo ciekawy. Stanowi początek podróży bohaterów, a jednocześnie wskazuje na przemianę Kosmosu w Chaos. Na Ziemi trwa odwrócona kosmogonia – brak porządku zaczyna powoli destabilizować społeczność ludzką i uniemożliwia życie. Obszar, który wcześniej był bezpieczny nawiedzają burze piaskowe, choroba roślin oraz głód. Ziemia, w bardzo niedelikatny sposób, wyprasza swoich mieszkańców. 

Już tutaj pojawiają się wątki metafizyczne, których kulminacją są słowa jednego z bohaterów, mówiące o tym, że przeznaczeniem ludzi nie jest śmierć, ale opuszczenie Ziemi, że właśnie to był cel rozwoju cywilizacji. Przypomina mi to fatum, znane nam wszystkim z mitologii greckiej. Z tym, że Los nie dotyka jednej osoby, ale oddziałuje na cały gatunek. Nieuchronność losu popycha poszczególne jednostki do poszukiwania wyjścia i jedynym ratunkiem okazuje się być wyruszenie do nieznanej galaktyki. Pomóc ma w tym pojawienie się tunelu czasoprzestrzennego.

Wyjaśnienie tej zagadki stanowi jeden z elementów Interstellar. W zupełności wystarczy zauważyć, że nie został on otworzony przez obcych lub tajemniczą boską siłę. Samo wykorzystanie tunelu nawiązuje do tego, że „możliwość transcendowania wyraża się za pomocą różnych symbolicznych wyobrażeń otworu” [Eliade, 20]. Bohaterowie dokonują transcendencji – opuszczają znany sobie wszechświat, ale także rozwijają ludzką wiedzę. Mają okazję obserwować Czarną Dziurę oraz jeden z nich dociera do samej osobliwości. Poza tym, siłą transcendentalną, potrafiącą przenikać czas i przestrzeń, okazuje się być miłość. Świat przedstawiony w filmie pozbawiony jest elementów religijnych, dlatego wprowadzenie uczucia warunkującego działania bohaterów, staje się dowodem na to, że „doskonale świecka egzystencja nie istnieje” [Eliade, 17]. Jakaś forma świętości musi się pojawić, w przypadku Interstellar staje się nią właśnie miłość. Przebiera ona formę sacrum, które zostaje skonfrontowane z naukowym profanum.

interstellar_a

Przestrzeń Zawieszenia

Część czasu postacie spędzają zamknięte w statku kosmicznym. Wtedy też trwają w zawieszeniu. Po pierwsze podlegają względności czasu, która znacznie wpływa na proces ich starzenia się, a więc także na postrzeganie świata. Po drugie statek kosmiczny nie jest naturalny, nie można się w nim osiedlić, jest w ciągłym ruchu. W żaden sposób nie poddaje się on kosmogonii. Jest tyko wycinkiem bezpiecznej przestrzeni w chaosie wszechświata. Podobny jest do statków podróżujących po oceanach. Sytuacja bohaterów Christophera Nolana przypomina tę, której doświadczali dawni odkrywcy.

W pozornie bezpiecznym statku kosmicznym doznają poczucia osamotnienia. Zamknięci w „blaszanej puszce” zdani są na nagrane odgłosy przyrody. Nie brakuje im niczego poza widokiem otwartej przestrzeni. I tutaj pojawia się ciekawy paradoks – z łatwością mogą wydostać się ze statku, jednak mają świadomość, że poza nim nie przeżyją ani chwili. Ograniczają ich także zasoby, które zabrali ze sobą. Mają do dyspozycji tylko określoną ilość paliwa i jedzenia, potem czeka ich śmierć. Trwają w zawieszeniu pomiędzy życiem, a śmiercią – przestrzeń statku kosmicznego nie daje jednoznaczniej odpowiedzi na pytanie o przeżycie. Gwarantuje tylko tymczasowe podtrzymanie życia. Jednak ze statkiem kosmicznym związany jest pewien bardzo ważny i często pomijany element.

Zapomina się o drzwiach, które „wskazują na bezpośrednią i konkretną formę zniesienia ciągłości przestrzeni…” [Eliade, 19]. Każdorazowe opuszczenie statku staje się formą przejścia, tym bardziej jeżeli dotyczy nieznanej planety. Do momentu, w którym bohaterowie nie zaczną się osiedlać pozostają w zawieszeniu, ponieważ kursują pomiędzy statkiem, a konkretną planetą – cały czas są w ruchu, przechodzą pomiędzy różnymi przestrzeniami. Kosmogonia wymaga stałości, ponieważ przeciwstawia się dynamicznemu chaosowi.

ut_interstellarOpener_f

Przestrzeń Nowej Kosmogonii

Zacznijmy od stacji kosmicznej, którą widzowie oglądają w ramach zakończenia filmu. Nie jest to żadne uświęcenie wszechświata, ale skonstruowanie bardziej stałego od przestrzeni statku kosmicznego wycinka świata. System stacji, pozwalający na przetrwanie w kosmosie, jest czymś pomiędzy dwoma przestrzeniami – Zawieszenia i Nowej Kosmogonii. Pierwszy dotyczy statku kosmicznego i myślę, że można go rozciągać na pozostałe obiekty stworzone przez człowieka, dające tymczasowe bezpieczeństwo, a drugi zasiedlenia nowej planety, czyli czegoś, co również zostaje dokonane.

Już samo „osiedlenie się na jakimś obszarze to tyle, co poświęcenie go” [Eliade, 27]. Założenie kolonii jest formą kosmogonii, a właśnie tego dokonuje Brand rozkładając kolejne namioty oraz laboratoria i przygotowując się do rozpoczęcia procesu zasiedlania wybranej planety. Jednak do założenia nowego świata potrzeba jeszcze jednej rzeczy – hierofanii, czyli wtargnięcia sacrum do sfery profanum. Odbywa się ona za pomocą poszukiwanego przez człowieka znaku, „który położyłby kres napięciu i lękowi zrodzonemu z bezradności, zatem takiego znaku, który ustanowiłby punkt stały” [Eliade, 21].

W Interstellar pojawia się ich wiele. Na pewno serią znaków są informacje przekazywane przez Coopera do swojej córki, gdy ten trafia do Czarnej Dziury. Tutaj najważniejsza staje się siła miłości, dzięki której Murph jest w stanie dostrzec przekazywane informacje i zrobić z nich użytek. Natomiast istnieją jeszcze znaki związane ze sferą profanum – są to sygnały wysyłane przez naukowców, którzy znaleźli się na planetach potencjalnie zdatnych do założenia kolonii. Mircea Eliade podkreśla potrzebę znaku, która jest tak silna, że czasem człowiek sam zaczyna je tworzyć. To koreluje z zachowaniem Brand pragnącej wylądować tam, gdzie znalazł się jej ukochany. Znowu pojawia się podkreślenie siły miłości, która prowadzi Brand do właściwego miejsca, a więc staje się Znakiem.

Kosmogonia może być również związana z ofiarą fundacyjną, której zadaniem jest „naśladowanie ofiary złożonej w praczasie, ofiary, której świat zawdzięcza swoje istnienie” [Eliade, 45]. Pierwsza grupa naukowców składa się właściwie z samych ofiar fundacyjnych. Wybierają się do nieznanej galaktyki, a ich zadaniem jest znalezienie nadającej się do zasiedlenia planety. Potem mają czekać, jeżeli znajdą miejsce zdatne do życia, lub umrzeć, gdy trafią na znacznie bardziej nieprzyjazną atmosferę. Stają się pierwszymi ofiarami, męczennikami, dzięki którym będzie możliwe ocalenie ludzkiej rasy. Tam, gdzie trafili nie istnieje jeszcze żadna ziemska kultura, jest to więc miejsce zanurzone w praczasie. Dopiero za sprawą kosmogonii zostaje przywrócony czas kulturowy.

o-INTERSTELLAR-TV-SPOTS-facebook

*

Osiedlenie się na planecie wybranej za sprawą znaków oraz złożone ofiary fundacyjne wskazują na to, że Interstellar można odczytywać w kontekście mitu założycielskiego. Już samo pojawienie się dyskusji wskazuje na to, że film Christophera Nolana jest ciekawy i każdy znajdzie w nim jakiś punk zaczepienia. Nawet jeżeli posłuży on do stworzenia interesującej krytyki. Teksty kultury istnieją nie tylko po to, aby nas zachwycać, ale także by prowokować do dyskusji.

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny






  • Andriej

    No i znowu dorabianie ideologii do czegoś, co na takie traktowanie nie zasługuje, w myśl „o patrzcie jaki spec, krytykujesz bo gówno się znasz! Nolan jest perfect BO ON się zna! I ja też!”…
    Dokładnie ta sama strategia jak w przypadku rozpaczliwej obrony TDKR, próba odwrócenia argumentacji przez szydzenie z krytyki i następnie popełnianie drastycznej nadinterpretacji, aby odnaleźć ten „boski geniusz” Nolana, którego nie widzi nikt z kompletem szarych komórek. Sorry, tym razem Nolan zapadł się zbyt głęboko w swojej megalomanii, aby go można było tak łatwo wyciągnąć…

    • Homini

      ta interpretacja ma ręce i nogi, fajnie się czyta i to nawet mimo tego, że film nie spełnił pokładanych w nim nadziei. A może dla autora spełnił?

      • Andriej

        Nolan to nie Dostojeski albo Poe, nie ma tu bogatej treści, którą można by w ogóle niestandardowo interpretować! Autor raczej należy do tych, którzy opinię o filmie mieli wyrobioną już od czasu pierwszego zwiastuna…

    • janosik79

      A czy istnieje tylko jedna, słuszna interpretacja, i tak jak w szkole odmienne zdanie od „kanonu” jest nieakceptowalne? Każdy może odczytywać dzieło jak chce, nawet odmiennie od intencji samego twórcy i wciąż będzie to jak najbardziej właściwe jeśli ma swoje uzasadnienie, a wpływ na nie ma posiadana wiedza, stopień empatii i uczuciowości, przeżyte wydarzenia, spotkani ludzie, przeczytane książki, obejrzane filmy… itp. Nie rozumiem w ogóle sensu używania zwrotu „nadinterpretacja”. Bo niby co to oznacza?

  • Qwerty

    Myślę, że jesteś psychicznym fanbojem Nolana…… Nolan jako Największy reżyser na świecie? Rozwaliła mnie twoja głupota…. pamiętasz to zdjęcie??
    Ocena dla tego filmu 10/10,to znak, że nie widziało się 2001 ASO, albo jest się trollem lub debilem, bezguściem.

    • merk

      Strasznie chamski i prostacki pojazd po autorze tekstu – biorąc pod uwagę netykietę, niedopuszczalny.

      Z drugiej strony – merytorycznej – masz całkowitą słuszność (poza momentami, kiedy obrażasz innych).

      • R3fa

        Tak, ale mam rację i prawda w oczy kole.

    • frost

      Oprócz zwyzywania autora od „psychicznych”, „głupków”, „trolów”, „debilów” i „bezguscia” twój wpis nie zawiera kompletnie nic, tak wiec każdy tekst stworzony przez najwierniejszego fanboya Nolana jest bardziej wartościowy niż to, co ci właśnie wyszło spod klawiatury. Skup się na treści i jej argumentacji, mniej na obrażaniu, to może przy odrobienie szczęścia uda ci się wyjść poza szablon klasycznego hejtera.

  • Piotr

    Co Wy bierzecie w tej redakcji?

    • Qwerty

      Też uważasz, ze INTER to arcydzieło? jak ten wielki znawca/? 2001 to masterpiece a nie interik

  • Ris

    Dobry tekst, mam podobne odczucia. Film jest świetny.

  • bla_bla

    Problem z tym filmem jest taki, że gdy obedrzemy go z otoczki
    naukowej, dotyczącej czarnych dziur i innego
    mądrego–niesprawdzalnego kosmicznego pitu pitu, to pozostaje nam
    bardzo prosta historia; i tu jest moim zdaniem pułapka, w którą wydaje się
    wpadł nieznacznie autor analizy, traktując historię zbudowaną na archetypach
    jako pełnoprawny mit.
    Film Nolana faktycznie ma, pierwiastek mitu, nie można się z tym nie zgodzić, ale wydaje się, że każda archetypowa
    historia go posiada.
    Nie idę za moimi poprzednikami, mówiąc, że autor dokonał nadinterpretacji, lecz chciałbym zwrócić uwagę na kilka aspektów.

    1. Czy każdy tekst kultury zawierający archetypy (kobieta,
    mężczyzna, podróż, światło, ciemność) możemy uznać za mit?
    2. Czy jeżeli konsekwencją istnienia archetypów jest ich wplecenie w byty,a naturalną konsekwencją istnienia bytów jest narracja jakiej podlegają w czasie, to kiedy staje się ona [narracja] mitem?
    3. No właśnie, jak oddzielić tedy świat mitu od naszego światu odmitologizowanego?
    4. Czy za 10 000 lat film Nolana będzie mitem ;-) ?
    Pozdrawiam

    • Andriej

      Skoro nikt nie ma odwagi cię zripostować, to możemy chyba bezpiecznie założyć że właśnie zmasakrowałeś powyższy artykuł

  • Qwerty

    HAHAHH autor usunął mi POST! bo napisałem mu prawdę, która go w środku rozwaliła -.-
    GRATULACJE

    • tak, poczuliśmy się zbyt onieśmieleni, żeby dyskutować z tak błyskotliwymi argumentami, więc woleliśmy skasować post, żeby nie cierpieć wewnętrznie.

      • Qwerty

        Nie lubię fanbojsta do poziomu psychicznego… A tu właśnie to widać.

  • janosik79

    Mi wątki z tego filmu przywodzą na myśl niektóre zawarte w powieściach o Hyperionie i Endymionie D. Simmonsa, w myśl których istnieje przestrzeń, która wypełnia cały Wszechświat, a w której zapisywane są wszelkie myśli, uczucia i przeżycia stworzeń przeszłych, obecnych i kiedyś kolejnych, tzw. „Pustka, która Łączy”. Gdyby człowiek miał do niej dostęp mógłby „usłyszeć” te emocje i zdarzenia, mógłby też podróżować bez potrzeby statków gdzie tylko by zapragnął.

    • bobzielarz

      Gdyby ktoś miał doskonały teleskop, z którego mógłby zobaczyć Ziemię, będąc np 400 albo 5000 tys lat świetlnych stąd, pewnie zobaczyłby co się działo w średniowieczu, antyku itd. Chodzi tylko o prędkość światła i to co dochodzi do naszych oczu. Oglądając teraz Alpha Centauri widzimy to co działo się tam 4 lata świetlne temu. Patrząc pod tym względem jesteśmy nieśmiertelni.

      • Jacek Leciński

        Hmmm, nie wiem skąd pogląd, że jesteśmy „pod tym względem” nieśmiertelni. Żeby czas stanął musiałby się nasz podglądacz cały czas „cofać” (oddalać) razem ze światłem i to cofać z dokładnie tą samą prędkością. Inaczej owszem ktoś z odległości 400 lat świetlnych zobaczy Ziemię taką jaka była 400 lat temu a ten z odl. 5000 lat św. taką jaka była w antyku, ale to światło ich minie. Czas płynie tak jak zwykle. (PS. Chciałeś napisać „oglądając a-Centauri widzimy to co działo się tam 4 lata temu”, w żadnym wypadku 4 lata świetlne).

        • bobzielarz

          Pisałem trochę pijany więc wybacz:). Nieśmiertelni bo nie chodzi o jeden punkt, tylko o nieliczoną ilość obserwatorów.

      • alienps

        nie 4 lata świetlne temu a poprostu 4 lata temu

  • Marcin J

    Naprawdę solidnie jestem zaskoczony przemądrzałą manierą przebijającą przez praktycznie większość komentarzy dot. „Interstellar” na tym portalu. Portalu, dodajmy, skupiającym rzekomo albo mającym skupiać ludzi o dużej znajomości sztuki filmowej i uznaniu dla kina jako takiego. Z pełnym szacunkiem oczywiście dla odmienności poglądów, bo nie o tym rzecz, ale takie powierzchowne wyrachowanie to niestety nielekko zalatuje mi zadufaniem. Duże zaskoczenie. I tak sobie myślę – po cholerę komu kolejny komentarz w morzu internetowych popisów erudycji. No ale coś jest w nowym filmie Nolana, że trzeba zasiaść i dopisać cos w odpowiedzi na to ci sie przeczytalo. A jak pisać to najlepiej od początku. Mogą nisko latać spojlery, ale inaczej sie nie da.

    Poznań, nocny seans „Interstellar” w Kinepolis. Przed wizytą w kinie obejrzałem raptem jeden klimatyczny zwiastun, który nie pokazał praktycznie nic a przyobiecał…. no w każdym razie sporo. Tyle wstępu – idę na film bez żadnych uprzedzeń co do, nie wiem, obsady, Nolana reżysera, Nolana scenarzysty – do niczego. Przecież NIE WIEM co się wydarzy, co zobaczę i czy twórcy WPASUJĄ SIĘ przypadkiem w moją wizję tego co powinno się pojawić w ICH filmie. No nic zasiadamy, otwieramy sie na obraz i chłoniemy.

    A chłoniemy niemało. Historia tak w skrócie nie jest zbyt przesadnie udziwniona – ot Ziemi grozi zagłada, tym razem klimat trochę zwariował, plony niszczeją i burza za burzą powoli wyganiają ludzkość z planety. Takie s-f, które się może wydarzyć za 10 lat. Co dalej? Doskonały były pilot, obecnie farmer i jednocześnie ojciec samotnie wychowujący dwójkę dzieci – nagle odbiera znikąd sygnały, ktore nakierowują go na 1. ukrywaną bazę NASA 2. ukrywany od lat program zbadania odległych galaktyk, do których można sie dostać przez dziurę w czasoprzestrzeni zlokalizowaną w okolicach Saturna. Nie minie 10 minut czasu ekranowego a nasz farmer wystartuje z załogą i robotem przypominającym kostkę domina w przestrzeń kosmiczną, zostawiając za sobą znany nam i sobie świat oraz rodzinę.

    Zaraz, zaraz – WHAT? Przecież to ‚grubymi nićmi szyte’ i ‚takie nieprawdopodobne’ i ‚ja taki smart i clever wyjadacz filmowy’ się nie dam zrobić na taki tani numer. Taa jasne – farmer i kosmos, no to to już przesada… Pierwsze pół godziny „Interstellar” jest jak preludium. I wymaga zaufania wobec twórcó. Jeśli zawierzy sie całkowicie reżyserowi/historii to wtedy otrzymamy jedyny w swoim rodzaju wspaniały kawalek kina, w którym można sie rozsmakować bez reszty. Serio, warto. Bo dalej to już kompletna wyprawa w nieznane. Nowe światy. Granice poznania. Pytania ostateczne. Jak to patetycznie brzmi… Nolan nie podołał, ambicja go zżarła. Szkopuł tkwi w tym, że o TYM właśnie opowiada „Interstellar”. Nie o Bogu lub jego nieobecności we wszechświecie. Nie o innych mieszkańcach kosmosu. Nie o wycieczce poza orbitę. Raczej o … człowieku, po prostu. Ale o tym jeszcze trochę niżej.

    Wg mnie w podejściu widza do dzieła (nie tylko do tego filmu, ale zwłaszcza do tego kalibru) jest zawsze pies pogrzebany. Funkcjonuje w kulturze doskonałe określenie: willing suspension of disbelief, czyli ‚zawieszenie niewiary’. Wszystko co wiem/podejrzewam że jest prawdą odwieszam na kołku przed wejściem i po prostu zanurzam się w to co na mnie czeka. Poznaję to co akurat tym razem dajmy na to Nolan czy inny Tolkien chciał przekazać, otwieram sie w pelni na: inny punkt widzenia, inne spostrzeżenia, nowe doświadczenia, nową wiedzę i doznania. A po wyjściu jestem bogatszy o ten drugi lub kolejny kawałek świata, spostrzeżony i rozpoznany przez kogoś innego. I chyba tylko w ten sposób można dzieło, a poprzez nie i kolejny świat – ten sam przecież co nasz a oglądany oczami kogoś innego, zrozumieć. Ok, do tego trzeba mieć może pewnien naturalny stopień wrażliwości ale znacznie ułatwia odbiór.

    Tak więc podchodząc do filmu kinowego, wyprodukowanego za hajs i mającego przynieść grubszy hajs, lepiej nie zakładać że obraz będzie doskonały bo każda scena będzie odpowiadała rzeczywistości takiej jaką ją znamy i wtedy pan domorosły krytyk będzie kontant bo mu się fundament jego światopoglądu nie zawali. Tak jest w Interstellar. To nie wykład na politechnice. Czy przeszkadza mi że np. w rozmowie dwóch kosmonautów padają zdania dotyczące relatywistyki – nie, mogę co najwyżej zainteresować sie tym wcześniej lub później, ocenic czy reżyser zbliżyl sie do opisanej gdzies tam indziej prawdy czy nie; czy rozumiem w pełni i jestem w stanie zweryfikować że godzinne zejście na planetę w innej galaktyce zajmie kilkanaście lat wg czasu na statku który pozostał na orbicie – nie. Czy milość, grawitacja, czas mogą być postrzegane jako kolejne wymiary? A dlaczego nie? Jeśli ktoś jest na tyle mocny żeby to tak sobie kategorycznie powykluczać to zapraszam po odbiór nagrody do Sztoklholmu. Teorie wszystkiego i strun chyba sie jeszcze nie zdewaluowały. My tymczasem jesteśmy w kinie. A szczytem wszystkiego jest pisanie przez ‚znawców kina co to niejedno obejrzeli’ o białych plamach w scenariuszu (konkrety zawsze proszę w takich sytuacjach, bo mnie jedna z moich części ciała strzela za każdym razem jak przeczytam taki kwiatek), skoro nie podjęło sie trudu zgłębienia rozumkiem nie tylko warstwy fabularnej, ale i tego co ze sobą ona niesie. A te 2 aspekty akurat w się w Interstellar zazebiają. W pełni.

    Interstellar jest IMHO kolejną wersją odwiecznej hostorii o ludzkości, opowiedzianą w roku 2014 i dla człowieka z początku wieku XXI. Historią na wskroś przesiąkniętą prawdziwie ludzkimi cechami: honorem, zwątpieniem, nieustającą nadzieją, nieuczciwością, dążeniem do niemożliwego. Kluczem jest tu właśnie, poprzez metaforę odysei/eksploracji: dążenie. Do czegoś nowego, wspanialszego. Do ratunku, wyzwolenia, do szczęścia, do wzrastania, do wypełnienia obietnicy, do odkrycia, rozwiązania, perfekcji, do czegoś, czego jeszcze nie znamy. Do ucieczki od śmierci, pokonania ograniczeń. Dążenie, które jeszcze długo, pewnie nigdy, się nie skończy. Ludzki los w pigułce. Tylko tyle i aż tyle, bo to najprostsze elementy są czymś, nad czym można się zachwycić i nad czym można zapłakać. Czymś co dotyczy każdego bez wyjątku. Przykład – potęga uczuć w scenie odsłuchiwania przez w gruncie rzeczy prostego gościa wiadomości od dzieci z kilkudziesięciu lat. Czy też czysto samolubne doktora granego przez Matta Damona. Doprawdy cholernie trudno wskazać we współczesnym kinie porównywalny film, który uniósłby taki ciężar. Bo sprawność realizacyjna i techniczna produkcji, które wchodzą od paru lat do kin jest bez zarzutu, ale odwagi w podejmowaniu grubych tematów, tym bardziej w mainstreamie, jakoś u nikogo nie widać. I nie chodzi mi tutaj o problemy codzienności, ale o podjęcie próby zmierzenia się z dogmatami wiary, nauki i struktury całej tej układanki.

    Jest jeszcze forma, a jakże. Od powodzenia wyprawy do kolej galaktyki i potem poza horyzont zdarzeń zależy przetrwanie ludzkości. No więc w filmie nie będzie doprawdy ciętych ripost, chwytliwych kawałków muzycznych w tle, wyluzowanych gości i mrugania oczkiem do widza. Od tego jest kino stricte rozrywkowe, i niech takie też powstaje. Zamiast tego znajdziemy bombardujące małżowiny uszne organy przy opuszczeniu Ziemi, absolutnie niesamowicie zmontowane i zrealizowane sekwencje w przestrzeni kosmicznej, bezkres i pustkę na jej granicach do których człowiek może dotrzeć – i wreszcie tych właśnie słabych ludzi, którzy je przekroczą.

    Im dłużej o filmie myślę tym bardziej jestem skłonny zaliczyc go do, moich przynajmniej prywatnych, kinowych kolosów. Może być nawet naiwny, pełen patosu i takie tam – zgoda. W niczym to nie umniejsza jego rangi. Wg mnie wbrew pozorom jest tylko kilkadziesiąt filmów, które można uznać za monumentalne, kompletne, ponadczasowe nośniki kinowej wiedzy o, powiedzmy, kulturalnym wymiarze egzystencji. I tej niewidocznej nici wiążącej ludzi i wydarzenia w tych wszystkich wymiarach, niezaleznie od ich liczby, zwanej Bogiem czy jakkolwek inaczej . Stalker. Cienka czerwona linia. Syberiada. 2001: Odyseja kosmiczna. Czas Apokalipsy. Solaris. Władca Pierscieni, Tak, tak, same naiwne bajki, a Interstellar między nimi.

    • Noodles

      Aż klawiatura zaczęła mi
      się domagać dopisania własnej refleksji (niekoniecznie od
      razu opinii – ta pewnie przekroczyłaby objętość przyzwoitą dla forum)…,
      przy czym na film.org to jeszcze ma jakiś sens; na wiadomo jakim portalu raczej
      już nie.

      W trzech zdaniach tylko o komentarzach
      „fizyków” pod różnymi forami – analiza potencjalnych
      nieścisłości projekcji „Interstellar” z teoriami, które na razie
      pozostają teoriami, dla laika w temacie jest porównywalna z mieszaniem z błotem
      np. „300” za nieścisłość historyczną. Albo z bardziej przyziemnych
      tematów np. zarzutem braku realizmu w „Wilku z Wall Street”
      – tak jakby w filmach fabularnych bardziej chodziło o
      odzwierciedlenie epoki/środowiska/sytuacji/teorii niż o opowiedzenie historii
      która ma poruszyć. Pasjonująca może być książka dot. mikrobiologii, historii
      myśli ekonomicznej, matematyki teoretycznej, ale zasady rynkowe są jedne i film
      który kosztuje 180 mln musi mieć potencjał na minimum 200mln – na samych
      pasjonatach danego zagadnienia tego nie zrobi, stąd film musi mieć swoją
      dramaturgię i być oglądalny dla potencjalnie milionów osób; jeśli
      wykorzysta dodatkowo ciekawy koncept i zainteresuje, tym tak naprawdę lepiej
      dla widza.

      Zgadzam się absolutnie z opisanym przez Marcina J
      podejściem open-minded, i to nie tylko do kina, ani nawet szerzej
      – form kultury. O wiele łatwiej wtedy NIE koncentrować się na
      drobniejszych błędach a także NIE interpretować niektórych skrótów jako
      braku logiki. Co nie znaczy że należy być bezkrytycznym i „łykać
      jak młody pelikan” – śmieć trzeba nazwać śmieciem.

      W samym filmie – jeśli ktoś zechce – można
      znaleźć potężne a mimo to podstawowe tematy, widać że reżyserowi też się
      chciało opowiedzieć o czymś więcej, wyjść poza zakres dotychczasowej
      twórczości. Poruszył bowiem kwestie wartości, wcześniej wg
      mnie najbardziej widoczne w TDK (w takiej „Incepcji”,
      „Prestiżu”, „Memento” nie było to wyraźnie zaznaczone). Co
      więcej – podjął także kwestię hierarchizacji wartości i to już zaczyna się
      kłócić z pojęciem amerykański blockbuster. Historia jest ostatecznie
      prosta (zaleta!), zahacza o tematy sensu, konieczności i
      poświęcenia (wybór głównego bohatera), miłości, wyboru mniejszego zła
      (zamiennie: robienia tego co należy zrobić – np. scena wyboru jednej
      z dwóch pozostałych planet) oraz co najmniej paru innych. Do tego dochodzi świetna
      nienachalna realizacja – vide dryf statku kosmicznego w zupełnej ciszy, muzyka
      która (tu jest chyba powszechna zgoda) jest fantastyczna a w odpowiednich
      momentach kontrowana ciszą, gigantyczna fala na pierwszej planecie itd.
      Wszystko to sprawia że błędy nawet jeśli są (a przecież są) można zostawić jako
      błędy zdecydowanie poniżej progu istotności, a w film po prostu wejść. Przez
      to te kilka pytań które się pojawi, nie będzie dydaktyką („film
      stawia ważne pytania o…”) a raczej odwołaniem do samych wartości i
      tego na ile je rozumiemy / akceptujemy / na ile się z nimi utożsamiamy – oczywiście jeśli zechce iść tą ścieżką. I brzmi
      to pewnie co najmniej patetycznie – oczywiście, można nie lubić dużych słów.
      Uważam jednak że są zagadnienia które nierozerwalnie wiążą się z jakimś tam patosem,
      i niekoniecznie są to czarne dziury.

      Podsumowując, jest to film gdzie znajdzie się
      parę bzdur ale też dużo więcej kina jako takiego. Polecam pójść do kina bez
      uprzedzeń, ja wyszedłem z seansu dostając więcej niż się spodziewałem.

      PS. W tekście celowo jest brak jakiejkolwiek
      analizy filmu. Porządna zajęłaby sporo miejsca i – za dużo na ten moment –
      czasu, a tylko porządną analizę jest sens robić.

  • Borygo

    Dorabiać ideologię do blockbustera mission completed
    Myth Busted XD

  • Wczoraj wieczorem obejrzałam 50 Twarzy Greya <3 kocham go
    http://www.Piecdziesiat-twarzy-Greya-hd.rfv.pl

  • Joe Chip

    No cóż. Chała straszna. Jak Nolan, średniej klasy reżyser który udaje, że robi kino dla dorosłych ( co tylko przy Memento jest prawdą ) a widzowie udają, że takie faktycznie robi, chce pójść dalej niż Kubrick proponuję mu żeby zajął się tematem multi-versów bo kino s-f w moim mniemaniu już powinno się tym na poważnie zająć, nawet zaproponowałbym mu współpracę z jednym zastrzeżeniem – odebrać mu całkowitą kontrolę nad pisaniem scenariusza. Facet jest sentymentalną pierdołą co budzi moje zażenowanie gdy tylko staram się oglądać te jego „dzieła”.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

CAMERIMAGE 2014 - Alan Rickman i jego nowy film

Następny tekst

INTERSTELLAR. Recenzja. URWANY FILM #63



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE