POLSKI WIKING. „Gry wojenne” Dariusza Jabłońskiego | FILM.ORG.PL

POLSKI WIKING. „Gry wojenne” Dariusza Jabłońskiego








Tekst gościnny
02.03.2015


 Autorką recenzji jest Małgorzata Kulisiewicz.

      

                              

                                                        V  jak Victory

7227298.3Nie ma w powojennej historii Polski postaci tak ważnej dla kształtowania naszej tożsamości jak pułkownik Ryszard Kukliński, bohater czasów „zimnej wojny”, według określenia prof. Zbigniewa Brzezińskiego – pierwszy polski oficer w NATO. „Znajdzie własne miejsce w historii. Będzie fascynował historyków i publicystów, wszystkich ludzi, będzie się o nim dyskutować w przyszłości i w końcu zostanie powszechnie uznany za bohatera. Jestem przekonany, że w dłuższej perspektywie zwycięży” – pisał o nim  Jan Nowak – Jeziorański.

Kształtowanie tożsamości nie dokonuje się samo, jest nam zadane i tu właśnie widzę ważne miejsce filmów takich jak „Gry wojenne” Dariusza Jabłońskiego, rzetelnych i wspaniale udokumentowanych obrazów.  Reżyser miał niezwykle trudne zadanie z wielu względów. Przede wszystkim zajmował się materią jeszcze żywą, budzącą kontrowersje. Były AK-owiec Bohdan Zieliński występujący w reportażu TVP Kraków o wizycie płk. Kuklińskiego w 1998 roku w Polsce pt. „Misja zakończona” Pawła Kudronia i Przemysława Trębacza uważa, że ci którzy źle oceniają pułkownika robią to ze strachu przed władzą najstarszych byłych władców Polski Ludowej. „Połowa Polaków w komunizmie to byli tacy pułkownicy Kuklińscy, którzy podjęli walkę o swoją duszę, a druga połowa to ci, którzy tę duszę zgubili. Homo Sovieticus uważa Kuklińskiego za zdrajcę.” – taka jest opinia historyka, prof. Józefa Szaniawskiego. W reportażach „Wizyta” Bożeny Górnickiej-Toporek i Beaty Kołaczyk (TVP Kraków 1998r.)  i „Misja zakończona” (jw.) przepytywani są zwykli przechodnie. Chylą czoła przed najdzielniejszym z dzielnych, dla wielu z nich jest to bohater, dla niektórych niestety – zdrajca. Dariusz Jabłoński w filmie „Gry wojenne” również pokazuje ludzi różnych opcji politycznych, bohaterów dramatu historii, ale niestety brakło miejsca na pokazanie podzielonego społeczeństwa, dla którego postawa wobec pułkownika jest jakby papierkiem lakmusowym postaw. W tak „gęstym” od faktów dokumencie nie starczyło sekund na konstatację, że groźne idee mogą się jeszcze odrodzić.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Dariusz Jabłoński oparł się w swoim filmie na kilku ważnych pytaniach narracyjnych. Komentarz narracyjny i kwestie pytające zadawane jakby nam – widzom i samemu sobie wygłasza reżyser własnym głosem:

Kim był pułkownik Kukliński? Co skłoniło człowieka, który miał czterdzieści dwa lata, żonę, dwóch synów, ciekawą pracę, żeglarstwo, do ryzyka? Co jest warte tego, by to wszystko stracić?

Skąd człowiek znajduje w sobie taką siłę, by wpływać na losy świata? Co wtedy myślał pułkownik? (o niektórych reakcjach na jego ucieczkę z kraju, o słynnej publikacji Jerzego Urbana w „Washington Post”). Jakie było znaczenie działań Kuklińskiego dla losów świata? Czy po ciosach od losu, które go spotkały, nie żałował tego, co zrobił?

35528_c

A zatem – kim był pułkownik Ryszard Kukliński? Opierając się  na wypowiedzi profesora Józefa Szaniawskiego można najkrócej określić, że był szefem Oddziału Planowania Obronno-Strategicznego w Sztabie Generalnym i oficerem łącznikowym między generałem Jaruzelskim a marszałkiem Dimitrijem Ustinowem, wszechwładnym ministrem obrony Rosji Sowieckiej  i prawą ręką Breżniewa. Wyprowadził w pole KGB i polską bezpiekę, i władców imperium zła, zdobył w Moskwie najtajniejsze plany strategiczne agresji na Europę Zachodnią, przekazał te plany sowieckie Stanom Zjednoczonym, w ten sposób zapobiegł wybuchowi trzeciej wojny światowej z użyciem broni atomowej. W sowieckich planach, jak się okazuje, było już od pierwszego dnia użycie od czterdziestu do siedemdziesięciu kilku ładunków atomowych na główne centra Europy Zachodniej. Jabłoński bierze do filmu wypowiedzi bezpośrednich świadków wydarzeń a nie komentatorów, jednym z których mógł być tutaj historyk profesor Józef Szaniawski. W ten sposób reżyser bardziej przybliża sylwetkę pułkownika, wyzwala lepszą identyfikację z bohaterem, gdyż odwołuje się nie tylko do sfery racjonalnych komentarzy. Poza tym próbuje stworzyć sytuację, gdy fakty będą mówić same za siebie. Narracja Jabłońskiego z offu jest bardziej uzupełnieniem filmowego obrazu niż komentarzem.

35528_6

W ten sposób znakomity dokumentalista dotarł i zgromadził w swoim filmie tak ważnych rozmówców jak: William E. Odom – szef wywiadu armii USA (1981 – 1985 r.), Walter Lang – były oficer CIA pod przykrywką amerykańskiej armii w Niemczech, James Simon – wyższy oficer CIA ds. sowieckich spraw wojskowych w latach siedemdziesiątych, Aris Pappas – analityk CIA (1975 – 2003), Peter Earnest – dyrektor Muzeum Szpiegostwa w Waszyngtonie i były wysoki rangą oficer CIA, płk. Les Griggs – specjalista ds. Europy Środkowo-Wschodniej, oficer wywiadu armii USA, Keith Melton – specjalista od urządzeń szpiegowskich i historyk wywiadu. Wszyscy oni albo bezpośrednio zetknęli się z Kuklińskim i jego sprawą lub pracowali z dokumentami zdobytymi przez pułkownika. Towarzyszyły im w filmie takie znakomitości jak profesor Zbigniew Brzeziński – doradca ds. bezpieczeństwa (1977-1981) prezydenta USA Jimmy`ego Cartera i między innymi prof. Richard Pipes – doradca prezydenta Ronalda Reagana ds. sowieckich. Ale najważniejsi dla filmowej narracji i unaocznienia wydarzeń byli bezpośredni aktorzy dramatu historii – Tom i Lucille Ryanowie, którzy wywieźli pułkownika z kraju w momencie największego zagrożenia, Sue Burggraf – łączniczka CIA w Warszawie, spotykająca się z Kuklińskim i przygotowująca jego ucieczkę oraz najbliższy przyjaciej pułkownika – najpierw poprzez listy, później już

w Stanach bezpośrednio – David Forden, który używał pseudonimu Daniel (w najtrudniejszych czasach pod tym pseudonimem kryło się kilku oficerów CIA, piszących w jego imieniu, o czym nie wiedział Kukliński). Forden był szefem słynnego Russia Department i również zapalonym żeglarzem. Kukliński poznał go na początku swojej współpracy z Amerykanami, a potem spotykał się z nimi w czasie szpiegowskich rejsów po Bałtyku w nadmorskich miejscowościach w Szwecji  i tak zaczęła się prawdziwie męska przyjaźń. W wieloletniej korespondencji, w trudnych chwilach David podtrzymywał Kuklińskiego na duchu, będąc dla niego także powiernikiem tym cenniejszym, że należy pamiętać, że wyjątkowe zadanie pułkownika niosło niesamowite napięcie, każdy dzień od początku groził zdemaskowaniem i karą śmierci. Pułkownik działał samotnie,  dla większego bezpieczeństwa bez wiedzy rodziny i najbliższych. Od lipca 1972 roku, rejsu  dla oficerów ze Sztabu Generalnego, od niemieckiego portu Wilhelmshaven, gdzie nawiązał kontakt z Amerykanami rozpoczęła się jego jakże dramatyczna ścieżka i zawsze pomagał mu David. Swój list rozpoczynający współpracę, zaadresowany do ambasady amerykańskiej w Bonn, wysłany właśnie z Wilhelmshaven, pułkownik podpisał P.V. Litera V oznaczała zwycięstwo – Victory, a P – polski, polish. Aby zapamiętać ten skrót Kukliński zakodował sobie dwa słowa: Polski Viking.

35528_2

                                                            Smutek w oczach

 

Kim był Kukliński? Tego nie wie już najmłodsze pokolenie amerykańskich żołnierzy, strzegących najważniejszego cmentarza wojskowego Stanów Zjednoczonych – Arlington, którzy rozmawiają z twórcą filmu. Można próbować z tego wyciągnąć optymistyczny wniosek, dobrze, że żyją w takiej wywalczonej między innymi przez pułkownika wolności, że już nie muszą wiedzieć na przykład o grożącej inwazji sowieckiej. Ale czy nie powinni wiedzieć, aby historia  nie powtórzyła się w takiej czy innej odmianie? Czy Kukliński musiał być osamotniony w 1986 roku po szkalującej publikacji Urbana? Czy nie wystarczyło, że był samotny w pozostających mu po ucieczce latach życia, kiedy to Kuklińscy z oczywistych względów nie prowadzili życia towarzyskiego. W filmie Hanna wspomina to osamotnienie z pełnym żalu wyrazem twarzy. Smutek w oczach ma również pułkownik na zdjęciu z Wigilii już po opuszczeniu Polski na jednej z fotografii zamieszczonych w filmie. Czy musieli zginąć synowie Kuklińskiego, Bogdan i Waldemar, w siedmiomiesięcznym odstępie? Jak wspomina w filmie Jan Nowak – Jeziorański: ” – Jakby Ojca Zadżumionych przypominał, tak spadał na niego cios za ciosem” . „Died so that we might live in freedom” – powiedział David Forden w jednej z bezpośrednich rozmów z Kuklińskim o amerykańskich bohaterach. Ale czy czegoś nie można było uniknąć? Te pytania, w przeciwieństwie do takich, na które odpowiada dokumentalista, pozostaną już bez odpowiedzi.

35528_4

Dariusz Jabłoński uważa pułkownika za bohatera i to odczytuje się z jego filmu, mimo że jak  w każdym dobrym dokumencie przedstawione są racje obu stron. Reżyser –  i to kolejna zasługa – dotarł do wszystkich ludzi ważnych w życiu Ryszarda Kuklińskiego. Również do byłych sowieckich wojskowych – marszałka Wiktora Kulikowa, marszałka Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego (1977 – 1989), gen. Wiktora Anoszkina, adiutanta marszałka Kulikowa, gen. Anatolija Gribkowa, szefa Sztabu układu Warszawskiego (1976 – 1989). Dariusz Jabłoński pokazał na ekranie również bezcenny dokument, tzw. „raboczają tietradź” Anoszkina, w którym były zapiski Rosjan dotyczące stanu wojennego,  że polska komunistyczna wierchuszka musi sama opanować sytuację  i odpowiedź gen. Jaruzelskiego: „Dobrze, ale pod warunkiem, że nam pomożecie”.

Jabłoński pozwolił również przemówić polskim generałom odpowiedzialnym za stan wojenny  i ustawił filmową narrację tak, by widz mógł sam wyciągnąć wnioski.

35528_1

Warstwę wypowiedzi świadków historii wzbogacają archiwalia filmowe, zdjęcia z inwazji na Czechosłowację w 1968 roku, z wydarzeń na Wybrzeżu, z wprowadzenia stanu wojennego w Polsce. Można było wybrać z archiwów bardziej wstrząsające fragmenty filmowe, bo takie są w zbiorach i nimi budować napięcie, by pokazać grozę, która niekiedy towarzyszyła życiu w PRL- u, a której już nie rozumie najmłodsze pokolenie Polaków. Jednakże zamysł był dobry. Jabłoński dotarł również do tak ciekawych dokumentów, jak teczki oficerów Ludowego Wojska Polskiego i oceny pułkownika Kuklińskiego jako żołnierza inteligentnego, zdolnego do trudnych syntez, a z materiałów fotograficznych do zdjęć marszałka Kulikowa z lat siedemdziesiątych. Do bezcennych materiałów historycznych należy również pierwszy list, wysłany przez Kuklińskiego do Amerykanów  z Wilhelmshaven, w którego istnienie nikt nie wierzył. „- Po czterech latach starań otrzymałem przesyłkę z CIA” – ta wypowiedź reżysera odzwierciedla też jego niesamowite zaangażowanie, które wiązało się z realizowanym filmem.

Tak więc znakomicie zrekonstruowana warstwa historyczna łączy się z chronologiczną i możliwie dokładnie prowadzoną narracją będącą rekonstrukcją życia pułkownika.

Tylko do jego dzieciństwa wracamy nie na początku filmu, lecz odrobinę później, gdy na ekranie pojawia się Roman Barszcz, przyjaciel Kuklińskiego  od najmłodszych lat. Udało się również zdobyć niezwykle osobiste i prawdziwe wyznania Hanny (według źródeł – Joanny, a właściwie ze śląska Johanny) Kuklińskiej, żony pułkownika. Właściwie wszystkie wypowiedzi w tym filmie są mocno nacechowane emocjonalnie, ale najsilniej uczucia wybrzmiewają z oczywistych względów w tych dwóch relacjach. Pani Hanna pokazuje rodzinne fotografie, które również stanowią unikalny dokument. Natomiast przy relacji Romana Barszcza, pełnego wigoru człowieka, reżyser pokusił się o jeszcze jeden zabieg inscenizacyjny. Przyjaciel Kuklińskiego nie tylko mówi o reakcjach pułkownika np.: o wydarzeniach w Czechosłowacji, ale je barwnie odtwarza, wręcz pokazuje, chodząc po tej samej przestrzeni, w której poruszał się pułkownik. Wszystko to pozwala ożywić postać bohatera. Niemniej brakuje filmowych zdjęć archiwalnych, na których pokazałby się żywy a nie fotograficzny Kukliński,  a takie istnieją, na przykład z wizyty pułkownika w Polsce w 1998 roku. Pułkownik Kukliński staje się w filmie Jabłońskiego „Wielkim Nieobecnym”, jednak odczuwa się to jako artystyczny brak, a nie jako celowy zabieg.

35528_3

W warstwie rekonstrukcji życia bohatera jako najbardziej pobieżną odbiera się relację o ucieczce pułkownika z Polski w momencie zagrożenia zdekonspirowaniem. Mógłby to być najmocniejszy moment narracyjny, budujący napięcie. Nawet profesor Szaniawski powiedział w „Rozmowach niedokończonych”, że to było jak z filmu i że to jest świetny materiał na ekran. W fabule mógłby to być punkt kulminacyjny. Jabłoński jakby się go przestraszył i nie zaakcentował wystarczająco silnie. „Gry wojenne” są filmem znakomitym, wskazuję tylko te nieliczne niedociągnięcia, które dzielą go od bycia arcydziełem dokumentu, a takim ten film mógłby być. Dla Jabłońskiego jego realizacja była przygodą samą w sobie, nawet bez satysfakcji, jaką daje pozytywny odbiór widzów. Ogarnął i doświadczył życia pułkownika, ogromnie ważnego punktu w historii Polski, włączył do filmu miejsca takie jak: Tampa na Florydzie, gdzie w ostatnich latach życia mieszkał pułkownik, Wilhelmshaven, Haga i Amsterdam, Waszyngton i Moskwa, Arlington i Warszawa – dom pułkownika przy ulicy Rajców, kościół św. Anny, z którego nadawał meldunki i nawet jacht „Legia”, którym odbywał rejsy. Konkretna przestrzeń związana z Kuklińskim.

Jabłoński, jak mówi w wywiadzie z krytykiem Arturem Cichmińskim  uświadomił sobie też, że robienie tego filmu jest wartością samą w sobie i czytał kolejne tysiące stron dokumentów  ze świadomością, że tego wszystkiego nie da się wykorzystać w jednym filmie. Na potrzeby swego dzieła przeprowadził research w polskich i europejskich archiwach filmowych i telewizyjnych, sprawdzając się jako dokumentalista   i jako pełen inwencji konstruktor narracji filmowej.

 

                                                     Jak w filmie sensacyjnym

 

Historia związana z pojawieniem się pomysłu na film i z powstaniem samego dokumentu jest również trochę jak z filmu sensacyjnego. Jabłoński pracował nad  jego realizacją ponad pięć lat. Pomysł nosił w sobie już od końca lat dziewięćdziesiątych. Spotkał się nawet z samym Ryszardem Kuklińskim. Wspomina go jako człowieka „ciepłego, skromnego, wręcz nieśmiałego”. Chciał, by pułkownik udzielił wyczerpujacej odpowiedzi na wiele jego pytań. Jednak tenże odmawiał. Jabłoński na początku „Gier wojennych” wspomina   w komentarzu odautorskim z offu: „Byłem tu z nim przez kilka dni. Kiedy po sześciu latach mi zaufał, przywiózł mnie tu, a potem zostawił  samego ze swoją tajemnicą”. Do zdjęć z udziałem Ryszarda Kuklińskiego nie doszło. Pułkownik umarł 11 lutego 2004 roku w miejscowości Tampa na Florydzie.

Jabłoński i Kukliński

Jabłoński i Kukliński

Widz kinowy po obejrzeniu tego filmu zostaje z poczuciem obcowania z tajemnicą, której nie da się rozwikłać do końca. Podobnie odbiera się wiele wybitnych filmów, które zbliżają się do granicy metafizycznych zagadek, nigdy jej nie przekraczając.

Co zrobił Jabłoński, gdy nie miał głównego rozmówcy? Zwrócił kamerę na siebie jako na kręcącego film reżysera i stworzył kolejną warstwę – aktualny (filmowo) czas powstawania dokumentu. Reżyser  w towarzystwie przyjaciela, ciągle milczącego Józefa Szaniawskiego bierze udział w uroczystościach żałobnych w Ambasadzie Amerykańskiej  w Warszawie, na prośbę Hanny Kuklińskiej przywozi urnę z prochami pułkownika do Warszawy przez cały czas filmując te wydarzenia i dodatkowo komentując je z offu. Urna owinięta jest w polską flagę, która wisiała w rozgłośni Radia Wolna Europa. Trudno było w takiej sytuacji uniknąć patosu  i powagi, akurat związany z tym zarzut jest absurdalny. Co ciekawe film o pułkowniku najbardziej nie podoba się  przeciwnikom jego poglądów, ale nawet ludzie nieprzekonani zauważają tylko drobnostki, z wielu recenzji odczytuje się raczej szacunek  do warsztatu filmowego twórcy.

Zwrócenie kamery na samego siebie jako na filmującego reżysera dało tu dodatkowy efekt artystyczny, pokazało jak sztuka splata się z życiem i dodało autentyzmu opowieści. Pojawiają się również elementy stylizacji obrazu filmowego na film sensacyjny. Znakomite zdjęcia Tomasza Michałowskiego z wnętrz samochodów, wiecznie uciekających lub podążających za czymś, z pokładu jachtu,  z zatłoczonych ulic współczesnych miast, przesiąknięte są spojrzeniem jak z filmu sensacyjnego lub szpiegowskiego, dynamiczne i niepokojące. Nawet w komentarzu z offu pojawiają się wiarygodnie brzmiące spostrzeżenia: „ktoś za nami jedzie”, podnoszące napięcie w filmie. Jabłoński opowiada w dokumencie również o tym, jak go realizował, na przykład jak czekał na maile od agentów CIA, nieraz kilka lat, pokazuje nam również, jakie miał trudności  przy sfilmowaniu uroczystości żałobnych pułkownika  w Stanach.

Jabłoński nakierowywał odbiór swojego filmu na młodego odbiorcę, być może mając w pamięci zachowanie młodziutkich żołnierzy pilnujących cmentarza w Arlington i nigdy nawet niesłyszących o działaniach pułkownika. Młody widz w Polsce, który też być może niewiele wie o tym fragmencie historii, ma dokładny i dość prosty (w tym przypadku to nie jest zarzut) komentarz i inscenizację fabularną stylizowaną na grę komputerową realizowaną poprzez animację. Stąd właśnie tytułowe „gry wojenne”, które robią niesamowite wrażenie, pokazując wirtualnie, do czego mogła prowadzić w przeszłości polityka sowiecka i przed czym uchronił świat Kukliński. To można było pokazać tylko w ten sposób – pomysł prosty i błyskotliwy. Przy okazji pojawia się refleksja, że dokument Jabłońskiego powinien stanowić filmową lekturę obowiązkową dla polskiego widza, a z frekwencją nie było chyba w kinach najlepiej i nie jest to kwestia związana z promocją filmu, tylko raczej ze stanem naszej teraźniejszej świadomości kulturowej. A animacja 2D i 3D, w której wykonana jest „gra wojenna” jest niezwykle widowiskowa. Przedstawia ona podział militarny Europy i teatr potencjalnych zdarzeń zbrojnych i grożącego unicestwienia.

Zasługą filmu jest też to, że bardzo zdolna osoba wykonująca efekty komputerowe stworzyła również efekt iluzji trzeciego wymiaru w zwykłych dwuwymiarowych fotografiach i większość unikalnych zdjęć została w całym filmie „ożywiona” w ten sposób, tworząc ciekawy artystyczny środek wyrazu, po raz pierwszy w takim stopniu w filmie dokumentalnym.

Dariusz Jabłoński i Tomasz Michałowski (autor zdjęć również do „Fotoamatora” tegoż reżysera) wymyślili do tego filmu użycie trzech technik zdjęciowych. Ważne wywiady ze świadkami historii   i osobami bliskimi Kuklińskiemu rejestrowano na taśmie światłoczułej, dbając o perfekcyjne oświetlenie i przemyślaną kompozycję obrazu. W podobnej technice realizowano kreacyjną warstwę filmu czyli obrazy stylizowane na sensacyjne, zdjęcia z jachtu oraz autentyczne miejsca związane z pułkownikiem. Wydarzenia toczące się na bieżąco przed kamerą zarejestrowano telewizyjną techniką cyfrową, filmując często „z ręki” i zachowując charakter materiałów chwytanych ad hoc. Reżyser posługiwał się również trzecią kamerą o małych rozmiarach, która dawała możliwość bardzo osobistej narracji, rejestrując sceny często bez świadomości filmowanych osób. Nowoczesne techniki filmowania idą w sukurs przemyślanej i wyrafinowanej narracji, co nie jest bez znaczenia w odbiorze filmu przez młodych kinomanów.

Reżyser stworzył film, który poprzez swoją ciekawą konstrukcję i pomysłowe środki wyrazu działa na świadomość i podświadomość widza i przedstawia archetyp bohatera, wojownika, a z polskiej tradycji oczywiście bohatera z dramatu  romantycznego.

Pułkownik Kukliński nie jest tu tylko postacią ze szkolnej czytanki, choć takie niebezpieczeństwo niósł temat, ale osobą związaną z mitem i tworzy mit. Mit Prometeusza, który wykradł ogień bogom, by ratować ludzi i  bohaterskie mity naszej podświadomości zbiorowej łączą się z postacią swoistego jungowskiego „trickstera”, który przechytrzył zło. Postać pułkownika przedstawiona jest w wymiarze tragedii greckiej, gdzie następne pokolenia niosą fatum przeznaczone ich ojcom. Jak bohater Josepha Conrada – Korzeniowskiego – walczy z losem. Kukliński był wiernym czytelnikiem Conrada, potem już w Ameryce czytał go w oryginale i w jakiś sposób odkrywał na nowo. Swój amerykański jacht nazwał „Smuga cienia”. Jak Conrad ukochał morze. Symbol bezkresnej morskiej przestrzeni, uosobienie wolności  pojawia się w wielu miejscach filmu i kończy ten dokument. W ostatnich ujęciach pojawiają się też wzbijające się w niebo mewy i ujęcie morza filmowanego z lotu ptaka.

Czy już wiemy, kim był pułkownik Kukliński? To pytanie trzeba zadać teraz widzom. Cytując z powieści Marii Nurowskiej ( z jej niedosłownym tytułem „Mój przyjaciel zdrajca”) i próbując odpowiedzieć na inne pytania Jabłońskiego, oddajmy głos pułkownikowi: „Przecież moja kariera w wojsku świetnie się rozwijała, miałem dom w pięknej okolicy, jacht, słowem – wszystko, co jest potrzebne człowiekowi do szczęścia. A ja to zamieniłem na wieczny niepokój, na oglądanie się za siebie, nasłuchiwanie, czy już po mnie nie idą. Dlaczego? Może dlatego, że już nie chciałem być nawozem historii, że chciałem sam ją tworzyć.”

 

Tekst gościnny

Tekst gościnny

Jeśli potrafisz pisać recenzje lub artykuły filmowe (które zazwyczaj lądują w Twojej szufladzie), a chciałbyś zaprezentować się przed tysiącami czytelników, możesz gościnnie publikować na naszej stronie! Przy większej i regularnej liczbie tekstów, takie osoby takie dopisujemy do stałej współpracy.
Napisz do nas: wspolpraca@film.org.pl
Tekst gościnny






  • Kambei

    „Dlaczego? Może dlatego, że już nie chciałem być nawozem historii, że chciałem sam ją tworzyć.”

    A może dlatego, że ładniej mu pachniały waszyngtońskie dolary niż chleb i sól ziemi ojczystej?
    Jak rozumiem, redakcja KMFu nie odpowiada za wartość merytoryczną publikowanych tekstów?
    Po odtajnieniu Dyrektywy nr 59, podpisanej przez Cartera w lipcu 1980 r., tylko zupełny ciemniak może w prometejskość postępku Kuklińskiego. W rzeczywistości Kukliński nie tylko nie zapobiegł III wojnie światowej, ale swoimi rewelacjami przekazanymi CIA omal do takiej wojny nie doprowadził. Otóż wspomniana Dyrektywa 59 zakładała prewencyjny atak nuklearny NATO na kraje Bloku Wschodniego, a Kukliński zdradził Amerykanom rozmieszczenie obiektów strategicznych dla tego ataku. Tak więc pamiętajcie: Kukliński za dolary CIA pomagał wyznaczyć cele w Polsce dla USrańskich rakiet. Robić z kogoś takiego bohatera mogą tylko neokoni pokroju Z. Brzeińskiego oraz ich pieski w rodzaju Radzia Sikorskiego czy Wałęsy. Im rzeczywiście Kukliński się przysłużył, zwykłemu Polakowi nie.
    Trzeba też pamiętać, że USA to jedyny do dnia dzisiejszego kraj, który użył broni jądrowej przeciwko ludziom, z czego w dalszym ciągu nie został rozliczony (Hiroszima i Nagasaki). A autorce widać dopisuje czarne poczucie humoru, kiedy pisze o „wolności”, jaka nastąpiła po upadku ZSRR. W istocie była to wolność dla globalistycznych zakusów USA, które odtąd mogły już bezkarnie bombardować, traktować „doktryną szoku” i pustoszyć kolejne kraje. Gdy zniknął Układ Warszawski błyskawicznie wyszło szydło z wora i okazało się, gdzie tak naprawdę leży „imperium zła”.






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Przeznaczenie

Następny tekst

Pani z przedszkola



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE