FARGO - noir w negatywie. Analiza filmu braci Coen. | FILM.ORG.PL

FARGO – noir w negatywie. Analiza filmu braci Coen.








Miłosz Drewniak
09.03.2016


Strony: 1 2

15 listopada 2001 roku w Detroit Lakes, w stanie Minnesota, zostaje odkryte ciało 28-letniej Takako Konishi – turystki z Tokio. Policja w toku śledztwa ustala, że popełniła ona samobójstwo po tym, jak dowiedziała się, że informacja otwierająca film Fargo o prawdziwych wydarzeniach w nim przedstawionych jest… kłamstwem. Okazuje się, że Konishi przyleciała do Ameryki, żeby znaleźć nieistniejącą walizkę, zakopaną gdzieś na śnieżnej pustyni stanu Minnesota.

fargo_61109-1440x900

Trudno nie zauważyć, że w tej tragikomicznej, z życia wziętej historii zawiera się kwintesencja czarnego humoru i przewrotności, znaczących od zawsze twórczość braci Coen. I rzeczywiście! Bracia kpią sobie z widza, gdy na samym początku tego teatru absurdu serwują nam informację:

Film ukazuje autentyczne wydarzenia, które miały miejsce w stanie Minnesota w 1987 r. Na prośbę ocalałych uczestników zdarzeń zmieniono imiona i nazwiska. Z szacunku dla zmarłych przedstawiono całą resztę bez zmian”.

Dlaczego Coenowie tak okrutnie sobie z nas zadrwili? Być może zrobili to dla zabawy, która skończyła się tragicznie (co jakże pasuje do ich charakteru pisma!). Może chcieli przez to powiedzieć, że to nie bracia Coen piszą tak popaprane historie, tylko samo życie. Tak czy inaczej, jeżeli widz dotrwa cierpliwie do końca napisów, zda sobie sprawę, że wyszedł na głupka, gdy przeczyta informację o tym, że postacie w filmie są fikcyjne, a ich wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób jest przypadkowe.

 

INTRYGA RODEM Z CZARNEGO KRYMINAŁU

 

Film opowiada historię Jerry’ego Lundegaarda (William H. Macy) – dealera samochodowego, który przez swoje niespełnione ambicje nieświadomie zainicjuje cykl wydarzeń, które doprowadzą do śmierci siedmiu osób. 

large fargo blu-ray1

Jerry ma pomysł na biznes. Wszystko, czego potrzebuje, to pokaźny kapitał, którego odmawia mu jego zamożny teść (uważający go za życiowego nieudacznika i marną partię dla córki). Jerry bierze swój los w swoje własne ręce i wynajmuje dwóch zbirów (Steve Buscemi, Peter Stormare), którzy dostają zadanie porwania żony Jerry’ego (Kristin Rudrud). Lundegaard ma otrzymać połowę okupu, zapłaconego przez teścia (Harve Presnell). Robota ma być czysta, bez żadnej przemocy i co za tym idzie – ofiar. Jednak cały układ zmienia się diametralnie, gdy organizator całego zajścia odbiera telefon od jednego z porywaczy: „Polała się krew, Jerry” – słyszy przez słuchawkę. Wszystko zaczyna się, gdy gangsterzy zostają zatrzymani przez policję z powodu głupstwa. Gdy funkcjonariusz odmawia przyjęcia łapówki, jeden z porywaczy – Gaear – wyciąga pistolet i strzela mu w głowę. Nie mogą ryzykować przeszukania – na tylnym siedzeniu wiozą uprowadzoną żonę Jerry’ego. W tym miejscu chyba po raz pierwszy w Fargo będziemy mogli podziwiać maestrię Coenów w posługiwaniu się ślepym przypadkiem. Oto z naprzeciwka nadjeżdża samochód z przerażonym kierowcą i młodą dziewczyną. Po krótkim pościgu niewygodni świadkowie zostają wyeliminowani. Tak oto w ciągu kilku zaledwie minut „czysta robota” zamienia się w krwawą jatkę z trzema niewinnymi ofiarami. Nad sprawą zagadkowych morderstw pracuje Marge Gunderson (Frances McDormand) – poczciwa i trochę naiwna policjantka w zaawansowanej ciąży, która do swojej pracy podchodzi z wyraźnym dystansem.

FILM BLANC

Fargo, jako dzieło zaliczane do postmodernistycznego systemu sygnifikacji, igra z konwencją gatunków kryminalnych. Świat przedstawiony – jak to u braci Coen – jest tutaj postawiony na głowie i wydaje się przeczyć wszystkim zasadom kryminalnego schematu. Po obejrzeniu Fargo zauważyłem coś, co mogło nie być świadomym zabiegiem twórców, a jeśli faktycznie nie było, to jest to rzecz tym bardziej pociągająca i godna uwagi. Myślę tu o konstrukcji świata przedstawionego, która wydaje się być kompletnym przeciwieństwem konstrukcji diegezy filmów noir. Skąd taki sąd?

25827_2

W filmie czarnym świat jest spaczony, epatujący mrokiem i zarażający nim postacie go zamieszkujące. No właśnie – to świat i środowisko oddziałuje na postacie, nie odwrotnie. Pełno w filmach noir gangsterów, oprychów, prostytutek i skorumpowanych policjantów. Praktycznie nikt nie postępuje moralnie, każdy w większym lub mniejszym stopniu jest zarażony zgnilizną otoczenia. Każdy ma brudne ręce, co jest koniecznym następstwem życia w tym wybrakowanym świecie. Jednak każdy miłośnik prozy Chandlera wie, że detektyw Philip Marlowe w głębi duszy jest dobrym człowiekiem, który ze wszystkich sił broni się przed ową zgnilizną (jego orężem jest sarkazm). Miejscem akcji zawsze jest duże miasto – tonące w półcieniu i pełne podejrzanych zaułków.

U braci Coen wartości są odwrócone. To świat jest dobry i zharmonizowany, nienaruszony przez zło – w pewnym sensie „dziewiczy”.

fargo

Przyjrzyjmy się chociażby środowisku miasteczka Brainerd, w którym popełniono morderstwa. Jego mieszkańcy to poczciwi i prostolinijni ludzie, dla których zbrodnia i okrucieństwo są swoistą anomalią. Są na tyle obce, że nie potrafią nawet określić, jak wyglądają poszukiwani bandyci. Jedynym określeniem, jakie przychodzi im do głowy, jest „śmiesznie”. „Co to znaczy <śmiesznie>?” – dopytują się funkcjonariusze. „Bo ja wiem? Po prostu śmiesznie. W ogólnym znaczeniu” – twierdzi jedna z przesłuchiwanych prostytutek, a później właściciel baru. W sennym miasteczku panuje przyjazna atmosfera, każdy zna każdego i wszyscy są dla siebie do bólu uprzejmi. Swojskości dodaje klimatowi Brainerd i w ogóle całej Minnesoty specyficzny akcent, używany tylko przez postacie pozytywne (zresztą bracia są znani z przerysowywania różnych akcentów w swoich filmach). Denerwujące „yaaa?”, „oh, yaaa” prześladuje nas przez cały film i rozczula, pogłębiając naszą więź z mieszkańcami.

Wszyscy wydają się zadowoleni i szczęśliwi (wymowne są tutaj szerokie, wręcz nienaturalne uśmiechy, które przez cały film nie schodzą z twarzy poczciwców z Brainerd), żyjąc sobie spokojnie tam, gdzie diabeł mówi dobranoc i zajmując się swoimi sprawami. Interesującą postacią jest w filmie postać Marge Gundesron, w którą wcieliła się bezbłędna Frances McDormand. W środku nocy policjantka otrzymuje zawiadomienie o potrójnym morderstwie. Zwleka się z łóżka, gdy jej troskliwy mąż – wyglądający na rasowego domatora – oświadcza, że nie wypuści jej bez śniadania. Ich przytulne gniazdko emanuje ciepłem i czułością i dlatego mogłoby stanowić pewien rodzaj metonimii dla całego Brainerd i w ogóle świata wykreowanego przez braci Coen. Marge i jej partner na miejscu zbrodni właściwie sprawiają wrażenie, że nie do końca wiedzą, co robią. Jakby brutalne morderstwo było dla nich nowością. Gawędzą sobie o codziennych sprawach, tak jakby nie do końca rozumieli powagę sytuacji.

Miłosz Drewniak

Miłosz Drewniak

Rocznik ’91, czyli wychował się na filmach z Indianą Jonesem i chyba dlatego nie lubi w kinie smętnego bergmanowania. Skończył polonistykę we Wrocławiu, broniąc pracy na temat słowa w filmach Quentina Tarantino. Na stałe związany jest z film.org.pl, ale publikował też na łamach portalu Noir Café i rocznika naukowego „Studia Filmoznawcze”. Top (bez szczególnego porządku): "Zezowate szczęście", "Popiół i diament", "Słodkie życie", "Osiem i pół", "Do utraty tchu", "Fargo", "Big Lebowski", "Pulp Fiction", "Złap mnie, jeśli potrafisz", "Dogville".
Miłosz Drewniak

Strony: 1 2





  • Redlich

    Najlepszy film braci Coen. gdyby szukać filmu, w którym pokazana jest esencja ich stylu to trzeba wybrać Fargo. Absurdalny, ironiczny, wchodzący w dyskusję z kinowymi schematami, gatunkami. I te dialogi, aktorstwo, biel. Zdecydowanie jeden z najlepszych filmów XX wieku.

    Świetna analiza!!

    • Jerzy Babarowski

      Od kiedy to biel jest znakiem rozpoznawczym braci Coen? :) Ale zgadzam się, dla mnie to też ich najlepszy film.

  • Mefisto

    Bardzo fajny tekst – nigdy w sumie nie patrzyłem przez ten pryzmat na Fargo, które dla mnie jest bardziej zgrywą, jakże typową dla braci, niemniej ma to wszystko sens i w takim podejściu. A to tylko udowadnia jak udany jest to film.

    • Jerzy Babarowski

      Dla mnie „Fargo” nigdy zgrywą nie było, ale rozumiem też takie spojrzenie na ten film :)

      • Mefisto

        Zgrywa rzecz jasna w cudzysłowiu, jak to zwykle u nich :)

        • john.m.

          Prędzej w cudzysłowie.

          • Mefisto

            no nie tak prędzej, bo po dwóch latach xD

  • nocomment
  • Jerzy Babarowski

    A ja trochę ponarzekam. Fajna analiza i podoba mi się jej teza – również nie myślałem o „Fargo” wcześniej w ten sposób – nie zgadzam się natomiast z niektórymi Twoimi wnioskami. Owszem, takie „odwrócone” spojrzenie na konwencje gatunkowe ma tu jak najbardziej sens (świetny pomysł z gatunkiem „filmu blanc” :)), ale nie dopatrywałbym się tutaj świadomego zagrania Coenów – otóż Coenowie wychowali się w Minnesocie, znają te rejony bardzo dobrze i z tego, co o „Fargo” czytałem i oglądałem chcieli po prostu oddać klimat i atmosferę tego miejsca w filmie. Tamtejsi ludzie naprawdę tacy są, tak się zachowują i tak mówią. Nie sądzę, że kierował nimi jakiś zamiar zagrania z konwencjami gatunkowymi, ile po prostu chęć szczerego i realistycznego przedstawienia miejsc, które tak dobrze znali. „Fargo” jest zresztą w tamtych stronach filmem kultowym, każdego roku odbywają się jego seanse, a parę linijek z filmu weszło tam do codziennego słownika (np. „I’m not sure I agree with you a hundred percent on your police work, there, Lou.” :))

    Sprawa kolejna to postać Jerry’ego – nie zgodzę się, że Coenowie potępiają go za ambicję i że przesłaniem filmu jest bycie zadowolonym z tego, co się ma. Przecież w końcowej scenie mąż Marge właśnie osiąga jakiś sukces – drobny bo drobny, ale jednak. Wiesz dlaczego Jerry’ego spotyka kara? Dlatego, że każe dwóm oprychom porwać swoją żonę, matkę swojego dziecka, a potem wyłudzić kasę od swojego teścia – dlatego :) To nie jest już żadna ambicja tylko poważna choroba psychiczna. I – przynajmniej we mnie – jego postać od samego początku nie wzbudza żadnej sympatii. Koleś ma pracę załatwioną mu przez teścia, ściemnia klientom i jest tak skrajnie egoistyczny, że decydując się na plan porwania swojej żony zapomina o własnym synu, o tym jak się będzie z tym czuł. Śmieć i szczur, a scenę jego złapania pod koniec filmu oglądałem z dziką satysfakcją ;]

    Nie zgodzę się również z utożsamianiem niewinności i czystości mieszkańców Fargo z naiwnością i głupotą, a zwłaszcza, że metody działania policji pozostawiają wiele do życzenia. Przecież Marge mimo swojego łagodnego i pełnego dobroci uosobienia jest też właśnie przykładem nienagannego wykonywania swojej pracy – jest inteligentna i spostrzegawcza, łączy poszlaki, które umykają jej partnerom, prawidłowo odczytuje miejsce popełnienia zbrodni i na skutek zupełnie niepowiązanego ze sprawą wydarzenia domyśla się, że Jerry kłamie. Coenowie właśnie w jej postaci chcieli pokazać kogoś krystalicznie niewinnego, który jednocześnie z najwyższym poświęceniem i skutecznością wykonuje swoją pracę; policjantkę, która rozwiązuje tak absurdalną sprawę mimo wyraźnie zaawansowanej ciąży. Kontrasty – o to w jej postaci chodziło.

    Aha, jeszcze jedno: to nie jest tak, że wydarzenia przedstawione w „Fargo” są w 100% fikcyjne. To wszystko się zdarzyło naprawdę, z tym, że nie stanowiło jednolitej historii – Coenowie po prostu wzięli różne wydarzenia, które się na przestrzeni lat rozegrały w tych miejscach (tzn. był przypadek męża, który zlecił porwanie swojej żony dla okupu, był przypadek zabicia kogoś w rębaku do drewna, itd…) i złączyli je w jedną fabułę.

    Jeszcze chyba miałem jakieś zastrzeżenia, ale zapomniałem jakie, a nie chce mi się jeszcze raz przeglądać całego tekstu :) Tak czy siak, fajna analiza, oryginalne podejście, ciekawe spostrzeżenia, tylko po prostu nie zgadzam się z niektórymi wnioskami, tyle.

    • Teddy

      Nie zgadzam się w pierwszym akapicie. Coenowie są zbyt inteligentni, żeby przedstawienie scenerii zbrodni jako śnieżnobiałego pustkowia, zamieszkanego przez groteskowo miłych ludźmi było zbiegiem okoliczności. Owszem, tamtejsi ludzie mówią w podobny sposób, ale przecież wszystko zostało podkręcone o 100%, przerysowane do granic oglądalności. Być może nie było to odwołanie do filmów noir, ale też nie realistyczne przedstawienie miejsca akcji.

      Na myśl przychodzi mi Django, gdzie Tarantino w podobny sposób przestawił akcent Tennessee.

  • Pingback: Nowe oblicze FARGO | FILM.ORG.PL()






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

NOTATKI O SKANDALU. Pióro silniejsze od miecza

Następny tekst

ŻÓŁTA CEGLANA DROGA #14



Strony: 1 2

OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE