Słów kilka o adaptacji, która pozornie nie mogła się udać | FILM.ORG.PL

Słów kilka o adaptacji, która pozornie nie mogła się udać








Piotr Han
28.01.2013


Powieść o dwóch tytułach

„Katedra Marii Panny w Paryżu” (znana również jako „Dzwonnik z Notre Dame”) Wiktora Hugo jest jedną z najsłynniejszych książek w historii literatury. Data jej premiery –  rok 1831 – stanowi jeden z punktów zwrotnych w rozwoju powieściopisarstwa. Dotyka nieporuszanych wcześniej w beletrystyce kwestii i tematów. Hugo stworzył wielowątkowe i niezwykle rozbudowane dzieło – przez karty przewija się kilkudziesięciu bohaterów, spośród których praktycznie żaden nie jest jednoznacznie dobry lub zły. Całość zaś utrzymana jest raczej w ponurej atmosferze – piętnastowieczny Paryż nie jawi się, jako przyjazne miejsce. Słowem: nie jest to książka, którą można czytać dziecku do snu.

Włodarze wytwórni Disneya byli jednak innego zdania. Dlatego też, po kilkunastu filmach aktorskich, serialach, adaptacjach teatralnych, radiowych i musicalowych, w 1996 roku do kin trafiła sygnowana przez Myszkę Miki animowana wersja historii Dzwonnika z Notre Dame. Wytwórnia nie bała się zaryzykować i wyłożyła około 70 milionów dolarów. Ryzyko się opłaciło – na całym świecie film zarobił grubo ponad trzy razy więcej niż wynosił budżet. I to mimo wysokiej – jak na film animowany rzecz jasna – kategorii wiekowej, „Dzwonnik z Notre Dame” dostał PG (za zgodą rodziców), podczas, gdy większość produkcji Disneya „załapywała się” na kategorię G (bez żadnych ograniczeń wiekowych).

Misja niemożliwa?

Po zakończeniu lektury „Katedry Marii Panny” byłem niezwykle ciekawy, czy w animowanej adaptacji ostały się jakiekolwiek elementy z oryginalnej powieści, oprócz może miejsca akcji i imion głównych bohaterów. Oczywiście nie oczekiwałem, żeby w bajce dla dzieci znalazło się miejsce dla rozbudowanego tła społeczno-historcznego, scen tortur, czy mrocznych namiętności. Miałem jedynak wątpliwości, czy po usunięciu wszystkich „dorosłych” elementów, zostanie w „Dzwonniku z Notre Dame” cokolwiek wartościowego. To trochę tak, jakby z „Commando” usunięto wszystkie sceny walki.

Aby nie trzymać dłużej w niepewności mogę stwierdzić, że disneyowska adaptacja okazała się zaskakująco wierna oryginalnej powieści. Wiele – nierzadko bardzo istotnych – elementów zostało rzecz jasna zmienionych lub usuniętych, jednak mimo wszystko w tej animacji da się ciągle wyczuć ducha Wiktora Hugo. Scenarzystom udało się więc połączyć ogień z wodą. W efekcie „Dzwonnik z Notre Dame” uchodzi za najmroczniejszą spośród klasycznych animacji Disneya. Znalazło się tutaj miejsce na przykład na sceny polewania ludzi płynnym ołowiem.

Różnice między książką a animacją najbardziej czytelnie da się zobrazować na przykładzie tego, jak poprzestawiano akcenty w charakterystykach głównych bohaterów tej opowieści. Warto zwrócić uwagę na fakt, iż Quasimodo nie jest głównym bohaterem powieści Wiktora Hugo, lecz „tylko” jedną z równorzędnych postaci. Gdyby „z linką” mierzyć, komu poświęcone jest najwięcej miejsca w tekście to zaszczytnie pierwsze miejsce przypadłoby… architekturze! Hugo kochał średniowieczny Paryż. W swojej książce umieścił kilka obszernych esejów zarówno na temat tytułowej Katedry Notre Dam, jak i swojego ukochanego miasta. W bajce nie było na nie rzecz jasna miejsca. Animatorzy jednak bardzo pieczołowicie odtworzyli piętnastowieczny Paryż. Miasto i budynki wyglądają naprawdę niesamowicie i można zaryzykować stwierdzenie, że sam Victor Hugo podziwiałby je z przyjemnością.

Pan i Sługa

Zarówno w książce, jak i w filmie, Quasimodo jest zdeformowanym odmieńcem. Jednakże w animacji Disneya nienaturalny jest jedynie wygląd Dzwonnika – wewnątrz jest on bowiem wrażliwym i łaknącym towarzystwa ludzi młodzieńcem. W powieści zaś, jawi się, jako głuchoniemy dzikus, który boi się i nienawidzi innych ludzi. Jednakże, w obu wersjach Quasimodo jest bohaterem, za którego widzowie/czytelnicy trzymają kciuki i mu kibicują – jest postacią tragiczną i budzącą litość. Hugo mówi o jego nienawiści do ludzi, lecz wydaje się być ona podyktowana pogardą i drwinami, których był obiektem przez całe życie. Nie bez znaczenia jest też fakt, iż w powieści dzwonnik jest głuchy.

Postacią, która przeszła największą zmianę jest bez wątpienia Klaudiusz Frollo. U Wiktora Hugo był duchownym, który zarządzał Katedrą w Notre Dame – poświęcił całe swoje życie nauce, aby potajemnie zaprzedać duszę alchemii. W wersji animowanej był „zwykłym” sędzią, który dba o porządek w mieście. Wielkiej zmianie uległa również osobowość Frollo. W książce jest on najbardziej niejednoznacznym bohaterem, w filmie został zdegradowany do roli „zwykłego” złoczyńcy. Papierowy Frollo opiekuje się Quasimodo z dobrego serca, podczas gdy jego celuloidowy odpowiednik zostaje do tego zmuszony.

U Victora Hugo Klaudiusz Frollo jest trawiony namiętnością do Esmeraldy. Uczucie to doprowadza go do szaleństwa i pcha do późniejszych zbrodni. Gdyby nie ono to prawdopodobnie nie zboczyłby z prawej ścieżki. Muszę w tym miejscu oddać szacunek dla twórców filmu, gdyż u Disneya ten motyw również jest obecny! Moment, w którym Frollo śpiewa o swojej „chorej i deprawującej” miłości do cyganki jest jedną z najbardziej zapadających w pamięć i niepokojących scen „Dzwonnika z Notre Dame”. Mrok powieści został tutaj oddany zaskakująco wiernie.

Cyganka i Rycerz

Najbardziej „wygładzonym” wątkiem w adaptacji była historia Esmeraldy i Febusa. Nie jest to chyba dla nikogo zaskoczeniem – trudno sobie przecież wyobrazić bajkę bez historii miłosnej z dobrym zakończeniem. Wiktor Hugo nie pisał jednak swojej opowieści z myślą o najmłodszych i nie ograniczały go sztywne ramy konwencji.

Esmeralda poznaje przystojnego rycerza, zakochuje się w nim uczuciem czystym i silnym. Jest w stanie zrobić dla niego wszystko – nawet poświęcić życie. W animacji uczucie to jest rzecz jasna odwzajemnione, w książce jednak ów rycerz w lśniącej zbroi okazuje się być stereotypowym żołdakiem – interesują go głównie alkohol i prostytutki. Esmeralda jest dla niego jedynie kolejną ładną dziewczyną, której imienia nawet nie warto zapamiętać. Cyganka absolutnie nie zdaje sobie sprawy z tego faktu i do samego tragicznego końca jest w stanie zrobić wszystko dla swojego „ukochanego” – jej naiwność momentami jest wręcz irytująca. W filmie jest typową pewną siebie i przebojową disnejowską bohaterką.

Werdykt

„Katedra Marii Panny w Paryżu” jest powieścią monumentalną. Przez karty książki przewija się kilkadziesiąt postaci, a większość z nich musiała oczywiście wypaść z adaptacji. Okrojone zostało również całe tło społeczno-socjologiczne. Całość została odpowiednio dostosowana do potrzeb najmłodszych odbiorców. Zmieniono pesymistyczne zakończenie oraz ogólny wydźwięk całości, złagodzono część najbardziej drastycznych scen, dodano też postacie zabawnych, mówiących Gargulców. Jednakże, mimo ograniczeń formalnych artystom Disneya udało się stworzyć oryginalny i wciągający film dla dzieci zachowując przy tym zaskakująco wiele z ducha i atmosfery „dorosłej” powieści. Większość spośród produkowanych obecnie filmów aktorskich charakteryzuje się znacznie większą infantylnością!







  • Jakub Piwoński

    jako dzieciak bylem na tej bajce w kinie. koniecznie musze sobie ja przypomniec.

  • Patrycka

    Bardzo dobra wyczerpująca recenzja. Trafne spostrzeżenia i wnikliwe porównania. To zaskakujące jak wiele można zachować z oryginału przy jednoczesnym pominięciu wielu kłopotliwych wątków.

  • Anna Catherine Kowalsky

    jakbym czytała siebie gdy dawałam recenzje miesiąc temu bo mielismy powroty do filmów :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Ognie św. Elma

Następny tekst

Wojna domowa, czyli o statusie gier elektronicznych



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE