Seriale TV

Alternatywy 4

Autor: Adrian Szczypiński
opublikowano

Tekst z archiwum film.org.pl.

O serialu

Niekoronowany mistrz polskiej komedii Stanisław Bareja, świeżo po sukcesach swych najlepszych kinowych filmów „Brunet wieczorową porą”, „Co mi zrobisz jak mnie złapiesz” oraz „Miś”, skierował swój talent w stronę formuły telewizyjnego serialu komediowego. Po sportretowaniu i obśmianiu staromieszczan, dygnitarzy, sportowców, artystów i wszelkiej maści ludzi „ze środowiska”, przyszedł czas na zwykłych, szarych obywateli, zebranych na odległym, rozgrzebanym blokowisku na warszawskim Ursynowie. Kogóż tam nie ma! Artystka bez głosu i talentu, wynalazca robota kolejkowego, menel z zasadami i gołębiami, nobliwy profesor „latającego uniwersytetu”, samotna nauczycielka, myśliwy chwalipięta, skromna striptizerka, lekarz choleryk, robotnik dźwigowy, inwalida na wózku, obrotna emerytka, niezłomny bojownik mieszkaniowy, partyjny prominent i murzyn z Harvardu. Cała ta miniatura społeczeństwa, dzięki fantazji dziennikarza telewizyjnego, lekką ręką rozdającego mieszkania z listy przydziałów, stała się szczęśliwszą częścią tegoż społeczeństwa. Ich upragnione i wyczekane przez lata „M” spełniło się pod postacią bloku przy ul. Nowoprojektowanej 7, przemianowanej na partyjnym zebraniu na Alternatywy 4.

Tam już czekały na nich krzywe ściany, nierówne podłogi, cieknące kaloryfery, odchodzące tapety, śmiercionośne drzwi, rurki gazowe na środku kuchni, podsłuch w ścianach, niebezpieczni budowlańcy z zestawem usług mogącym pozbawić życia lub bańki z sokiem malinowym i wiele innych niespodzianek. Czy to zestaw scenograficzny dla autora filmowego horroru? Nie, tak wyglądały realia budownictwa mieszkaniowego w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Bareja jak zwykle nie musiał niczego wymyślać. Rzeczywistość rzucała mu pod nogi gotowe pomysły, które wystarczyło fantazyjnie ubrać w filmowy gag, by otrzymać telewizyjny przebój.

[quote]Ale na przeprowadzających się na na Ursynów „szczęśliwców” czekał jeszcze ktoś. Były kierownik wydziału kultury z Pułtuska, zawzięty karierowicz Stanisław Anioł z małżonką.[/quote]

Sprowadzając się do stolicy ze zwichniętymi ambicjami, dostrzegł swoją szansę na awans społeczny w przydzielonej mu funkcji gospodarza domu („- schodzimy w dół żeby się odbić”. Janusz Rewiński w kabarecie Tey śmiał się, że po odbiciu dno się urywa…). Ale zamiast spełniać zwyczajowe obowiązki ciecia, który myje, zamiata i kosi trawniki, nasz anioł stróż bierze za mordę całą Bogu ducha winną blokową menażerię. Klatka w bloku zamienia się w czteropiętrowy obóz przymusowej pracy społecznej i twórczej. Iście esbeckie metody inwigilacji, zastraszania i okłamywania mieszkańców przybierają jednak z czasem zupełnie inny obrót…

Stanisław Bareja nosił się z pomysłem serialu już od 1979 roku, lecz dopiero na początku lat 80. telewizyjna wytwórnia Poltel zdecydowała się na produkcję „Alternatywy 4”. Bareja rozpoczął zdjęcia przy ul. Cynamonowej na Ursynowie we wrześniu 1981 roku. Rozpadającą się chatę Balcerka nakręcono przy ul. Chemicznej 2 (choć w serialu numer 2 przerobiono na 10), róg ks. Ziemowita na Targówku Fabrycznym w Warszawie. 9 grudnia ekipa przeniosła się do hal Poltelu, by zrealizować sekwencje atelierowe. Niestety, cztery dni później pozaekranowa rzeczywistość, która swego czasu pomogła Barei w pomyślnej kolaudacji „Misia”, uderzyła ze zdwojoną siłą stanu wojennego. Produkcja serialu ruszyła ponownie w marcu 1982 roku, kiedy żołnierze opuścili hale zdjęciowe, a aktorzy, uczestniczący w powszechnym bojkocie telewizji, dostali jednorazową dyspensę od Związku Artystów Scen Polskich na zagranie u Barei. W tym samym roku zakończono realizację serialu.

Tu rozpoczęły się przepychanki z cenzurą. Strażnikom socjalistycznej moralności ością w gardle stanął przede wszystkim podsłuch zakładany w mieszkaniu profesora Dąb-Rozwadowskiego. Aby nie sugerować żadnego oficjalnego aparatu kontroli, Bareja dokręcił kilka scen, z których jasno wynika, że podsłuch zakładają ludzie z paramilitarnego stowarzyszenia „Grunwald”, kierowanego przez reżysera Zarębę (kolejny raz temat Grunwaldu i kolejny przytyk w stronę Bohdana Poręby). Lecz i to rozwiązanie nie spodobało się na Mysiej. Oprócz tego Bareja miał dokonać kilku innych poprawek. Walka z cenzurą wlokła się aż do września 1986 (inne źródło podaje listopad tegoż roku), kiedy to Telewizja Polska wreszcie wyemitowała „Alternatywy 4”. Lecz tak naprawdę, fragment jednego z odcinków został wyemitowany już w grudniu 1982 roku, gdy pracownicy Telewizji Polskiej, w konspiracji kopiując serial na kasety, przypadkowo podali sygnał bezpośrednio na antenę, w dodatku przerywając emitowany właśnie program, gloryfikujący sowiecką gospodarkę, nadawany z okazji 60. rocznicy powstania Związku Radzieckiego…

„Alternatywy 4” to mimo technicznych niedociągnięć serial mistrzowski, z pewnością najwybitniejsze rodzime dokonanie w gatunku serialu komediowego. Przede wszystkim Barei i jego dwóm współscenarzystom (dziennikarze Janusz Płoński i Maciej Rybiński) udało się stworzyć spójny ekranowy światek, będący parafrazą państwa policyjnego z działającym aparatem nacisku i obywatelami, których – wydaje się – jedynym celem jest wystrychnięcie zamordysty Anioła na dudka. Gospodarz domu co rusz jest konfrontowany a to z inteligentnym profesorem, a to z nie dającym sobie w kaszę dmuchać Balcerkiem czy zastraszonym Zenobiuszem Furmanem. Jedynym, przed którym prymitywny Anioł czuje lizusowski respekt, jest legendarny towarzysz Jan Winnicki, który szczęśliwie dla Anioła sprowadza się na Alternatywy 4, a wraz z nim olbrzymia reprodukcja „Bitwy pod Grunwaldem” Jana Matejki („u nas na Targówku też jest taka bitwa, jak rzucą balerony do rzeźnika, tyle że bab jest więcej…” rzeczowo komentuje dzieło Balcerek). Ulubiona i dopracowana do perfekcji przez Bareję w poprzednich filmach fragmentaryczna konstrukcja scenariusza ma tutaj po raz kolejny okazję rozwinąć skrzydła. Każda wizyta kamery u kogoś z lokatorów to po prostu lawina śmiechu, wynikająca z walki ściśle scharakteryzowanego bohatera z oporną, gierkowską technologią budowlaną, biurokratycznym absurdem, domokrążcami wciskającymi buble, walką o każdy towar w dobie kryzysu i zwykłymi ludzkimi ułomnościami i przywarami. Serial doskonale wygrywa właściwie każdy aspekt scenariusza, ocierający o zjadliwą i bezkompromisową satyrę.

Asem atutowym serialu jest obsada. Roman Wilhelmi jako Stanisław Anioł stworzył drugą kreację swego życia, zaraz po dopiero co ukończonej „Karierze Nikodema Dyzmy”. Jego postać to przefiltrowane na komediową modłę studium przebiegłego dyktatora, dla którego czytanie cudzej korespondencji to rzecz najnormalniejsza w świecie. Wilhelmi był tak groteskowo wiarygodny, że czasami można wręcz odnieść wrażenie, że Bareja pozostawił aktorowi wolną rękę w reżyserowaniu postaci Anioła. Inną „drugą kreacją życia” jest Józek Balcerek w wykonaniu fenomenalnego Witolda Pyrkosza. Aktor przed „Alternatywami” zagrał eleganckiego włamywacza Duńczyka w „Vabanku” Juliusza Machulskiego (1981) i kontrast pomiędzy obiema tymi postaciami jest uderzający i dowodzi niekwestionowanego kunsztu Pyrkosza, który u Barei tak wdzięcznie zagrał ochrypłego „marginesa” i „elementa”, od którego właściwie można uczyć się moralności starej, przedwojennej daty. Sam aktor w swoim dorobku wyżej stawia tylko rolę Pyzdry w „Janosiku” Jerzego Passendorfera (1974).

Reszta mieszkańców bloku to sam kwiat polskiego filmu i teatru. Przezabawny duet antagonistów Kazimierz Kaczor – Jerzy Kryszak, których jednoczy wspólna walka o paczkę z Ameryki; etatowi „barejowcy”, czyli Bronisław Pawlik, Wojciech Pokora i Wiesław Gołas; jak zwykle wielcy : Janusz Gajos, Mieczysław Voit, Jerzy Bończak, Ryszard Pietruski i Jerzy Turek ; wybitne panie : Bożena Dykiel jako tępa Miećka Aniołowa, Zofia Czerwińska, czyli wystraszona Zocha Balcerkowa, jeszcze szczupła „pani magister” Stanisława Celińska, Krystyna Tkacz jako żona dźwigowego Kotka, Ewa Ziętek w roli mało rozgarniętej gosposi u profesora czy nieżyjąca już Barbara Rachwalska, czyli emerytka, dla której kolejki po mięso nie mają żadnych tajemnic. Z pozostałych byłych najbliższych współpracowników Stanisława Barei w epizodach widać tylko wąsatego Jacka Fedorowicza, jego brata Andrzeja, Tadeusza Plucińskiego, Jana Kobuszewskiego i ucharakteryzowanego na fuehrera Eugeniusza Robaczewskiego, który w „Misiu” „dawał od razu Gis!”. No i nie można pominąć samego reżysera, który wcielił się w mamroczącego dzielnicowego Parysa.

„Alternatywy 4” to dziś już legenda, nie mniejsza, niż gdy serial po raz pierwszy wyemitowano pod koniec 1986 roku, po trzech latach „półkownikowania”. Choć Telewizja Polska ma na swoim koncie kilka seriali o zacięciu komediowym („Wojna domowa”, „Janosik”, „Czterdziestolatek”) bądź komediowo-przygodowym (ekranizacje książek Edmunda Niziurskiego i Adama Bahdaja), nie wspominając o wysypie sitcomów w ostatnich latach, to chyba tylko serial Barei jest nieodmiennym od lat gwarantem rozśmieszania na najwyższym poziomie, podlanym nostalgicznym sosem PRL-u. Zgodnie ze słowami samego reżysera, który powiedział, że jego filmy będą kiedyś najlepszą lekcją historii, „Alternatywy 4” potrafi bezbłędnie przenieść widza w czasy kartek na mięso, talonów na benzynę, kredytów MM, kolejek po wszystko, blokowej solidarności, ludzkiej zapobiegliwości w zdobywaniu mięsa i wódki, starej czołówki telewizyjnego Studia Sport, budowlanej stagnacji i codziennej walki o choć odrobinę normalności w wykoślawionym świecie ogarniętej kompletną niemocą Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Bareja, choć tworzył w tej samej, paranoicznej rzeczywistości, potrafił spojrzeć na nią z dystansu i pokazać jej absurd w jeszcze bardziej krzywym zwierciadle. Chwała mu za to po wsze czasy.

Dalej: Odcinki

Ostatnio dodane