Czas na odkryciaostatnich lat. Przed paroma laty ich nazwiska  – w większości – nikomu nic nie mówiły: dopierorozpoczynali kariery aktorskie, łapali się małych projektów występując gdzieśna drugim planie, ewentualnie występowali w roli dzieciaków w serialach tv. Wpewnym momencie nastąpił przełom – główna rola w filmie, którego sukcesu niktsię nie spodziewał, a jednak i ich poziom aktorstwa, i jakość fabułyprzesądziły o otwarciu drzwi do sławy, jakkolwiek by ona oceniana nie była.

Tote nazwiska będą wyznaczały kinematograficzne trendy. To ci aktorzy będąpojawiali się w największych hitach, będą zgarniali nominację do Oscarów. I towśród nich mamy tych, którzy za 20-30 lat będą traktowani jako żywi klasycywspółczesnego kina. Owszem, wśród nich są i tacy, którzy z pewnością szybkoznikną, publiczność o nich zapomni, a oni sami będą żyli wspomnieniami swychnajwiększych (dzisiejszych) sukcesów. Niemniej warto przyglądać się ichkarierze, wyborom, sukcesom i porażkom. Nie jest to pełna lista – bo tamusiałaby być kilkukrotnie dłuższa –  ale mój subiektywny wybór.
Brałem pod uwagę i dzisiejsze osiągnięcia,  i wiek (trzydziestka i okolice, z kilkoma wyjątkami)
Ostatnie odkrycia:
Tom Hardy (34) – mięśniak, brutal, poeta, fanatyk? Wszystkimtym był w ?Bronsonie? i był znakomity, przekonywujący. Tegorocznym ?Warriorem?podobno pokazuje wielkie bicepsy, ale i wielką klasę, a przecież jeszcze przed nami występ u Hillcoata w „The Wettest Country in the World” i – oczywiście – u Nolana w?The Dark Knight Rises?, gdzie zagra głównego przeciwnika Batmana. I to wywindować może go na sam szczyt. 
Michael Fassbender (34) – przełomowa rola w ?Głodzie? tojedna z najwybitniejszych kreacji ostatnich lat. To on był najlepszy wodświeżonych X-Menach. To on podobno hipnotyzuje we ?Wstydzie?. To on gragłówne skrzypce w nadchodzącym ?Prometeuszu? Ridleya Scotta oraz pojawi się na drugim biegunie kina, czyli u Jima Jarmuscha. Jak tak dalejpójdzie, to właśnie jesteśmy świadkami narodzin jednej z najjaśniejszych gwiazdwspółczesnego Hollywood, która nie boi się żadnych aktorskich wyzwań. 
Michael Shannon (37) – ostatnio w znakomitej roli zimnokrwistegoagenta Nelsona van Aldena w ?Boardwalk Empire?, a już za chwilę w roli bad guyaw rimejkowanym obecnie Supermanie. Podobno jeden z faworytów do Oscara za ?Takeshelter?. I – last but not least – zostanie Ryszardem Kuklińskim w „The Iceman”, więc w Polsce będzie przez jakiś czas wyjątkowo popularny. 
James McAvoy (32) – ma w sobie i luz, i nonszalancję, ipowagę angielskiego gentlemana. Świetny w przełomowej roli w ?Pokucie?, niepopsuł swego dopiero rodzącego się wizerunku w ?Wanted?, znakomicie – wbrewzłośliwym oczekiwaniom – wypadł w ?X-Men: First Class? i u Redforda w ?Konspiratorze?.Przed nim kilka ciekawych, ambitniejszych projektów, w tym w ?Trance? Boyle?a.
Ryan Gosling (31) – wiem, wiem, on dał się poznać już 10 lat temu genialną roląw ?Fanatyku?. Do dzisiaj błąkał się po kinie niezależnym (do tego świetnychtytułach, żeby wymienić tylko ?Lars and the Real Girl?, „Blue Valentine”, „Stay”) – i dobrze, bo to odniego wymagało znacznie więcej niż występy w blockbusterach. ?Drive?, ?Idymarcowe?, ?Kocha, lubi, szanuje? – rok 2011 należy do Ryana, nawet jeśli żadenz tytułów nie zawojuje/zawojował kin. Jeśli tylko nie zacznie długotrwałego romansu zHollywood – będzie dobrze. Niedługo wraca do współpracy z Refnem.  
Emile Hirsch (26) – po wyśmienitej roli w ?Into the Wild?pojawił się w mało wymagającym ?Speed Racerze?. Po znakomitym występie w?Milku? w tym roku pojawi się w ?The Darkest Hour?, wyglądającym co najmniejkoszmarnie, oraz w ?Killer Joe? zapowiadającym się wybornie. Czyli dziwnego typusinusoida, która nie pozwala do końca temu gościu, o proweniencji zbuntowanegomłodziaka, wybić się tak, jak na to zasługuje.
Dominic Cumberbatch (35) – przede wszystkim genialny w roliSherlocka Holmesa we współczesnej adaptacji BBC. Charakterystyczna uroda,niezwykłe nazwisko nie przeszkadzają mu w niczym, bo już za chwilę będzie i w?War Horse? Spielberga, ?Hobbitach? Jacksona (głos Smauga) oraz oczekiwanym przez chyba wszystkich ?Tinker TailorSoldier Spy?.
Jeremy Renner (40) – gra od wielu lat, ale dopiero ?The HurtLocker? był przełomem. Obecnieobsadzany w rolach twardzieli – ?The Town?, ?Thor?/?The Avengers?, ?MissionImpossible IV?. Na pewno za szybko go zaszufladkowano, ale mimo wszystkonawet w schematycznych rolach wypada bardzo dobrze. Przyszłość potwierdza obecny wizerunek – Renner będzie nowym Bournem. 
Nicholas Hoult (22) – jako dzieciak był równorzędnympartnerem dla Hugh Granta w świetnym ?About a boy?. Później wystąpił wpierwszym sezonie ?Skins?. Teraz czas na Bestię w ?X-men?. Niby nic, a jednakkoleś jest dość intrygujący. W przyszłym roku zobaczymy go u Singera w ?Jackthe Giant Killer? z McGregorem i McShanem obok.
Sam Worthington (35) – przede wszystkim blockbustery: ?Avatar?,?T4?, ?Starcie tytanów?. I już wkrótce ich sequele. Ale nie wierzę w to, żeWorthington, wykształcony aktor (!), nie ma ambicji pokazania się z lepszej,bardziej wymagającej strony. Czy ?Texas Killing Fields?, ?Man od ledge?,?Drift? będą szansą na zmianę dotychczasowego emploi? Myślę, że tak.
Joseph Gordon-Levitt (30) – znakomity w ?(500) Days ofSummer?, chyba najlepszym komromie ostatnich lat, jeszcze lepszy w ?Hesher?,przykuwający uwagę w ?Incepcji?. Bardzo dobrze dobiera projekty mainstreamowe (kolejnyBatman, ?Lincoln?) ale i te bardziej offowe (?50/50?, ?Looper?, ?Premium rush?z Michaelem Shannonem).
Justin Timberlake (30) – gość jest skazany na sukces. Jużpomijając jego boysbandową historię, bardzo udaną solową karierę, przejęcieMySpace i wiele innych projektów, w które JT jest zaangażowany, to kino równieżsię o niego upomniało. Co więcej – z niezłym skutkiem. Znaczy: Justin nieprzeszkadza, nie irytuje, nie sprawia wrażenia przypadkowego gościa na planie. Gradobrze w niezłych filmach. ?The Social Network? i?Alpha dog? były drugoplanowąrozgrzewką. W tym roku udanie wystąpił w ?To tylko seks?. I na pewno niepowiedział ostatniego zdania (?In Time? smakowicie się zapowiada).
Jamie Bell (25) – oczywiście Billy Elliott, wybitna kreacja wpamiętnym filmie Daldry?ego. Potem był ?King Kong?, teraz czas na główną rolę w?Tintinie? Spielberga. Tyle z blockbusterów.  Jednak JB nie próżnuje – wystąpił w ?JaneEyre? obok Fassbendera, za chwilę z Worthingtonem pojawi się w ?Man on theledge?, a w 2012 w ekranizacji ?Ohydy? Irvine Welsha (tego od „Trainspotting”), obok McAvoya, Gleesona,Cumminga i Toby?ego Jonesa. 

Cillian Murphy (35) – zawsze będzie kojarzył mi się z demoniczną rolą w „Red Eye” Cravena, niemniej to diabelsko zdolny aktor, który wciąż czeka na wielką rolę w kinie mainstreamowym (bo za takie „Wiatr buszujący w zbożu” Loacha uważany być nie może, nawet jeśli rola Cilliana była rewelacyjna). Już niedługo Murphy-hipis będzie błąkał się po Londynie („Hippie Hippie Shake”), w czasie („In Time” Niccola) i oczywiście u Nolana w nowym Batmanie.

James Franco (33) – przełomem była rola kochanka Harveya Milka. W zeszłym roku pojawił się w „127 godzin” Boyle’a – i było to potwierdzenie wysokiej formy Franco, zwieńczone nominacją do Oscara. Ten rok to przyzwoita rola w zaskakująco dobrej „Genezie planety małp”. Wreszcie Franco dostaje szansę na pokazanie swego talentu, innego niż komediowy – niedługo pokaże się w „Maladies” w roli skrzywionego psychiczne gościa (to role nośne oscarowo), a już za chwilę będzie uzależnionym od koki adwokatem („Cherry”) i Ozem w prequelu „Czarnoksiężnika z krainy Oz”, który będzie robiony przez Sama Raimiego. A jeszcze jest wiele innych projektów. Innymi słowy to jeden z najbardziej zajętych obecnie aktorów. Ale czy przełoży się to na jakość ról?

Casey Affleck (36) – młodszy, zdecydowanie bardziej uzdolniony brat Bena. Po raz pierwszy, tak wyraźnie (bo gra już od wielu lat), dał się poznać w wyjątkowej roli w niezwykłym westernie „Zabójstwo Jessego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda”, gdzie przyćmił samego Pitta. Następnie wystąpił u brata w „Gone baby gone”, a w zeszłym roku w „The killer inside me” Winterbottoma, w podobno odważnej i doskonałej roli (choć sam film został zignorowany). Teraz szykuje się do roli archanioła Gabriela w ekranizacji „Raju utraconego”. 

Bonus, czyli trochę starsi, ale dopiero wchodzą na salony.
Rainn Wilson (45) – wiem, wiem, Rainn wciąż będzie miałtwarz Dwighta Schrute, ale nie zapominajmy, że zawsze może zdjąć okulary,przebrać się i zmienić uczesanie. Na pewno dobór freakowatych ról nie pomaga w rozwoju,choć w nich Rainn jest bezkonkurencyjny (ostatnio super w ?Super?, a jakiś czastemu w znakomity w ?Six Feet Under?). Niemniej już rola w ?Hesher? zwiastujecoś nowego, innego, zaskakującego. Facet zasługuje na więcej szans. 
Christoph Waltz (55) – niemłody już aktor, którydoświadczenie zbierał na deskach niemieckich teatrów i na małym ekranie. Dlakina odkrył go Tarantino. I wszyscy powinni mu być za to dozgonnie wdzięczni,bo Waltz przyciąga jak magnes. Agenci rzucają  jednak Christopha po ryzykownych projektach(?Trzej muszkieterowie?, ?Green hornet?), całe szczęście, że upomina się oniego i Polański (?Rzeź?) i znowu Tarantino (?Django unchained?)
Widzicie jeszcze jakieś nazwiska rokujące duże nadzieje na przyszłość?

Część pierwsza artykułu ->