publicystyka filmowa

Aktorski "Akira" bliski anulowania. Radujmy się!

Autor: Michał Włodarczyk
opublikowano
Remakeoza to powszechna choroba w Hollywood, której występowanie nasiliło się szczególnie w minionym dziesięcioleciu. Nie mam jednak zamiaru ironicznie torpedować tego zjawiska, gdyż muszę uczciwie przyznać, że spośród dziesiątek filmów nakręconych raz jeszcze, "po amerykańsku" lub od nowa, kilka wypadło znakomicie, niech wspomnę oscarową Infiltrację Martina Scorsese (na bazie Infernal Affairs z Hong Kongu) czy kapitalny hołd Petera Jacksona dla kina przygodowego w postaci nowego King Konga. Są to jednak nieliczne perełki w morzu przeciętniactwa i chłamu. W 2002 roku Warner Bros. pozyskało prawa do aktorskiej wersji Akiry (1988), kultowego animowanego filmu z gatunku cyberpunk, który po dziś dzień robi piorunujące wrażenie, zwłaszcza na Blu-ray. Przez dziesięć lat niekończących się zmian w koncepcji, scenariuszu, obsadzie oraz w budżecie, nadszedł piąty dzień stycznia 2012 i oficjalny komunikat: produkcja Akiry została wstrzymana na czas nieokreślony. Po raz czwarty! Osobiście bardzo się z tego cieszę, lecz nie dlatego, że była to zupełnie niepotrzebna próba zainscenizowania nowej wersji wciąż świetnie wyglądającego filmu, ale z powodu tego, jak i za ile producenci chcieli to zrobić…
 
 

Początkowo plany były ambitne. Mieliśmy otrzymać widowisko science-fiction z kategorią wiekową R, Leo DiCaprio i Morgana Freemana w obsadzie oraz wysoki, trzycyfrowy budżet. Proces przedprodukcyjny filmu ciągnął się jednak w nieskończoność, a największym problemem była adaptacja złożonego scenariusza mangi i filmu Katsuhiro Otomo, który należało dostosować do potrzeb i gustów amerykańskiej widowni. Kolejne gwiazdy łączone z projektem wykruszały się lub dementowały swój udział w Akirze, w dodatku zapadła decyzja, że obraz musi odpowiadać wymogom tak przez nas "kochanego" PG-13. Właściwie to już w tamtej chwili można było postawić na projekcie krzyżyk, ponieważ jedna z mroczniejszych i najbrutalniejszych wizji przyszłości miała zostać wykastrowana po to tylko, aby trafić do młodszej widowni. Akira Live Action (tytuł roboczy) zawieszany był przez ten czas trzykrotnie, jednak latem 2011 wydawało się, że produkcja ruszy z kopyta, a film obejrzymy w 2013 roku.
 
 
Jaume Collet-Serra reżyserem (Sierota, Tożsamość), scenariusz autorstwa Stevena Klovesa (saga Harry Potter), Garrett Hedlund, Kristen Stewart, Helen Bonham Carter oraz Ken Watanabe w obsadzie, budżet w wysokości 90 mln dolarów i PG-13 – mimo niezłej obsady aktorskiej, nie może wyjść z tego nic dobrego – pomyślałem. O skandalicznym ratingu wiekowym już powiedziałem, drugą kwestią, która nie dawała mi spokoju, był budżet. Akira Otomo to potężne widowisko s-f, orgia destrukcji i epicki rozmach, a wszystko to okupione zostało rekordowym swego czasu budżetem ponad dziesięciu milionów dolarów. Przeznaczony przez Warner Bros. budżet na produkcję wersji aktorskiej, to przy rozmiarach oryginału – kpina. Wyobraźcie sobie sytuację, w której dowolne studio bierze się za nową wersję Aliens i przeznacza na to 50 mln… Jest to nie do zrobienia, nawet dla Rogera Cormana w szczytowej formie. Jakby tego było mało, prace nad Akirą zostały zawieszone, ponieważ koszty musiały zostać zmniejszone do 60-70 milionów, co zwiastowało poziom kinowego Dragon Balla. Biura i studia zostały zamknięte, a nam w tej sytuacji pozostaje wypatrywać informacji o skasowaniu projektu.


Permanentne problemy Warner Bros. z Akirą powinny dać do myślenia innym wielkim studiom, że zanim porwą się z motyką na słońce, warto każdą inwestycję starannie przemyśleć i zaplanować, mimo posiadania praw do genialnego materiału. Spektakularna klęska Dragon Ball: Ewolucji oraz prawie skasowany Akira pozwalają wierzyć, że japońskie animowane klasyki póki co bezpieczne przed zakusami Hollywood. A może to ja przesadzam i nowe, anglojęzyczne wersje zagranicznych hitów są pożądane? A jeśli tak, to jakie tytuły, i kto powinien sprawować nad nimi pieczę? Jeżeli macie pomysły i ciekawe koncepcje – piszcie w komentarzach.

Ostatnio dodane