50 prawd objawionych przez "Righteous Kill" | FILM.ORG.PL

50 prawd objawionych przez „Righteous kill”








Bolesław Dochuński-Duchoński
23.08.2013


50 kopniaków rozdanych

Righteous kill. Zawodowcy. Oto film, który nie powinien był nigdy powstać, a to z jednego oczywistego (mam nadzieję, że nie tylko dla mnie) powodu: jest zupełnie niepotrzebny, w dodatku (prawdopodobnie) absolutnie nikomu, nawet – a może przede wszystkim – panom De Niro oraz Pacino (dorobienie do aktorskiej emerytury nie jest tutaj wystarczającym usprawiedliwieniem dla w/w). Ubolewam szczerze i głęboko nad faktem zaistnienia tego wątpliwej jakości dziełka na filmowym firmamencie, gdzie zgasło, zanim rozbłysło. Film nie jest absolutnie zły, ma kilka (najwyżej kilka) niezłych scen, ale to za mało, by litościwie spuścić na niego zasłonę milczenia. Długo ze sobą walczyłem, długo zwlekałem; nawet dałem filmowi drugą i trzecią szansę (a to przez szacunek i uwielbienie dla odtwórców dwóch głównych ról), aż wreszcie zrozumiałem, że nie można tego tak po prostu zostawić, co to to nie. Zrozumiałem, że trzeba tak po prostu i po męsku się z filmem rozprawić. Słowo się rzekło, więc zapraszam na 50 tęgich kopniaków, wymierzonych prosto w gołe dupsko przysłowiowego leżącego (zaaplikowanych oczywiście na trzeźwo i bez znieczulenia). Nie będzie to miłe, a w dodatku będzie bardzo bolesne – nawet dla mnie, czyli tego, który owe tęgie kopniaki rozdaje (w dodatku w ciężkich glanach czy innych skórzanych wynalazkach na grubych i twardych podeszwach). No cóż, kto wrażliwy, niech dalej nie czyta. Ja zakasuję rękawy (a właściwie podwijam nogawki) i biorę się do roboty…

1. Jeśli reżyserujesz film i masz na planie dwóch starych wyjadaczy najwyższej próby, w dodatku utytułowanych szeregiem wcześniejszych znakomitych ról ekranowych twardzieli (i nie tylko), daj im do ręki broń i niech na wstępie postrzelają sobie z uśmiechem na twarzach do tarcz na policyjnej strzelnicy. W międzyczasie każ im wycisnąć trochę żelastwa na ławeczce poziomej. A to wszystko dla podkreślenia pewnej ręki, dobrego oka, zdrowych zębów (lub wyglądających na zdrowe zęby substytutów zębów) i krzepkości naszych wiekowych herosów, którzy wciąż mogą, nawet, jeśli nie chcą i nie muszą. W ten sposób utwierdzisz widza w przekonaniu, że twardziele są nadal naprawdę twardzi i hardzi. A zresztą, co ja mówię! To naszych przebrzmiałych herosów utwierdzisz w tym przekonaniu, nie widza. Widz kupi każde kłamstwo, wraz z popcornem dodane gratis do biletu. Nie dlatego, że widz jest idiotą, ale dlatego, że widz lubi być karmiony prawdą ekranu, która ma się do prawdy rzeczywistej tak jak przysłowiowy piernik do wiatraka. Natomiast nasi herosi to zupełnie inna bajka… No właśnie: bajka. Bajka w którą wierzą i chcą wierzyć, bajka, w której są zawsze tacy… jak zawsze.

2. Jeśli jesteś policjantem i masz w pracy (policyjnego) partnera, często podkreślaj, że to twój partner. Tak na marginesie: jeśli krępuje cię dwuznaczność takiego wyznania, uściślaj, że jest to twój partner w pracy, czyli partner-policjant, a nie partner-gej. W każdym razie warto często podkreślać, że jesteście partnerami, jak to zwykli robić z dosyć dużą częstotliwością nasi bohaterowie w omawianej (kopanej) produkcji.

3. Jeśli już podkreśliłeś wyraźnie, ze twój partner jest twoim partnerem, dodaj, że jest też dobrym człowiekem, czyli takim, który bez wahania załatwi innego człowieka za zbrodnię, której nie popełnił. Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie. Rozumiemy się?

4. Jeśli zawitasz kiedyś przypadkiem do nowojorskiego klubu 404 of Harlem, należącym do niejakiego Pająka, nie zdziw się, jak do męskiej toalety wejdzie jakaś fajna laska, żeby wciągnąć kreskę – dokładnie w momencie, kiedy oddajesz mocz. Niby nic dziwnego: laska wciąga kreskę w męskim sraczu. Dziwne jest to, że kokę ma od Pająka, o czym beztrosko informuje pierwszego napotkanego gościa, na pierwszy i drugi rzut oka wyglądającego jak wypisz wymaluj stróż prawa tudzież porządku. No, ale kobieta to blondynka, więc OK, pomimo, że jest wykształcona itd (co wyjdzie później w praniu, czyli w oglądaniu), ona jest usprawiedliwiona (w tym miejscu przepraszam wszystkie blondynki, naturalne i farbowane, za to niezręczne faux pas; za karę sam właśnie kopnąłem się w dupsko, w dodatku z półobrotu, co niech będzie stosownym zadośćuczynieniem za brak manier i towarzyskiej ogłady). Nie ma natomiast usprawiedliwienia dla Pająka, ponoć figury wielkiego formatu w przestępczym światku, odpowiedzialnym za duże transakcje narkotykowe, morderstwa, pranie brudnych pieniędzy itd. Nie ma usprawiedliwienia na to, że ten przestępca wielkiego kalibru osobiście rozprowadza towar we własnym lokalu, tym samym bezpośrednio angażując się w dystrybucję drobnicy, niczym jakiś podrzędny handlarzyna z ciemnego zaułku, słup bez nazwiska, dzierżący pod pazuchą kilka uncji białego proszku dla uzależnionych frajerów. Pała z profesjonalizmu, a właściwie solidny ekstra kopniak: albo dla Pająka, albo dla… scenarzysty.

5. Samotna kobieta wraca nocą do własnego mieszkania. Skąd my to znamy? Tak, tak, z tysięcy innych lepszych lub gorszych produkcji filmowych. Oczywiście od razu można przewidzieć, że na tym etapie filmu a) kobieta to potencjalna ofiara, która b) tak naprawdę jest jedynie ofiarą klasycznej filmowej zagrywki, charakterystycznej przede wszystkim dla horrorów czy thrillerów klasy B, C, D itd. Ta zagrywka to taka mała zmyłka dla wyjątkowo niewyrobionego widza, który naprawdę wierzy, że oto ma miejsce zbrodnia, a nie psikus. Kto z bardziej wyrobionych widzów spodziewał się takiego obrotu sprawy, ręka do góry! Wszyscy? No nie, czy to było aż tak przewidywalne i oczywiste?

6. A teraz suplement do pkt (kopniaka) nr 1: twardość i hardość to za mało, jeśli nie ma jurności, która często idzie w parze z tym pierwszym, ale niekoniecznie z tym drugim. Dlatego żeby nie było wątpliwości co do tego, że stary człowiek i może, zasygnalizuj udany seks, a przynajmniej niezły, w dodatku poprzedzony iście hitchcockowym prologiem (patrz pkt nr 5) i aż do przesady szorstką grą wstępną, polegającą na ataku znienacka, połączonym z mało subtelnym zatkaniem ust oraz (czego nie widać, ale o czym będzie za chwilę mowa) ciągnięciem za włosy. Romantyczna kolacja? Czułe słówka przy leniwie tlących się świecach? Łzawa pościelówa w tle? To są gierki dobre dla metroseksualnych mięczaków: wychuchanych, wymuskanych, wyperfumowanych i wydepilowanych. A „Righteous kill” to nie jest film dla miękkich ludzi, czyli takich, co to puszczają bączki, a nie pierdzą, czy cichutko poświstują, a nie chrapią. Nie można być twardzielem na pół gwizdka, tak, jak nie można być dupą bez jednego półdupka. O czym twórcy filmu po prostu wiedzieli, musieli wiedzieć, co zaowocowało twardzielami pełną gębą, taką od ucha do ucha, do czego jeszcze pozwolę sobie nieraz ze złośliwą satysfakcją wrócić (przy okazji rozdawania kolejnych kopniaków).

7. Jeśli oglądałeś „Tango i Cash” wiesz już, że Rambo to cipa. Jeśli oglądniesz „Righteous kill” dowiesz się, że Rambo to jeżdżący na deskorolce alfons. Niby mała rzecz, a nie śmieszy. Kolejny ekstra kopniak dla scenarzysty. Na marginesie: Rambo to ponoć ofiara nr 10 dobrego człowieka, o czym dowiadujemy się z jego dramatycznego monologu. Dobry człowiek mówi, że pozbył się śmiecia, a my udajemy, że mu wierzymy. Ja osobiście tego kitu nie kupiłem, podobnie jak tego, że dobry człowiek, w osobie Roberta De Niro, zabił 14 osób, czyli 9 przed i jeszcze 4 po Rambo. Ja tej ekranowej prawdy nie kupiłem, bo wydała mi się ona zbyt grubymi nićmi szyta, czyli po prostu zbyt banalna i nachalna. Dlatego już na początku mniej więcej odgadłem, co będzie na końcu, za co daję kolejnego kopniaka twórcom filmidła: kopniaka za przewidywalność, wynikającą ze sztampowych rozwiązań fabularnych: zgranych, ogranych, przegranych.

8. Nie każdy morderca to wierszokleta, podobnie jak nie każdy wierszokleta to morderca, a tym bardziej poeta. W każdym razie pochylmy się z pokorą nad inwencją eliminatora Rambo. Oto próbka prawdziwie męskiej poezji:

He trades in sin,
distributes flesh.
He picks the fruit
when it is fresh.
Now someone else
must slap his whore.
His heart has stopped.
He breathes no more.


Handlował grzechem,
sprzedawał ciała,
których świeżość
jeszcze nie ustała.
Teraz kto inny
będzie jego kurwy tłuc
bo zakończył życie
ten paskudny buc.

Nie wiem, co bardziej bolało: oryginał czy (dosyć luźne) tłumaczenie (tekst Martyny Łukomskiej, z wersji filmu na DVD, czytanej przez Jacka Sobieszczańskiego), ale chyba jednak zdecydowanie bardziej to drugie. Tak czy siak należy się kopniak, sprzedany obcasem w sam środek dupska – na pohybel wszystkim odpowiedzialnym za powyższe rymy.

9. Oto kolejna brutalna prawda made in „Righteous kill”: prawdziwy twardziel-gliniarz nie przesłuchuje dziwek po to, by pozyskać informacje, tylko po to, by pozyskać materiał do penetracji (a nuż któraś panna wpadnie mu w oko?). Jedynie, co może stanąć mu na drodze, to własna niemoc, spowodowana seksualnym wydrenowaniem, pomimo wytrenowania. No, ale kto powiedział, że twardziel nie miewa chwil słabości? Otóż miewa, co nawet dodaje mu odrobinę męskiego uroku. A może damskiego, skoro swoją słabość najchętniej manifestuje… sikając na siedząco?

10. Jeśli prawdziwy mężczyzna rozmawia z piękną kobietą, pochodzącą np. z krainy kiełbasy, wręczając jej wizytówkę powie: Lick my balls anytime. A dopiero po chwili doda: Call us anytime. Ot, taki niewinny lapsus, ale jakże męski. Przy okazji dowiadujemy się jeszcze jednej rzeczy o Rambo, otóż, że jest on dupkiem. Ha, ha, ha.

11. Raz, dwa, trzy, umrzesz ty… Taka makabryczna wyliczanka przyszła mi na myśl w scenie dialogowej z udziałem trzech wiekowych panów, z których najbardziej wiekowym metrykalnie i wizualnie jest bez wątpienia Brian Dennehy, bardzo charakterystyczny aktor (głównie) drugoplanowy, bardzo zresztą przeze mnie lubiany. I to właśnie na nim zatrzymał się mój palec, a to z jednego prostego powodu: gdybym musiał, ale to musiał uśmiercić któregoś z siedzących i rozmawiających w gabinecie panów, byłby to właśnie Brian. Niech ta deklaracja stanowi najlepszy dowód mojego uwielbienia dla pozostałych dwóch Panów, a zarazem najtrafniejsze (pomimo, że makabryczne) zobrazowanie tego, jak wiele wysiłku kosztuje mnie kopanie leżącego, czyli leżących, w niniejszym tekście. Ten punkt to właściwie dygresja, a jeśli kopniak, to wymierzony w moja dupę. Sto lat, Panowie, albo i dłużej! Byle tylko z daleka od produkcji pokroju „Righteous kill”.

12. Jeśli jesteś gliną i chcesz zachęcić panią mecenas (lub inną panią, wciągającą gówno nosem) do odstawienia kokainy, użyj następujących argumentów: wróć do domu, wyjdź za mąż, urodź dzieci i nigdy do tego nie wracaj. Wówczas rzeczona pani na pewno weźmie sobie te uwagi mocno do serca i zastanowi się głębiej nad sensem swojej nędznej, hulaszczej egzystencji.

13. Ja żuję, ty żujesz, oni żują, dzięki czemu na twardości zyskują. Dawniej twardziele pełną gębą palili papierosy jak smoki, teraz twardziele pełną gębą żują gumy… jak ćwoki. Jakie czasy, tacy twardziele. Nie dziwi nic.

14. Jeśli chcecie przyskrzynić Pająka, pamiętajcie o tym, ze Pająk ma szósty zmysł. Pająk wie jak patrzeć i gdzie patrzeć, dlatego nie wpada w sieci nie tylko własne, ale i cudze. Przy takim stanie rzeczy nawet najbardziej misterny plan może spalić na panewce, a każdy prosty plan na pewno spali na panewce. A prosty plan jest taki: założyć podsłuch zestresowanej pani mecenas od koki i wrzucić ją prosto w objęcia Pająka, z zaleceniem zakupienia 4 uncji towaru, co jest ilością w jej przypadku mocno niestandardową, czyli już na starcie tak jakby podejrzaną. Powiedzmy sobie szczerze: to nie mogło się udać. I się nie udało. I tylko Stubby’ego żal.

15. Jeśli chcesz nadać zbędnego dynamizmu statycznej scenie dialogowej, po prostu ruszaj nerwowo kamerą, przesuwając nią po twarzach poszczególnych rozmówców, na krótkie chwile się na nich ogniskując. Dzięki temu prostemu zabiegowi widz odniesie wrażenie, że rozmowa toczy się szybciej niż w rzeczywistości, co powinno wydatnie skrócić czas oczekiwania na kolejną scenę filmu.

16. W rozmowie z policyjnym psychologiem koniecznie zacytuj Brudnego Harrego. No bo niby kogo masz zacytować, będąc twardzielem nad twardziele? Rambo? Przecież Rambo to… No, zresztą wiadomo kto, nie będę się powtarzał…

17. Co zrobi rasowy policyjny psycholog, mający naprzeciw siebie dwóch rasowych policyjnych twardzieli (bez różnicy, czy na wspólnych, czy na osobnych posiedzeniach)? Otóż ze śmiertelną powagą wręczy im małe notesiki, które z kolei oni ze śmiertelną powagą przyjmą w podarunku. Zalecenie? Notować, notować i jeszcze raz notować, niczym w dziewczyńskim pamiętniczku, wszystkie swoje smutki i radości. Ja też sobie zanotuję: sprzedać kopniaka psychologowi, a uczynić to ze smutnym wyrazem twarzy, ale z radością w oczach. Kochany pamiętniczek, kochany…

18. Jeśli jesteś uosobieniem jurności, a energia dosłownie rozpiera cię i rozbiera, po ostrym seksie najlepiej skanalizujesz jej nadmiar w brutalnym meczu baseballa, uwieńczonym klasycznym mordobiciem.

19. Kolejna próbka prawdziwie męskiej poezji:

Merchant of thieving class,
I slit his throat
and capped his ass.
I took his life, I took his gun,
But too bad he’s not the only one.

Dostawca broni złodziejskiej ferajny
Zakończył swój żywot nikczemny.
Odebrałem mu spluwę i życie,
szkoda, że tylu jest takich na świecie.

I oczywiście kolejny kopniak dla sprawców w/w, niemniej na usprawiedliwienie niech posłuży następująca kwestia (cytat z filmu): It’s not iambic pentameter, but it rhymes.

20. Czy już wspomniałem, że w polskiej wersji językowej De Niro to Brutal, a Pacino to Kogut? W oryginale to Turk i Rooster. Prawda, że ksywki robią wrażenie? To jak połączenie siły i honoru ze strachem na wróble, czyli moc i zadziorność w jednym. Prawdziwie męska i podwójna gra w chłopiecy świat, zabawna może przez 15 minut, a nie przez cały pełnometrażowy showtime. Kopniak dla każdego, kto maczał w tym palce, a dla mnie koniecznie poradnik pozytywnego myślenia, dzięki któremu być może wykrzesam z siebie morze miłości do wszystkich ludzi, których znam. Albo nie znam. Jeśli chodzi o ksywki – sprawa zamknięta.

21. Dwaj twardziele bez twardej laski są jak dwa jaja bez kutasa. I dlatego w filmie znalazło się miejsce dla prawdziwie męskiej (w sensie charakterologicznym, nie fizjono i fizjologicznym) kobiety. Jest to partnerka w pracy i poza pracą, czyli kobitka do tańca i do różańca, a także ruchańca, czyli brutalnego seksu bez subtelności (patrz punkt/kopniak nr 6). Jej twardość ma charakter lekkiej skoliozy psychicznej, generalnie nieszkodliwej, objawiającej się np. znieczulicą na przemoc fizyczną (uśmiechy i dowcipy nad trupem Rambo) czy lubowaniem się w słuchaniu opowieści o przemocy fizycznej (relacja Koguta z występu Brutala w domu Pająka). To pierwsze można oczywiście wziąć na karb choroby zawodowej, to drugie – już nie. Tak czy siak mamy tu napompowany testosteronem tercet egzotyczny obojga płci, co lekko ociera się o przesadę, w myśl odwiecznej zasady, że dwoje to para, a troje to tłum. Przesadzam (z czepialstwem)? Być może. Dlatego teraz zamiast kopniaka serwuję scenarzyście jedynie lekki prztyczek w nos, oczywiście środkowym palcem mojej lewej stopy.

22. Sentencja dnia, tygodnia oraz miesiąca, a może nawet roku: You can be a motherfucker at your own risk. Wydrukować, wygrawerować, wytatuować. I powtarzać jak mantrę: You can be a motherfucker at your own risk. You can be a motherfucker at your own risk. You can be a motherfucker…

23. A teraz zagadka: co robi dwóch policjantów po dotarciu na miejsce zbrodni, stając nad zwłokami zamordowanego gwałciciela? Odpowiedź jest oczywista: jak na prawdziwych twardzieli przystało nie zwracają najmniejszej uwagi na taki drobiazg, jak leżąca na podłodze w kałuży krwi ofiara przestępstwa. Zamiast tego nasze zuchy zachwycają się wiszącym na ścianie dużym telewizorem, w drętwym dialogu roztrząsając kwestię technologii, w jakiej został wykonany. Plazma? LCD? A kogo to, kurwa, obchodzi?

24. Tu powinien być kolejny wytwór wyobraźni mordercy-wierszoklety, ale litościwie go pominę. Co za dużo, to niezdrowo.

25. I jeszcze mała uwaga, nawiązująca do pkt 8, 19, 24: każdy (nawet najbardziej absurdalny) wiersz należy odczytywać ze śmiertelną powagą na twarzy, najlepiej przy akompaniamencie podniosłej muzyki w tle. To trudne, ale wykonalne, czego nieraz dowiedli nasi dzielni ekranowi twardziele.

26. Jeśli idziecie na widzenie z więźniem, w celu przesłuchania go, abstrahując od kontekstu tej sytuacji, zadajcie mu jedno ważne pytanie: czy lubi poezję? A kiedy się wkurwi i wyjdzie, po czym wy również się wkurwicie i wyjdziecie, zadajcie z kolei ważne pytanie sobie: po co w ogóle tam poszliście?

27. Jak na prawdziwego twardziela przystało, tak po prostu i po męsku, starym plemiennym zwyczajem, zaproponuj swoją aktualną partnerkę swojemu partnerowi-policjantowi (nie partnerowi-gejowi, z oczywistych względów), z zaleceniem, żeby zaszalał. Niech i on skorzysta na zdrowie, a co!

28. Jeśli w toku prowadzonego śledztwa wszyscy policjanci dochodzą do wniosku, że wielokrotnym mordercą, którego szukają, może być ich kolega po fachu, na co wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi, ty bądź jedynym policjantem, stanowczo się tej tezie przeciwstawiającym – w ten sposób szybciej znajdziesz się w kręgu podejrzeń w/w kolegów policjantów. Żeby się jeszcze bardziej pogrążyć, próbuj nieudolnie skierować uwagę kolegów na innego kolegę eks-policjanta, takiego z pretensjami do świata i nie tylko, jako na akuratnego potencjalnego podejrzanego. Po czym obraź się na całe mundurowe towarzystwo i wyjdź z siłki, gdzie akurat pakując (jak to na twardzieli przystało) roztrząsacie detale śledztwa, tym samym zostawiając ich jeszcze bardziej utwierdzonych w przeświadczeniu o w/w. To, że nie zawsze większość ma rację, nie jest usprawiedliwieniem dla braku instynktu samozachowawczego. Kto jak kto, ale stary policyjny wyga i zarazem twardziel pełną gębą w jednym powinien o tym doskonale wiedzieć. Kopniak – oczywiście w gębę.

29. Największy koszmar policjanta? Zostać na zawsze w jednym pokoju z policyjnym psychologiem. Lufa pistoletu przyłożona do skroni, potencjalne kalectwo, zagrożenie utratą życia swojego lub partnera – to wszystko to pikuś w zestawieniu z w/w.

30. Jeśli nie wiesz, jak złapać seryjnego mordercę, nie martw się, on sam się złapie, bo po prostu chce być złapany, jak twierdzi policyjny psycholog. Przy okazji tenże psycholog nie widzi sprzeczności w stwierdzeniu, że wielokrotnemu mordercy z jednej strony nie daje satysfakcji unikanie kary, a z drugiej strony, chce, by wszyscy wiedzieli, że to co robi uchodzi na sucho, czyli de facto czerpie satysfakcję z unikania kary. Tacy to już z nich spryciarze, z nich, czyli z mordercy i policyjnego psychologa, mistrza zawoalowanej nadinterpretacji.

31. Jeśli w filmie pojawia się tajemnicza kartka, wciśnięta w odbyt zamordowanego księdza-pedofila, jest ona na tyle nieistotnym dowodem w sprawie, że możesz być pewien, iż już do końca filmu nikt o niej ani nie wspomni, ani do niej w żaden sposób nie nawiąże itd. Biedny morderca, upychał kartkę w trudzie i znoju, a cała ta jego ciężka praca okazała się być gówno warta. A do dupy z taką robotą!

32. Jeśli partnerka wręcza ci inny dowód w sprawie, czyli inną kartkę (z kolejnym wierszem) i czyni to w gumowych rękawiczkach, ty jako prawdziwy mężczyzna, mający gdzieś służbowe konwenanse, chwytasz kartkę (dowód w sprawie) ot tak, gołymi rękami. W końcu nie po to robisz rano manicure, żeby potem narażać się na skazy estetyczne spowodowane założeniem ordynarnych gumowych rękawiczek.

33. Tradycyjne pączki z policyjnego jadłospisu powoli odchodzą do lamusa. Ich miejsce zajmują ketchup i musztarda, stanowiące niezbędny dodatek do kubków gorącej (lub zimnej) kawy.

34. Twardziel nie bawi się w subtelności i witając się z damą (twardą bo twardą, ale jednak damą) nie mówi „dzień dobry” czy „cześć”, bo to byłby zbędny zbytek uprzejmości. On po prostu znienacka (skąd my to znamy?) wali rękami w kraty policyjnego archiwum/magazynu, w którym właśnie się pojawił i w którym w/w dama w ciszy i skupieniu przegląda jakieś szuflady z dokumentami. Dama mogła dostać zawału, ale co tam! W końcu najważniejsze jest mocne wejście i piorunujące pierwsze wrażenie, które zawsze można zatrzeć zdawkowym „przepraszam”.

35. A kiedy już grę wstępną masz za sobą i stajesz twarzą w twarz z w/w damą, oznajmiasz jej z uśmiechem, że twój partner i zarazem jej partner chce, żebyście razem uprawiali seks (to znaczy ona i ty, czyli partner jej partnera). Na końcu (z uśmiechem) dodajesz, że nie po to tu teraz przyszedłeś, co należy ci przypisać in plus: kiedy trzeba, trzymasz chuć za wodzy – jak na prawdziwego mężczyznę przystało.

36. Najlepszym samochodem dla twardziela jest Bentley, bo można w nim rżnąć na tylnym siedzeniu dwie dziwki na raz, a na masce zamontować miotacz ognia. What the fuck!?

37. Jeśli widzisz, ze partner jest przygnębiony i nie radzi sobie z tym całym gównem, jakie go otacza, zaproponuj to, co wcześniej proponował wam słynny policyjny psycholog: niech zacznie pisać w swoim pamiętniczku o wszystkim, co mu w duszy gra. Na dokładkę zaskocz go informacją, że ty już to zacząłeś robić, co podobno bardzo ci pomaga.

38. Jeśli w barze jakiś gość swoim donośnym głosem zakłóca ci konwersację z partnerem (już nie ważne, czy policjantem czy gejem), po wyjściu z baru po prostu zastrzel sukinsyna. Jeśli przeżyje nie martw, będziesz miał jeszcze okazję podnieść mu ciśnienie w szpitalu, dokąd w najlepszym przypadku trafi.

39. A teraz powtórka z rozrywki, czyli zmyłka, ale trochę inaczej, chociaż podobnie, zainaugurowana: samotna kobieta wraca nocą do własnego mieszkania itd. Później scenariusz wydarzeń jest trochę inny, bo pojawia się kolejna zmyłka. Jednak ona może wyprowadzić na manowce jedynie (wspomnianego już wcześniej) niewyrobionego widza, starego wyjadacza już na pewno nie. Później jest już atak znienacka i niby wszystko podobnie jak na początku filmu, z tą różnicą, że tym razem to już nie jest psikus, co jest oczywiście zgodne z prawidłami sztuki filmowej, tak bardzo charakterystycznej dla kina klasy B, C, D itd, a czasami nawet A. I jeszcze raz pytam: kto z bardziej wyrobionych widzów spodziewał się takiego obrotu sprawy, ręka do góry! Wszyscy? No nie, czy to znowu było aż tak przewidywalne i oczywiste?

40. Errata do pkt 37: ty i twój partner rozumiecie się bez słów, wręcz nadajecie telepatycznie na tych samych falach. Co z łatwością tłumaczy atak znienacka w preludium do pieprzenia, przeprowadzony ściśle wg prawideł celebrowanej przez partnera (i partnerkę) sztuki.

41. I oto do szpitala na intensywną terapię trafia gość z baru, znany doskonale policji twardy Rusek Magulat, prawdziwy ruski czołg, z którego twardego korpusu lekarz wyjął sześć kul, o czym informuje (z podziwem w głosie) policjantów, którzy przyszli przesłuchać twardego Ruska w sprawie strzałów pod barem, oczywiście strzałów oddanych w jego stronę. Rusek mówi po angielsku, czego dał próbkę chociażby w barze, głośno zachwalając BMW serii 7, czego świadkami byli obecni właśnie w szpitalu Brutal i Kogut, ale kto by się tym przejmował. Próbujący z nim porozmawiać policjant pyta go, czy mówi po rosyjsku, co zakrawa na podwójny absurd (pytać Ruska po angielsku, czy mówi po rosyjsku). Nikt też nie przejmuje się tym, że Rusek leży na pryczy nieprzytomny, podpięty pod medyczną aparaturę, w dodatku z zadrutowaną szczęką. To ostatnie zresztą nie jest przeszkodą, bo policjant twierdzi, że jak zada Ruskowi pytanie, ten w odpowiedzi może chrząknąć. Jest tylko jedna istotna kwestia: czy powinien chrząknąć w języku rosyjskim czy w angielskim?

42. Nic tak dobrze nie zrobi nieprzytomnemu Ruskowi z zadrutowaną szczęką, jak kubek gorącej kawy, zaproponowany przez policyjnego ćwoka.

43. Pamiętaj: jeśli wgryzie ci się w dupę Hannibal Lecter, nie wzywaj na pomoc Jodie-Fucking-Foster, tylko oddział komandosów. Tako rzecze Pająk…

44. Murzyni kochają złote zęby, więc jeśli wybijesz Murzynowi trzy zdrowe naturalne zęby, nie przejmuj się tym i nie przepraszaj go. Zamiast tego oczekuj jego podziękowań, bo przecież dzięki tobie wstawi sobie trzy nowiutkie ukochane złote trzonowce.

45. Śpiewać każdy może, wiadomo. I wiersze też każdy pisać może. Morderca, policjant, czyli zły człowiek, dobry człowiek. Miało już nie być wierszy, ale nie mogłem się powstrzymać. Oto próbka poezji dobrego człowieka, czyli Turka we własnej osobie (próbka oficjalna, obdarta ze sfery domysłów co do autorstwa; to jest prawdziwy Autor! Autor!):

You tried to set me up, you fucks,
And this is how you do it?
You thought I’d get my dick cut off,
Instead you only blew it.

Jako rzecze Kogut: Great stuff.

A teraz oczywiście czas na tłumaczenie – z nieśmiertelnej wersji filmu na DVD z lektorem:

Chcieliście mnie chujki wrobić,
to tak się pogrywa?
Chcieliście mi odciąć fiuta,
w efekcie zrobiliście loda.

Jako rzecze Kogut: That is poetry.

46. I wreszcie nadszedł niemal od początku spodziewany i długo nieoczekiwany twist: otóż nagle okazuje się, że poczciwy Brutal rzeczywiście jest dobrym człowiekiem. Nie lubię tego mówić, ale powiem: a nie mówiłem?

47. And the murder is…. Ja nie będę wymieniał nazwiska, ale do diaska, czy zawsze musi to być najlepszy przyjaciel, najlepsza ciocia, najlepszy wujek, najlepszy sąsiad, najlepszy partner itd? Kolejny kopniak: za brak inwencji (i nie tylko)…

48. Natomiast inwencji nie zabrakło partnerce partnerów. Otóż okazuje się, że przebywający na oddziale intensywnej terapii twardy Rusek wcale nie musi mówić, aby udzielić jakiejś informacji. Nie musi mówić ani po rosyjsku, ani po angielsku, ani nawet nie musi chrząkać, by odpowiedzieć na jedno proste pytanie: Is this the person who shot you? Wystarczyło posłużyć się rekwizytem, w postaci zdjęcia potencjalnego napastnika, dzięki czemu Ruski czołg mógł ograniczyć się jedynie do skinienia głową. I jeśli przy okazji wcześniejszej wizyty w szpitalu były wątpliwości co do dobrego człowieka, czyli Brutala (a były), wystarczyło pokazać Ruskowi jego zdjęcie (lub po prostu wskazać personalnie jego samego) i zadać takie samo jak wyżej lub podobne pytanie. No, ale to byłoby zbyt proste, a proste rozwiązania nie zawsze są najbardziej widowiskowe. A chrząkający Rusek z zadrutowaną szczęką na pewno lepiej prezentuje się na ekranie niż kiwający głową Ruskek z zadrutowaną szczęką, co jest prawdą tak prostą, że aż bolesną. Oczywiście kopniak: po raz kolejny dla scenarzysty oraz dla panów z NYPD.

49. Pistolet Koguta to armata, nie tyle na wróble, co na pająki. Jeden strzał w głowę powoduje, że ofiara zamiast osunąć się na podłogę, dosłownie wyfruwa przez okno. Efektowne? No jasne, że tak! W końcu latający Pająk nie jest codziennym widokiem.

50. Jeśli chcesz zarżnąć finał filmu i całkowicie obedrzeć go z emocji i napięcia, rozwlecz go przesadnie i koniecznie (ustami aktorów) go przegadaj, bo przecież nic tak nie podnosi adrenaliny w kulminacyjnym momencie sensacyjniaka jak dialog, dużo dialogu, w dodatku okraszonego kolejną próbką górnolotnej poezji, wyrecytowanej przez złego człowieka, którego ostatnie słowa, poprzedzające zejście z tego bolesnego padołu, skierowane oczywiście do partnera, czyli dobrego człowieka, brzmią następująco: You’re a good man, Tom. You’re a good man. I wish you… I wish you continued success. Scenarzysta po raz kolejny się nie popisał. Kopniak! I tylko Ala żal, że musiał zapodawać te brednie, no, ale przecież widziały gały co brały, więc nie ma usprawiedliwienia, nie ma litości. KOPNIAK!

Reasumując: co za dużo, to niezdrowo. Panowie de Niro i Pacino powinni pozostać we wzajemnych ekranowych relacjach na etapie „Ojca chrzestnego” oraz kilkuminutowej rozmowy w „Gorączce”. Tyle. Oni chcieli jednak więcej, więc na koniec ja też im daję więcej: sążnisty kopniak w jaśnie wielmożne dupska obu Panów. Oczywiście wymierzony z należytym szacunkiem i respektem! Bo powiedzmy sobie jasno i dobitnie: występ obu Panów w filmowym tworku, nad którym właśnie skończyłem się znęcać, absolutnie w żaden sposób nie umniejsza ich zasług na poletku światowej kinematografii. W moich oczach wielkimi aktorami są i basta i nic tego nie zmieni, nic a nic. Nawet, gdyby obydwaj Panowie wystąpili w gejowskim pornosie (niekoniecznie w tym samym i niekoniecznie we wspólnej scenie), w mojej pamięci i tak na zawsze pozostaną gigantami wielkiego ekranu, znanymi ze zgoła innych ról…

Tymczasem noga mnie już boli od kopania, dziękuję więc wszystkim za uwagę. Jesteście dobrymi ludźmi, naprawdę dobrymi ludźmi. Życzę Wam… Życzę Wam dalszych sukcesów. A ponieważ pisać wiersze każdy może, pozwolę sobie na koniec zapodać parę rymów, dedykowanych (jakżeby inaczej) w/w Panom:

Po co Wam to było, Panowie?
Niejeden zmarły przewraca się w grobie,
na myśl o tym gniocie straszliwym,
w którym żeście wystąpili.
Na przyszłość jest moja rada
(bo inaczej Wam biada!):
staranniej dobierajcie swe role,
pókiście są na ziemskim podole.

BD-D - ostatnie teksty: (zobacz wszystkie)







  • kelley

    50 prawd z ratingiem nc-17. czyta sie znakomicie :)






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Kick-Ass 2

Następny tekst

Inside the Actors Studio Remix - 10 pytań.



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE