publicystyka filmowa

2 w 1, czyli PODWÓJNE FILMOWE ROLE

Autor: Mikołaj Lewalski
opublikowano

Obcy: Przymierze

Bezsprzecznie jednym z najbardziej interesujących elementów nowego Obcego jest podwójna rola Michaela Fassbendera. W tegorocznym filmie Ridleya Scotta przyszło mu się wcielić w znanego z Prometeusza Davida, a także w nowszego androida, Waltera. Konflikt między dwoma syntetykami oprócz podniesienia poziomu napięcia służy również jako zobrazowanie refleksji dotyczących sztucznej inteligencji. David jest wcześniejszym modelem, pod kilkoma względami znacznie bardziej zaawansowanym, bliższym człowiekowi. Jest kreatywny, odczuwa pożądanie, natchnienie i potrzebę tworzenia. Na przytyki dotyczące bycia zwykłą maszyną reaguje agresją – nawet jeśli skrywa ją i otwarcie pozwala sobie tylko na ciętą ripostę. Czuć, że samoświadomość i rozważania nad egzystencją są dla niego bardziej istotne niż służenie człowiekowi, którym gardzi. Podsumowując go, posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że David jest nadczłowiekiem. Posiada kreatywność i wolną wolę – tak bardzo hołubione przez nas cechy – ale jednocześnie jest wolny od krępującego nas sumienia i złudzeń moralności. Paradoksalnie to ograniczony w stosunku do poprzednika Walter ma więcej wspólnego z przeciętnym człowiekiem. Jego twórcze zapędy zostały przytępione, a samostanowienie zastąpiono wiernością i posłuszeństwem. Walter, wbrew temu, co mówi, jest zdolny do odczuwania czegoś więcej niż poczucie obowiązku wobec ludzi, ale nie odczuwa potrzeby autonomii, nie potrafi tworzyć i nie widzi sensu w buncie. Z punktu widzenia Davida jest on rozczarowaniem, ułomnym bratem, któremu nie może pomóc. Wszystko to, o czym napisałem, Fassbender zdołał oddać bez ani jednej fałszywej nuty. Złożoność osobowości obu bytów, ich trudną relację i konflikt – aktor wznosi się na wyżyny swoich umiejętności. Już pojedyncza rola skonfliktowanego androida jest niezwykle wymagającym zadaniem, a to, co widzimy w Przymierzu, w mojej opinii zasługuje na prawdziwy deszcz nagród.

Legenda

Legendzie miałem już okazję napisać jakiś czas temu. To zdecydowanie najgorszy film na całej liście (ta narracja…), ale to wcale nie znaczy, że nie zasługuje na wasz czas. Wręcz przeciwnie – polecam go obejrzeć dla samego Toma Hardy’ego, który usprawiedliwia ponad dwie godziny poświęcone na seans. To na pewno najbardziej efekciarska rola ze wszystkich tu opisanych. Jeśli oceniając Hammera w The Social Network, mówiłem o skupieniu się na niuansach, tak Hardy bez dwóch zdań pojechał po bandzie. Jest to jednak w dużej mierze uzasadnione przez historię – film opowiada o perypetiach braci-gangsterów, z których jeden cierpiał na schizofrenię paranoidalną i generalnie był bardzo ekscentrycznym osobnikiem. Ten efekt udało się osiągnąć – tu nie ma cienia wątpliwości. Różnice między bliźniakami są może przesadnie skrajne, ale na pewno świetnie zagrane. Wcielając się w każdego z nich, Hardy zupełnie inaczej się wysławia, inaczej też gra ciałem i mimiką. To imponujące, zwłaszcza kiedy dwaj bracia stają naprzeciwko siebie i kłócą się albo wręcz walczą. Nie ma tu żadnej sztuczności, wszystkie wygrane emocje trafiają jak należy. To brzmi jak zwyczajne dobre aktorstwo, ale pomyślcie o tym tak – Tom Hardy niebywale przekonująco odgrywa miłość i troskę o samego siebie. Bardzo szanuję go za tę rolę – zdecydowanie zasługuje ona na lepszy film.

* Nie zawarłem w swoim zestawieniu filmów takich jak Atlas chmur, gdyż postanowiłem wyróżnić wyłącznie te role, w których obie postaci grane przez danego aktora wchodzą ze sobą w istotne interakcje – dopiero to jest prawdziwie imponującym i interesującym zjawiskiem, o którym chciałem trochę napisać.

Zdaję sobie sprawę, że to same nowe produkcje, więc jeśli ktoś ma jakieś ciekawe przykłady ze starszych filmów, to zachęcam do podzielenia się nimi w komentarzach.

korekta: Kornelia Farynowska

Ostatnio dodane