publicystyka filmowa

12 MAŁP. Suplement do analizy dzieła Terry’ego Gilliama

Suplement do analizy 12 MAŁP z odpowiedziami na kilka kluczowych pytań.

Autor: Edward Kelley
opublikowano

Przeczytaj analizę 12 MAŁP.

Odzew na analizę 12 małp zamieszczoną na łamach www.film.org.pl przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, zarówno pod względem liczby osób, które zdecydowały się z nią zapoznać, jak i nadspodziewanie gorących dyskusji, które wywołała. W odpowiedzi na te właśnie dyskusje, obfitujące w próby polemiki z interpretacją filmu Gilliama przedstawioną w moim tekście, zdecydowałem o dopisaniu czegoś w rodzaju suplementu, w którym chciałbym się zająć głównymi wątpliwościami, pojawiającymi się zarówno na forach dyskusyjnych, jak również w kierowanych do mnie bezpośrednio pytaniach.

Wśród nich przede wszystkim motywem fotografii Jamesa Cole’a z okresu I Wojny Światowej, który w opinii wielu burzy, a przynajmniej poważnie podkopuje moją interpretację, a także kwestią, skąd James wiedział, że rzekomy wypadek chłopca ze studnią jest w rzeczywistości dziecięcym psikusem. Aby to jednak zrobić, muszę wykonać kilka kroków wstecz i ponownie zająć się kluczową dla wyjaśnienia całej zagadki sprawą prawdopodobieństwa podróży w czasie.

maxresdefault
Komisja dyscyplinarna z roku 2035, jak pamiętamy, wysyła Cole’a w przeszłość do roku 1996 z jednym celem: pozyskać pierwotną postać wirusa, który doprowadził do zagłady ludzkości, zanim dokona się jego mutacja. Tu nasuwa się kluczowe dla zrozumienia tego fragmentu pytanie:

dlaczego Cole ma pozyskać wirusa, a nie np. zabić matkę dr. Goinsa, aby zapobiec jego narodzinom, a tym samym wyhodowaniu śmiercionośnego mikroba?

O ile łatwiej byłoby wówczas zażegnać zagrożenie! Żadne badania nad pierwotną postacią wirusa nie byłyby potrzebne, bo nie byłoby żadnej epidemii! Zastanawiające? Odpowiedź przynosi sam film przy pierwszej wizycie Cole’a w roku 1990. Już na samym początku, kiedy go poznajemy, z ekranu pada wyraźne stwierdzenie, że epidemia już się wydarzyła i nic nie może jej zapobiec. James powtórzy to jeszcze wielokrotnie. Spoglądając z tej perspektywy sprawa wydaje się oczywista: raz zaistniała przyszłość (lub przeszłość, zależnie, z której strony się na nią patrzy – Cole ma luksus oglądania jej z obu stron) nie może zostać zmieniona żadnym działaniem, choćbyśmy cofnęli się dowolną liczbę lat w przeszłość. Każdy wielbiciel czasowych paradoksów postawi w tym miejscu pytanie: co w takim razie z wiedzą, którą dał nam „Wehikuł czasu” czy „Powrót do przyszłości”, co z wpływaniem na własną teraźniejszość przez ingerencję w przeszłość? Żeby to wyjaśnić, jestem zmuszony zrobić pewną dygresję na teren zgoła odmienny od filmowego; na terytorium fizyki teoretycznej, bez której wyjaśnienie paradoksów czasowych może być niezwykle trudne czy wręcz niemożliwe.

W 1905 roku pewien szwajcarski urzędnik patentowy trzeciej klasy, niejaki Albert Einstein (wspomniany, nawiasem mówiąc, również w 12 małpach) w wieku 26 lat ogłasza swoją przełomową dla pojmowania zjawiska czasu szczególną teorię względności. Jego teoria jest przez wiele lat kontestowana przez ówczesnych, uznawanych za „poważnych”, fizyków, szczególnie od momentu, kiedy jej zwolennicy z niejakim zdziwieniem konstatują, że w opisujących ją równaniach nie ma nic, co od strony czysto fizycznej zabraniałoby podróży w czasie. Dziś w niemal w każdej popularnonaukowej publikacji o szczególnej teorii względności znajdziemy przepis na „sporządzenie” wehikułu czasu wywiedzionego z jej praw, ale wówczas, przed z górą stu laty, stwierdzenie to było nie lada szokiem. Giganci fizyki teoretycznej pokroju Stephena Hawkinga czy Kipa Thorna są w zasadzie zgodni co do tego, że skonstruowanie takiego wehikułu byłoby możliwe, ale oczywiście nie pozwalają na to ani dostępne nam technologie, ani przede wszystkim nieskończone ilości energii, które są do tego niezbędne. Niemniej jednak wraz z powszechną w świecie naukowym zgodą na to, że podróże w czasie nie są przez fizykę zabronione, pojawiły się rozważania powiązanych z tym konsekwencji. Tutaj pojawiają się właśnie paradoksy, z których najbardziej znanym jest tzw. paradoks dziadka. Co, jeżeli cofniemy się w czasie i zabijemy własnego dziadka w dzieciństwie? Nasza matka nigdy się nie urodzi, zatem również my nie zostaniemy poczęci. Ale, skoro nas nie będzie, to kto cofnie się w czasie i zabije naszego dziadka? Tego typu przykłady można by mnożyć.

12-monkeys-tv-series-poster-wallpaperjpg
Fizyka jednak nie znosi paradoksów. Zgodnie z rozważaniami naukowców, którzy zajmują się tym tematem, sama fizyka musi zapewniać zatem jakiś mechanizm, który zapobiegnie ich powstawaniu. I tu dochodzimy do sedna. Jedna z teorii mówi bowiem, że czas nie płynie jednym nurtem, a przynajmniej nie płynie tak, odkąd zaczniemy przy nim manipulować. Kiedy zdecydujemy się ruszyć w górę nurtu (czyli wstecz) i dokonać ingerencji, czas w tym miejscu rozgałęzi się tworząc alternatywny bieg wydarzeń, tak jak rzeka, kiedy postawimy na jej drodze przeszkodę. Jaka jest tego konsekwencja?

Przyszłość, z której przybyliśmy, się nie zmieni, powstanie za to równoległy nurt rzeczywistości wywołany przeszkodą w postaci naszej ingerencji.

Jednym słowem, zgodnie z tymi rozważaniami, jeżeli podróże w czasie byłyby możliwe, moglibyśmy się poruszać jedynie po nurcie własnego czasu, a każde działanie, które wykonalibyśmy w naszej przeszłości, powodowałoby utworzenie równoległego nurtu, na który nie mielibyśmy już wpływu ani nie bylibyśmy w stanie zobaczyć niczego, co się w nim dzieje.

 

Tyle teorii. Skąd ta przydługa dygresja? Cole, będąc wysłannikiem z „przyszłości” (pojęcie przyszłości jest w mojej opinii urojeniem Cole’a, będę więc dla podkreślenia tego używał cudzysłowu) jest przekonany, że czegokolwiek nie zrobi, przyszłość pozostanie niezmieniona. Stąd właśnie jego wielokrotne podkreślanie tego faktu. Dlatego w swojej zainfekowanej wyobraźni zdobywa pierwotną wersję wirusa po to, aby naukowcy „przyszłości” wynaleźli szczepionkę. Nie ma po prostu innego sposobu, aby uniknąć epidemii. Do tej pory wszystko jasne. Problem zaczyna się krok dalej. Jeżeli Cole i jego mocodawcy z „przyszłości” są świadomi, że nie mogą zmienić swojej rzeczywistości ingerując w przeszłość (inaczej byłoby łatwiej wyeliminować dr. Goinsa niż trudzić się nad szczepionką), to skąd pojawiają się zatem następujące przypadki:

  • jak komisja jest w stanie odczytać nagranie na automatycznej sekretarce (informujące o Armii 12 Małp), a nawet dwa: jedno nagrane przez dr. Railly, a drugie przez samego Cole’a;
  • jak jest w stanie zobaczyć zrobione przez Kathryn graffiti na siedzibie Armii 12 Małp;
  • i jak, w końcu, Kathryn jest w stanie zobaczyć fotografię Cole’a z czasów I wojny światowej?

 

Każde z tych działań wykonane w „przeszłości”, a więc odpowiednio: nagrania, graffiti, pojawienie się Jamesa w czasie wojny, powinno doprowadzić do rozgałęzienia kontinuum czasowego, tworząc alternatywną rzeczywistość, a zatem nie powinno znaleźć żadnego odzwierciedlenia w „przyszłości” widzianej przez komisję czy Kathryn. Mechanizm rozgałęzień w uproszczony sposób został przedstawiony na schemacie poniżej. Skoro, wysyłając Cole’a po pierwotną wersję wirusa, zdają sobie sprawę z niemożności zmiany już raz zaistniałej rzeczywistości (co, jak wspomniałem, znajduje bardzo wyraźne potwierdzenie w słowach kilkukrotnie wypowiadanych przez Jamesa), to jak są w stanie odsłuchać nagranie i jak Kathryn widzi Cole’a na fotografii? Zadziwiająca niekonsekwencja. Widzę tu dwa wytłumaczenia: albo scenarzyści pokpili sprawę i wykazali się zadziwiającą niefrasobliwością (choć Davida Peoplesa bym o to nie podejrzewał – w końcu to jemu poniekąd zawdzięczamy „Blade Runnera”), albo… podróży w czasie nie ma, nie ma zmienionej „przyszłości”, a niekonsekwencje są wyprodukowane przez umysł Cole’a, którego schizofrenia popycha do konstruowania „rzeczywistości” podporządkowanej jego logice.

wykres

Co więcej, mam wrażenie, że sam Gilliam znów podpowiada widzowi, co powinien myśleć o manipulacji czasem, tym razem wkładając odpowiednie słowa w usta Jeffreya Goinsa w sekwencji w szpitalu psychiatrycznym, kiedy opowiada historię pacjenta, która notorycznie nagabywał pielęgniarki o włączenie programu TV, którego czas emisji minął poprzedniego dnia.

That was this guy and he was always requesting shows that had already played. Yes. No. You have to tell her before. He couldn’t grasp the idea that the charge nurse couldn’t make it be yesterday. She couldn’t turn back time! Thank You Einstein. Now he, he was nuts. He was a fruitcake, Jim.

Był taki gość, który zawsze domagał się programów, których czas emisji już minął. Tak. Nie. Musisz jej powiedzieć przed. Gość nie mógł pojąć, że siostra nie mogła przywrócić dnia wczorajszego. Nie mogła zawrócić czasu! O dzięki ci Einsteinie. Gość był szaleńcem. Był warzywem, Jim.


Ktoś mógłby jednak zaprzeczyć: hola, hola, nawet, jeżeli uznać, że podróży w czasie nie było, to wciąż Kathryn oglądała zdjęcie Cole’a na polu bitwy z czasów I wojny światowej, co przecież widzieliśmy na ekranie. To prawda, samą teorią na temat tego, że podróży w czasie nie było, z pewnością nie da się spowodować, że zdjęcie zniknie. Owszem, widzieliśmy na ekranie Kathryn, która je ogląda, ale czy rzeczywiście widziała na nim Cole’a?Cytat mówi chyba sam za siebie.

Pierwszy raz widzimy feralną fotografię w trakcie wykładu Kathryn na temat syndromu Kasandry (jest ona pokazana całemu audytorium), a właściwie widzimy jej część wykadrowaną tak, że można na niej dostrzec jedynie pierwszy plan (z drugiego widać rękę sięgającą w kierunku noszy). Po raz kolejny widzimy ją po tym, jak Kathryn dowiaduje się, że kula wyjęta z nogi Cole’a to antyk. Pod wpływem tego faktu rzuca się najpierw w poszukiwaniu książki, w której owa fotografia została zamieszczona (jak się okazuje, również w wersji wykadrowanej), a później do materiałów źródłowych (wisi ona wraz z innymi materiałami na „ścianie roboczej”).

I tu zgrzyt. Czy mamy uwierzyć, że autorka psychologicznego bestsellera, wybitny psychiatra, pracująca przez lata na swoją książką, oglądając dziesiątki i setki razy materiały źródłowe, zdjęcia, ryciny, etc. nie dostrzegła na kluczowej dla jej pracy fotografii człowieka, który parę lat wcześniej tajemniczo zniknął jej z izolatki (dziwi to tym bardziej, że później, porwana w samochodzie, jego imię i nazwisko oraz rok zniknięcia przypomina sobie natychmiast nawet nie widząc jego twarzy)?

Jak to możliwe?!

Możliwe, bo go tam nie było!

Przy założeniu, że nie ma podróży w czasie, nie było epizodu Cole’a w czasie wojny, nie było go zatem na fotografii. W związku z tym, przez lata pracy nad książką dr Reilly miała prawo się na niego nie natknąć. Jak to możliwe zatem, że jednak widzimy go oczami Kathryn po rozmowie z policjantem na temat diagnozy balistycznej? O tym za chwilę.

Wróćmy na moment do pierwszej sekwencji, kiedy zdjęcie wojenne jest pokazywane audytorium słuchającemu wykładu dr Reilly i widzowi. Nie widać na nim Cole’a. Nie widać go dlatego, że przykład przytaczany przez Kathryn podczas wykładu dotyczy osoby na pierwszym planie, więc pokazanie jedynie części fotografii jest w pełni fabularnie uzasadnione. Owszem, ale warto również zwrócić uwagę, że stosując ten prosty zabieg, reżyser (a może scenarzyści) ograniczyli ilość osób, które widziały zdjęcie „z Cole’em” do zaledwie dwóch, Kathryn i samego Cole’a (James zobaczy fotografię po ponownym powrocie do rzeczywistości 1996, kiedy dr Reilly będzie już przekonana, że nie zwariował).


Czy pani doktor podziela stany urojeniowe swojego pacjenta? Oboje widzą inkryminowaną fotografię i oboje widzą na niej Cole’a. Logicznym krokiem dla kogoś w pełni władz umysłowych byłoby podzielić się wiedzą na jej temat z kimś trzecim, kimś z mocą spojrzenia na sprawę z zewnątrz. Jednak Kathryn tego nie robi. Dlaczego? Mało, nie tylko tego nie robi, ale zaczyna wręcz działać jakby sama utraciła poczytalność (zresztą w samym filmie Gilliam świetnie ogrywa kontrast między chwilowo otrzeźwiałym Jamesem a działającą w amoku dr Reilly).Czas wrócić wreszcie do kwestii, dlaczego Kathryn widzi na fotografii Jamesa, mimo, że wszystko przemawia za tym, że nie powinna. Dla wyjaśnienia tego pozornego fenomenu, zmuszony jestem ponownie zrobić pewną dygresję. Tym razem w kierunku dobrze znanym głównej bohaterce; w kierunku psychiatrii. Za portalem www.psychiatria.pl: Obłęd udzielony albo indukowany [folie a deux – przyp. aut.] to szczególna postać zaburzeń urojeniowych. Polega on na występowaniu tych samych niedorzecznych sądów lub objawów przypominających schizofrenię u dwóch lub więcej osób. Dalej czytamy: Niezbędnym warunkiem do jego powstania jest istnienie silnego, bliskiego i wzajemnego związku pomiędzy dwoma (lub więcej) osobami. Ważne jest również, żeby osoby te przebywały przez jakiś czas w izolacji od innych ludzi i od kontaktu ze światem, i dalej o jednej z form obłędu udzielonego: Na początku partner opiera się osobie indukującej, potem przejmuje jej urojenia i omamy i powstaje oddzielna choroba psychiczna […].


Spełniony jest również warunek silnego, bliskiego i wzajemnego związku emocjonalnego, co daje się dostrzec w wielu scenach, choćby tej w hotelu czy kinie. Zresztą chyba nikt przy zdrowych zmysłach, kto film obejrzał, istnieniu takiego związku nie zaprzeczy (choćby cała sekwencja Vertigo i scena na lotnisku).Nie poprzestaje ona na tym i nie tylko włącza się w działania „wysłannika przyszłości”, ale sama go wręcz przekonuje, że źle robi, chcąc się oddać w ręce policji, kupuje przebrania, przykleja mu wąsy, zakłada perukę, farbuje sobie włosy, itd. Czy można to nazwać występowaniem tych samych niedorzecznych sądów lub objawów przypominających schizofrenię u dwóch lub więcej osób? Oceńcie sami.

Kwestia izolacji również nie powinna budzić wątpliwości. Od momentu porwania Kathryn i Cole spędzają czas w samochodzie i motelach. Nie oznacza to oczywiście całkowitej separacji od otoczenia, a i czas to nie miesiące, tylko dni, ale nie należy zapominać o tym, że film z definicji posługuje się pewnymi uproszczeniami. Wreszcie forma, którą przyjmuje choroba w przypadku Kathryn mogłaby wręcz służyć za definicję samą w sobie (Na początku partner opiera się osobie indukującej, potem przejmuje jej urojenia i omamy […]). Kathryn to, sądząc z objawów, przykład folie a deux, obłędu udzielonego w czystej postaci. Czy może zatem dziwić, że dostrzega na fotografii osobę, której zgodnie z dotychczasowym wywodem być tam nie powinno?

Wciąż pozostaje wyjaśnienie kwestii kuli z początków dwudziestego wieku w nodze Cole’a. Oficer policji stwierdza, że musiała być wystrzelona gdzieś przed rokiem 1920. Paradoksalnie, jeżeli czegoś to dowodzi, to faktu, że Cole nie mógł być raniony w trakcie I wojny światowej. Dlaczego? Wówczas badanie wieku kuli musiałoby wykazać, że ma ona zaledwie parę miesięcy, gdyż tyle prawdopodobnie minęło od jej wyprodukowania do wystrzelenia (gdzieś w trakcie I wojny światowej), bo przeniesienie kuli w czasie, o ile rzeczywiście by nastąpiło, nie mogłoby jej postarzyć, podobnie jak nie postarzyło ciała Cole’a.

twelve_monkeys_-_21m22s_-_james_cole_l_j_washington

Cole był schizofrenikiem; zanim porwał Kathryn po wykładzie na temat syndromu Kasandry, spędził w Baltimore pewien czas, o czym bardzo wyraźnie mówi w samochodzie. Nie wiemy, co w tym czasie robił, trudno więc dociec, skąd mogła się wziąć w jego ciele kula sprzed 1920 roku. Jedno jest pewne, jeżeli wiek kuli wskazywał na blisko 80 lat, nie mógł otrzymać postrzału w czasie wojny. Sugerowałoby to raczej, że został zraniony z broni z epoki, ale już w roku 1996 (wtedy zgadzałby się wiek kuli). A to wykluczałoby podróż w czasie. On sam, jego wojenny epizod w scenie w hotelu opisuje jako sen (I think I had a dream about this. Myślę, że śniłem o tym).


Kathryn: The boy in the well. How did you know that was just a hoax?
Historia dziecinnego psikusa natomiast, czyli nagłośniony wypadek ze studnią, której rzekoma ofiara – chłopiec w rzeczywistości ukrywała się w stodole, zostaje wyjaśniony dosyć wiarygodnie przez samego Cole’a w tej samej scenie w hotelu.

James: It was? I didn’t know.
Kathryn: You said he was hiding in the barn.
James: I think I maybe saw a TV show about that when I was a kid where a boy…
Kathryn: It wasn’t a TV show! It was real!
James: Maybe this boy saw the same TV show that I did and he copied it.

K: Chłopiec w studni. Skąd wiedziałeś, że to był tylko psikus?
J: A był? Nie wiedziałem.
K: Powiedziałeś, że ukrywał się w stodole.
J: Może widziałem program na ten temat w TV, kiedy byłem dzieckiem, w którym chłopiec…
K: To nie był program telewizyjny! To była prawda!
J: Może ten chłopiec widział ten sam program i potem go skopiował.

Jego wyjaśnienie jest na tyle wiarygodne, że w zasadzie nie wymaga dalszego komentarza.

12 małp jest filmem skomplikowanym, wielowarstwowym i wciąż ma elementy, o które się tylko otarłem zgłębiając treść.

Nie wykluczam, a nawet jestem pewien, że wciąż kryje się w nim wiele niespodzianek. Jest kuszący niejednoznacznością wątek Vertigo; jest wciąż nierozwiązana zagadka, dlaczego Kathryn kilkukrotnie stwierdza, że wcześniej spotkała Cole’a, że go pamięta; jest ogromny, złożony obszar paradoksów czasowych, których opisanie, choć podjąłem w tym tekście taką próbę, niejednego mogłoby przyprawić o tęgi ból głowy. Film Gilliama kryje w sobie jeszcze wiele niewyjaśnionych zagadek i pól do interpretacyjnych harców, co dowodzi tylko niebywałej sprawności reżysera i scenarzystów.

A na koniec, kto powiedział, że interpretacja może być tylko jedna? Do tej pory, mimo fali krytyki mojej wizji 12 małp, która wezbrała po publikacji, nikt, literalnie nikt nie zaproponował alternatywy i nie tylko nie obalił, ale nawet nie ustosunkował się do argumentów, które przedstawiłem w poprzednim tekście. Zachęcam was, drodzy czytelnicy, do tego, żeby podjąć ten wysiłek, a na łamach www.film.org.pl z całą pewnością znajdzie się miejsce dla dobrej polemiki. Wystarczy dać się ponieść magii filmu Gilliama. Powodzenia.

Tekst z archiwum film.org.pl.

Ostatnio dodane