STRANGER THINGS. Fajny serial Netflixa | FILM.ORG.PL

STRANGER THINGS. Fajny serial Netflixa

Fajny serial Netflixa. Na każdym kroku pojawia się jakiś element, który już gdzieś widzieliśmy.








Krzysztof Bogumilski
21.07.2016


Mała niespodzianka. Spodziewałem się serialu Netflixa w klimacie amblinowskich produkcji, a tymczasem dostałem ekranizację nieistniejącej książki Stephena Kinga. 

Autor prowadzi bloga Kinofilia.

 

Oczywiście nie brakuje tutaj nawiązań do Stevena Spielberga, zwłaszcza do filmu „E.T.”, ale jeżeli miałbym wskazać jednego reżysera, który jest ojcem chrzestnym „Stranger Things”, byłby to raczej John Carpenter. Szczególnie daje o tym znać czołówka serialu, która zresztą bardzo mocno kojarzyła mi się z współczesnym Only God Forgives (szczególnie motywem muzycznym, ale też i neonowym tytułem, rodzącym wiadome porównania).

Skojarzenia, zapożyczenia, nawiązania i inspiracje można by zresztą długo mnożyć, bo tutaj na każdym kroku pojawia się jakiś element, który już gdzieś widzieliśmy.

Chciałbym powiedzieć, że niczym u Tarantino, zostają one przetworzone w coś nowego i oryginalnego, ale braciom Duffer niestety wiele brakuje do tego, żeby można ich było porównywać do twórcy klasy Quentina. Jest to zrealizowane dobrze, technicznie nie mogę się do niczego przyczepić (z wyjątkiem wyglądu potwora, który – wzorem całego projektu – jest sumą różnych poczwar z wielu innych produkcji), ale jest zarazem cholernie odtwórcze i przez to mało ekscytujące.

stranger

To napisawszy, muszę dodać, że jest to fajny serial. Przez osiem odcinków przelatuje się błyskawicznie, obsada jest w dechę, zwłaszcza ta dziecięca, ale David Harbour i Winona Ryder (w stanie wiecznej rozsypki emocjonalnej) również stają na wysokości zadania. Twórcy bardzo silą się, żeby klimat wylewał się z ekranu i jest to odczuwalne, chwilami wręcz zbyt oczywiste. Co nie znaczy, że nie ogląda się tego z przyjemnością.

Wspomniałem wcześniej o Stephenie Kingu i to chyba właśnie liczne skojarzenia z jego twórczością najbardziej podobały mi się w „Stranger Things”.

Grupa młodych chłopców w centrum niecodziennych wydarzeń oczywiście nie jest niczym nowym i niespotykanym w popkulturze. Wielu innych twórców opowiadało już z sentymentem o młodzieńczej więzi i ciekawości świata, ale King zazwyczaj kontrapunktował nostalgiczne sceny, przykładami przemocy i okrucieństwa w wykonaniu młodych albo traumatycznymi wydarzeniami związanymi z dorosłymi. Podobnie jest w serialu.

stranger-things-image-wolfhand-brown

Nie jest to jedyne podobieństwo do twórczości Kinga. „Stranger Things” to obyczajowa historia, w którą powoli zaczyna się wkradać groza i zjawiska nadprzyrodzone. Serial ma nawet dynamikę i konstrukcję fabularną zbliżoną do prozy Kinga. Wiele razy wręcz zastanawiałem się jak pisarz z Maine opisałby poszczególne sceny. Z całą pewnością byłoby to ciekawsze i bardziej emocjonujące od tego, co widzimy w serialu, bo twórcy nie zawsze potrafią operować nastrojem grozy. Muszę jednak uczciwie przyznać, że nie brakuje tutaj momentów szarpiących nerwy, ja wprawdzie nie oglądałem tego z duszą na ramieniu, ale jestem w stanie wyobrazić sobie, że ktoś bardziej strachliwy mógłby obgryzać nerwowo paznokcie.

Nie zrozumcie mnie jednak źle. Kręcę nieco nosem i krytykuję, ale jeszcze raz zaznaczam, że „Stranger Things” warto zobaczyć. Wiele osób okrzyczało jednak serial mianem tegorocznego objawienia, z czym nie mogłem się zgodzić. Również odczuwam sentyment do przedstawionego w nim okresu oraz jestem fanem tytułów, które się tutaj „cytuje”, ale nie mogę pozostać ślepy na mało oryginalną i dość odtwórczą historię (innym tytułem, o którym jeszcze nie wspomniałem, a często o nim myślałem jest „Akira”). Fajny serial. I tyle.

Tyler Durden

https://www.facebook.com/pages/Kinofilia/548513951865584






  • steppenwolf1982

    Zgadzam się z plusami i minusami tej produkcji. Jestem dopiero przy piątym odcinku, ale już od trzeciego, czwartego epizodu czuję zmęczenie wtórnością i przewidywalnością tej historii. Koncept mógłby się sprawdzić przy niskobudżetowej 90-minutowej produkcji w stylu „Coś za mną chodzi”, ale na 8-częściowy miniserial raczej nie ma tam potencjału. Natomiast na największą pochwałę rzeczywiście zasługuje fenomenalny casting młodszej części obsady.

  • Kurde, za to teoretycznie najbardziej lubię Wasz portal, ale w takich sytuacjach przekonuję się, że i najbardziej nie lubię. Bo z jednej strony, tak trzeźwym okiem patrząc, to pewnie macie rację. Ale z drugiej zagłusza to zachwycona całą tą ejtisową nostalgią myśl: „Co to ma, do cholery, być! Nie pamiętam, kiedy ostatnio zarwałem noc, żeby ciurkiem obejrzeć jakiś serial, a oni mu dają marne 7/10 i jeszcze wybrzydzają?!”. Na szczęście to nie ja tu recenzuję, więc nie mam dylematu między sercem a rozumem i spokojnie wybieram swoje fanboyskie podejście ;)

    PS A tego Kinga aż tak tu nie czułem – wszystkim znajomym mówię, że to skrzyżowanie „E.T.”, „Donniego Darko” i „Beyond the Black Rainbow” – albo nawet „The Guest”.

    • Wiesz co, być może pojawi się kontr-recenzja wypełniona zachwytem. 10/10 nie jest wykluczone :)

      • W takim razie czekam :)

        • Mefisto

          Ale wiesz, że to tylko opinia jednej osoby? :)

    • foremka

      Nie jestem fanem sci-fi, ale zdecydowałem się obejrzeć ten serial. Wszystko przez wysokie oceny na różnych portalach i zachwyty jakoby to była najlepsze produkcja Netflixa. I mimo, iż obejrzałem całość w ciągu jednej nocy, to ostatecznie się zawiodłem. Po pierwszych chyba dwóch, albo trzech odcinkach byłem przekonany, że ocenię go na 10/10. Później z odcinka na odcinek było gorzej. Gdyby nie początek sezonu to stwierdziłbym, że oglądałem jakiś wakacyjny serial przygodowy w telewizji polskiej. Zastanawiam się, ze względu na co ktoś może dać maksymalną ocenę.

      Recenzent świetnie podsumował, że serial jest jedynie fajny.

  • Tomasz

    Dawno ciągiem nie obejrzalem tak dobrego serialu. Czuc tu ET, powiew X files i dreszczyk Kinga.Wlasnie ogladamy drugi raz z synem






Przeczytaj jeszcze



Poprzedni tekst

Legion samobójców - 1 minuta z Margot Robbie

Następny tekst

Valhalla Rising



OSTATNIE KOMENTARZE NA STRONIE